Dokładnie dziesięć lat temu, 19 września, weszliśmy do naszego domu. Trudno właściwie powiedzieć „wprowadziliśmy się”, bo dom nie był jeszcze skończony, tynki na ścianach były świeże i mokre, pieniędzy na dalszy remont właściwie już nie było, a zamiast sypialni mieliśmy pokój, w którym trzeba było dopiero stworzyć sobie miejsce do życia. Ale tego dnia po raz pierwszy od dawna nie spaliśmy w namiocie, który stał w rozpadającej się stodole. Mieliśmy dach nad głową, ściany wokół siebie i sufit nad głową, który przez tyle czasu był tylko częścią mojego marzenia.