Gdybym prowadziła, tak jak wiele lat temu, statystykę, doszłabym do wniosku, że galeryjkę odwiedziło najwięcej ludzi z Trójmiasta. To zadziwiające, że ogrom pochwał otrzymujemy od osób, które tu się urodziły, ale tu już nie mieszkają.
Dwie kobiety, jedna młoda, druga o około dwadzieścia lat starsza. Zupełnie inne. Starsza z krótkimi blond włosami, młoda z długimi kruczoczarnymi. Dopiero kiedy usiadły obok siebie na galeryjkowej kanapce, zauważyłam podobieństwa. Takie same oczy. Matka i córka.
Parę lat temu, mieszkając jeszcze w mieście, trafiłam na wykład Jacka Walkiewicza. Bardzo sceptycznie podchodzę do mentorów, mówców, tzw. "kouczów". Kiedy podczas ich wykładów pada stwierdzenie: "wszystko możesz" przerywam, nie tracę czasu na dalsze słuchanie.
" kocham Panią, kocham Pani bloga. Prawie za każdym razem wzruszam się... Życiowy, ciepły, dobry, czasami trudny. Jak życie..." Nie ukrywam, że e-mail który przeczytałam wczoraj po powrocie z Galeryjki bardzo mnie wzruszył. Hmm... czyżby odezwała się we mnie próżność? Przeczytane słowa sprawiły mi ogromną przyjemność.
Kiedy o poranku wychodziłam z domu, mżył ciepły, lipcowy kapuśniaczek. Powoli przeszłam po bruku, który pamięta przedwojenne czasy. Przystanęłam na chwilę przy aucie, po ostatnich upalnych dniach, deszcz sprawiał poczucie przyjemnego chłodu. Jadę, pomyślałam, to ważny dla mnie dzień, czekałam na niego prawie dwa lata.
Kamienica, w której mieszka pani Krystyna, stoi na Placu Ratuszowym w Górowie. Do Pani Krystyny trafiłyśmy pewnego upalnego czerwcowego dnia, szukając rękodzielników, którzy chcieliby wystawić swoje prace w naszej Galeryjce Pod Ratuszem. Wspięłyśmy się wysłużonymi, stromymi schodami. Zapukałyśmy do drzwi, po chwili otworzył nam syn Pani Krystyny.
Przyjeżdżając na wieś obiecałam sobie pisać o rzeczach dobrych, dlatego też uchodzę za osobę, która nosi różowe okulary. Zło istnieje, ja o tym wiem, ale czy warto o tym pisać? Internet i media zalewają nas żółcią i jadem. Mój blog, moje miejsce, będzie od tego czyste, tak postanowiłam.