Ostatnio dużo maluję. Sięgam po duże formaty, po faktury, po gips, po warstwy farby, które zostają pod paznokciami jeszcze długo po skończonej pracy. Remont poddasza otworzył przede mną nową przestrzeń — także dosłownie. W końcu moje obrazy zawisną na ścianach naszego domu. Nie będą schowane w kącie, oparte o ścianę, czekające na „lepszy moment”. I chyba właśnie dlatego tworzę teraz inaczej. Odważniej. Nigdy nie usłyszałam od Wojtka: „po co ci to?”, „szkoda ściany na takie bohomazy”. A uwierzcie mi, wiele kobiet słyszało podobne zdania nie tylko o obrazach, ale też o swoich marzeniach, pomysłach i potrzebach. Czasem największą miłością jest po prostu niepodcinanie skrzydeł.