Miałam być w sieci coraz mniej. Był nawet moment, żeby zawiesić Facebooka. Zmęczył mnie język. To napięcie pod niemal każdym postem. Ta gotowość do ataku, która nie zależy od tematu. Przez lata byłam w internecie, ale w innej przestrzeni. Prowadziłam kanał. Pokazywałam zwykłe życie dojrzałej kobiety, która porzuciła miasto i wybrała wieś. Ogród. Stare deski. Spokojne rozmowy. Kiedy założyłam konto na Facebook-u, poczułam się jak ktoś, kto wynurza się z wody. Oczy szczypią. Oddech się zaciska. Czytam komentarze pod różnymi postami — politycznymi, społecznymi, o wychowaniu dzieci czy wystroju wnętrz — i widzę to samo.