Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2025

Gala polityczna - czyli statuetki na które nikt nie czekał

  Rok w polityce można podsumować na wiele sposobów. Można liczyć punkty, zwycięstwa i porażki. Można krzyczeć, kto zawinił bardziej. A można też — po prostu — spojrzeć z dystansu, jak na film, który oglądało się długo: czasem z irytacją, czasem z niedowierzaniem, a czasem z narastającym zmęczeniem. Dlatego wyobrażam sobie dziś galę. Bez czerwonego dywanu, bez fleszy. Z nagrodami przyznawanymi z ironią, ale i z uważnością. Największa tragedia roku Największą tragedią są politycy, dziennikarze i dezinformacja, które razem tworzą duszną atmosferę nieufności i chaosu. Politycy mówią coraz ostrzej, media coraz częściej wybierają emocję zamiast faktu, a dezinformacja krąży szybciej niż sprostowania.

Gdyby dzisiaj narodził się Jezus

  Zdjęcie przejścia dla pieszych. Zimowy poranek. Kilkoro ludzi idących przez ulicę — kurtki, plecaki, kaptury. Zwykły kadr z miasta. To zdjęcie Janusz Kowalski publikuje na platformie X, w Wigilię  opatrując je komentarzem: "Godz. 10.20 centrum Warszawy. Kolejni inżynierowie z Afryki wpuszczeni przez Tuska do Polski. Musimy zatrzymać pakt migracyjny, utworzyć urząd ds. deportacji i obronić Polskę przed zalewem migrantów. Zerojedynkowo"  Kilka godzin później, tego samego dnia czyli w Wigilię , ten sam polityk publikuje życzenia świąteczne: „Niech narodzony Jezus Chrystus napełni Wasze serca pokojem, radością i nadzieją”.  I mnie to naprawdę zatrzymuje. Nie jako osobę piszącą felietony . Nie jako osobę o określonych poglądach. Tylko tak po ludzku. Bo jak w ciągu kilku godzin przejść od języka strachu, odczłowieczania i alarmu do słów o pokoju, radości i nadziei? Jak jedną ręką pisać o „zalewie migrantów” i „deportacjach”, a drugą składać życzenia w imię narod...

Gdzie się podziała świąteczna dobroć?

  Nie pisałam felietonów tuż przed świętami. Pomyślałam, że skoro Bóg się rodzi, skoro mówimy o pokoju, pojednaniu, wybaczeniu – to może warto choć na chwilę zamilknąć. Dać sobie i innym oddech. Nie dolewać oliwy do ognia, który i tak płonie przez cały rok. I chyba wtedy po raz pierwszy przyszła mi do głowy myśl, trochę wstydliwa: czy ja naprawdę jestem aż tak naiwna? Bo świat nie zamilkł. Internet nie zwolnił. Politycy – ani na moment. Patrzyłam, jak jedni drugim skaczą w komentarzach do gardeł, jak święta nie zatrzymują języka, jak opłatek nie przechodzi przez klawiaturę. Jakby stajenka była tylko dekoracją, a nie przypomnieniem, że człowiek jest ważniejszy niż racja.

Na Święta

 

Jeśli nie stąd, to skąd?

  Karol Nawrocki nie daje od siebie odpocząć. Ledwie człowiek zdąży zająć się codziennymi sprawami, a tu kolejne weto, kolejne wystąpienie i kolejne zapewnienie, że wszystko odbywa się w imię dotrzymywania obietnic. Tym razem chodzi o zawetowanie ustaw dotyczących podwyżki akcyzy na alkohol oraz opłaty cukrowej . Prezydent tłumaczy swoją decyzję prosto i konsekwentnie: w kampanii wyborczej obiecał, że nie będzie podpisywał ustaw podnoszących podatki – więc teraz dotrzymuje słowa. Wielu ludzi to chwali. Słyszę: że dba o obywateli, że nie sięga do kieszeni, że jest uczciwy i przewidywalny. I właśnie w tym miejscu zaczynam się gubić.

Prezydent od podziałów -gdy symbole zaczynają dzielić ludzi

  Do Świąt naprawdę chciałam już nie pisać. Obiecałam sobie ciszę. Zmęczona słowami, komentarzami, polityką wchodzącą do domów brudnymi butami. Myślałam, że wystarczy zapalić lampki, postawić gałązki świerku w słoju i wrócić myślami do spraw prostych. Ale nie da się milczeć, kiedy ktoś z premedytacją porusza kolejne struny społecznej nieufności. Tym razem – Okrągły Stół.

O żółci, papierach i wojnie, która nie chce się skończyć

Sławomir Cenckiewicz znów wyciąga papiery.  Te, które już były omawiane, mielone, interpretowane, rozkładane na czynniki pierwsze. I znów mają one udowodnić jedno: że Donald Tusk był, jest lub pozostaje politykiem podejrzanym, uwikłanym, niegodnym. To nie jest już praca historyka ani badacza. To jest gest wojenny.

Miłość polityczna: Nawrocki & Trump. Związek jednostronny

  Kiedy słuchałam, jak Karol Nawrocki powtarzał w kampanii, że „ nie Europa, a Stany Zjednoczone są naszym prawdziwym sojusznikiem”, miałam wrażenie, że zaraz ktoś puści fanfary, a zza rogu wyjedzie biały Mustang z gwiazdami i pasami. Taki, wiecie… amerykański sen w polskiej wersji. W Sejmie część posłów PiS-u klaskała tak, jakby właśnie ogłoszono lądowanie Trumpa na lotnisku w Olsztynie, a Kaczyński z tej radości prawie zapomniał, że jego ulubioną rozrywką jest wyliczanie wrogów w Europie. Niemcy, Francuzi… cała ta „zgniła” część świata, która jakimś cudem daje nam dotacje, rynek zbytu i standardy życia.

Pereira i cena wypowiedzianego słowa czyli fałszywe newsy, prawdziwe konsekwencje

 Bywają w mediach postacie, które zdają się żyć z tego, że mówią ostro, pewnie, bez cienia wątpliwości — nawet wtedy, gdy ich słowa mijają się z prawdą. Jedną z takich osób był przez lata Samuel Pereira, twarz telewizji publicznej za rządów PiS. Człowiek, który zaginanie rzeczywistości uczynił codziennym rzemiosłem. W TVP Info był kimś więcej niż tylko pracownikiem. W czasach, gdy media publiczne zamieniły się w polityczny megafon, on należał do głównych realizatorów tej narracji. Po zmianie władzy w 2023 roku jego odejście z TVP było naturalnym skutkiem przeglądu kadr — nie przedłużono mu kontraktu, bo nowa ekipa zaczęła porządkować stację i rozliczać lata propagandy. Czy to kara? Czy konsekwencja? Dziś patrzymy na to już z dystansu.

Kiedy śnieg stopniał, widać krypto‑powiązania — weto, sponsorzy i zwykły człowiek

 Jeszcze niedawno świat za oknem wyglądał jak z obrazka. Biały puch otulił wszystko — nasze brzozy, starą ścieżkę prowadzącą do stodoły, trawy, które o tej porze roku zwykle wyglądają jak zgaszone. Takie dni lubię najbardziej: cisza, że aż słychać własne myśli. A potem śnieg stopniał i została tylko szarość, ta najzwyklejsza, wilgotna, która wciska się pod kołnierz.

Kiedy jedno zdanie odwraca sens. O manipulacji, która wczoraj aż krzyczała z ekranu

 Wczoraj internet należał do zdrowia. Nagle wszyscy mówili o lekarzach, pielęgniarkach, obietnicach, zagrożeniach, konferencjach. W tym całym szumie jedno mnie zatrzymało. Słowa. A raczej – sposób, w jaki można je tak obrócić, że zmieniają sens. 1. Tusk mówi jedno, Nawrocki sugeruje drugie Najpierw usłyszałam proste zdanie Tuska: „Pielęgniarki i lekarze, osoby które walczą o nasze życie, muszą dobrze zarabiać.” Zdanie jak filiżanka herbaty — ciepłe, spokojne, neutralne. A potem — konferencja prezydenta Nawrockiego. I już zupełnie inny ton: „Nie dopuszczę do tego, żeby lekarze mniej zarabiali.” I tu zaczyna się manipulacja. Bo jeśli ktoś „nie dopuści”, to znaczy, że ktoś inny chce obniżać . Nikt tego nie powiedział, ale… zasugerowane zostało wszystko. Jedno zdanie potrafi zaszczepić w głowie strach, którego nie było. I nagle polityk staje się „obrońcą lekarzy”, choć nikt na nich nie zamierzał „atakować”. To nie jest troska. To jest retoryka strachu . 2. Zrzucanie winy...

Byle nie Trzaskowski… i co z tego mamy?

  Pamiętam, jak przed wyborami krzyczało pół internetu: „byle nie Trzaskowski!” . Jakby to hasło miało rozwiązać wszystkie problemy, uleczyć kompleksy, naprawić świat. Nie trzeba było mówić, co się chce – wystarczyło wiedzieć, czego się nie chce. I oto mamy. Cztery miesiące później emocje opadły, a fakty zaczęły mówić same za siebie. Siedemnaście wet.

Szczęście jest wyborem - słowa Agnieszki Maciąg

Wczoraj montowałam film o spokoju, który nas otacza. Sama nie wiem, czy udało się uchwycić to, co naprawdę czuję, ale próbowałam zatrzymać w kadrze coś bardzo ulotnego — ciszę, która nie jest pustką, tylko czymś żywym, obecnym, delikatnym. Coraz częściej mam wrażenie, że żyję w dwóch równoległych światach: jednym, który tworzę sama — spokojnym, uważnym, wolnym od pośpiechu — i drugim, który krzyczy, dudni, narzuca się z każdej strony. I którego coraz mniej rozumiem. 

Łańcuchy, weto i spokojne sumienie

  Kiedy usłyszałam, że prezydent zawetował ustawę o psach na łańcuchach, siedziałam na kanapie z kubkiem ciepłej herbaty i pomyślałam: No dobrze, to tyle jeśli chodzi o troskę o słabszych. I wiesz, co zrobiłam chwilę później? Uśmiechnęłam się do siebie. Bo mogę sobie spokojnie spojrzeć w oczy i powiedzieć zupełnie szczerze: ja na niego nie głosowałam . I jestem wdzięczna samej sobie za tamtą decyzję.

Wojna polsko-polska bez jednego wystrzału

 Zawsze myślałam, że wojna zaczyna się od huku. Od czołgów, od mundurów, od ostrych komend. A dziś widzę, że wojna potrafi wejść do życia po cichu — bez jednego wystrzału. Wystarczy kilka słów wypowiedzianych w złym tonie. Jedno „weto” postawione tylko po to, by „tamtym” coś się nie udało. Jedna decyzja, której sens znika w oparach politycznej gry. Patrzę na Karola Nawrockiego i widzę człowieka, który poszedł na wojnę ze wszystkimi naraz. Z Czarzastym. Z Sikorskim. Z Tuskiem. Z rządem jako całością. A czasem mam wrażenie, że nawet z obywatelami, bo trudno inaczej nazwać działania, które uderzają w państwo, a przez to w nas wszystkich. Najbardziej zadziwia mnie, że w tym wszystkim nie ma impulsu, chwili słabości, nerwowego gestu.