Przejdź do głównej zawartości

Kotlety z niczego :-)

Parę osób mi kibicuje. Parę osób zachęca abym  na YT pokazywała jak gotuję.
Waham się, bo jestem świadoma swojej niewiedzy. Zdaję sobie również sprawę, że gro osób gotuje o wiele lepiej. Daleko nie muszę szukać, wystarczy zatrzymać się w Bobrowni u Joanny.

Jeszcze nie wiem w jakim kierunku pójdę. Podczas ostatniego spotkania Dorotka powiedziała, że kanał ma mi sprawiać radość. Jak na razie daję dużą dawkę stresu, bo ja  z tych piszących jestem :-). Schowana gdzieś za ekranem komputera czuję się najlepiej.

A wracając do gotowania. Wczorajszy obiad - kotlety z niczego z pieczonymi batatami. Cena batatów podskoczyła prawie  o 50%. Koszmar.

Zostały mi z wcześniejszych posiłków:   trzy ugotowane ziemniaki i garść ugotowanej zielonej soczewicy. Dodałam jedno jajko i żeby zagęścić masę jedną łyżkę zmielonego siemienia lnianego. Przyprawy. Sól i pieprz.  Dodaję również  tymianek, bo lubię. Uformowałam kotleciki. I po robocie





Ps. Operacja siostry trwała 6 godzin. Teraz już musi być tylko lepiej.

Komentarze

  1. Trzymam mocno kciuki za siostrę.
    Święte słowa, to co robisz, ma ci sprawiać przyjemność. Ale jak nie spróbujesz fasolek różnych smaków, to nie wiesz, która najlepsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszyscy którzy walczą z rakiem, mówią, że wiara, że się go pokona jest ważna. Więc mocno w to wierzę
      ale emocjonalnie jestem wykończona.

      Usuń
    2. W 2002 roku zdiagnozowali u mnie raka błony śluzowej macicy, miałam 44 lata i nie miałam ochoty umierać. Do mojej, skołatanej diagnozą głowy, wdarła się refleksja, że przecież nie wszystkich chorych nowotwór zabija, więc dlaczego to ja akurat miałabym umrzeć? Poddałam się leczeniu, operacja i radioterapia, według lekarzy miało być już po wszystkim. Niestety, po niecałym roku przerzuty to węzłów chłonnych. Wtedy stanowczo powiedziałam sobie chce żyć i będę żyła!!! Po drugiej nowotworowej terapii, gdy pakiet węzłów chłonnych, wielkości tenisowej piłeczki, całkowicie się wchłonął, wytyczyłam sobie taki cel, że chcę być zadowolona z życia. Mamy 2019 rok a ja żyję, mam kilka pasji które ubarwiają mi życie.
      Grażyno wspieraj siostrę, aby z całych sił wierzyła, że na pewno z tego wyjdzie, a przed nią jeszcze tyle pięknych życiowych chwil.

      Usuń
    3. Maria dziękuję.
      u siostry jest w trzech miejscach. Teraz usunięto jej kawałek jelita grubego, czeka ją jeszcze jedna operacja. Mocno wierzę i stale jej powtarzam, że go pokona.
      Jeszcze raz dziekuję

      Usuń
  2. Nigdy nie nagrywałam filmów, ale wyobrażam sobie ten stres. W tekście coś poprawisz, sprostujesz, docyzelujesz... Na filmie poooszlo! Stan dokonany,co się rzekło to się zapisało i wszyscy słyszeli, jakiś skrót myslowy, lapsus językowy czy coś. Jednak jest taka kolej rzeczy, że kto na blogu się wypalił, idzie w YouTube:) Zatem do boju, szczególnie, że filmy wychodzą bardzo zgrabne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję.
      w moim przypadku, te filmy to takie pokonywanie samej siebie :-)

      Usuń
  3. Mnie podoba sie twoja wrazliwosc, naturalnosc i prostota wlasnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pozdrowienia dla siostry wraz z życzeniami powrotu do zdrowia.Czy moglabym mieć male życzenie?Był filmik o domu o ogrodzie ,to teraz poprosze o przedstawienie pozostałych mieszkańców.Twich kochanych zwierzaczkow.Gotowanie tez będzie ciekawe jeśli sprawi Ci to przyjemność a nie mus bo wszyscy tyle o gotowaniu i dietach mówią.Ale najbardziej lubię czytać i oglądać Twoje piękne prace. :) Marta

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś myślałam o nagrywaniu filmów, ale uznałam, że się nie nadaję do tego. Wolę pisać i robić zdjęcia.
    Kotlety wyszły cudnie. Poproszę o jeden
    i zdrówka dla siostry!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nie będzie nas, będzie las

Przebieramy już nogami. Jeszcze tylko czwartek, piątek i kawałek soboty. I znowu zakaszemy rękawy, ubierzemy kaloszki i gumofilce. Czeka na nas huk roboty. Zabierzemy się za tworzenie warzywnika.

Robi się

Boli mnie bark prawej ręki, dlatego nie będzie długiego tekstu. Czy widząc poniższe zdjęcia  wierzycie, że kiedyś będzie tu pięknie?

Kiedy polityka boli, trzeba sobie stworzyć własne państwo

Ostatnie tygodnie były dla mnie naprawdę trudne. A może nie tylko trudne – one były bolesne . Jako osoba wysoko wrażliwa (WWO), wszystko czuję w dwójnasób. Kiedy się cieszę – to całym sercem. A kiedy coś mnie rani – boli do samego środka. I dlatego, kiedy mój kandydat przegrał wybory, coś we mnie pękło. Płakałam. Serio. Nie ze złości. Z bezsilności.