Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2026

I znowu dałam się sprowokować

 Miałam być w sieci coraz mniej. Był nawet moment, żeby zawiesić Facebooka. Zmęczył mnie język. To napięcie pod niemal każdym postem. Ta gotowość do ataku, która nie zależy od tematu. Przez lata byłam w internecie, ale w innej przestrzeni. Prowadziłam kanał. Pokazywałam zwykłe życie dojrzałej kobiety, która porzuciła miasto i wybrała wieś. Ogród. Stare deski. Spokojne rozmowy.  Kiedy założyłam konto  na Facebook-u, poczułam się jak ktoś, kto wynurza się z wody. Oczy szczypią. Oddech się zaciska. Czytam komentarze pod różnymi postami — politycznymi, społecznymi, o wychowaniu dzieci czy wystroju wnętrz — i widzę to samo.

Nawrocka — przez pryzmat własnych doświadczeń

 Miałam już nie wracać do polityki. Obiecałam sobie ciszę. Emerytura miała być spokojem, ale polityka jest jak papieros — wiesz, że szkodzi, podnosi ciśnienie, odbiera lekkość… a jednak czasem sięgasz. Bo coś w środku nie daje spokoju. W sobotę obejrzałam rozmowę z Martą Nawrocką w TVN24. Całą. Bez skrótów i wycinków. Rozmowę prowadziła Joanna Kryńska — spokojnie, bez agresji, z wyczuciem. Pytania były konkretne: o hejt, o weto prezydenta wobec ustawy regulującej treści w internecie, o aborcję, o in vitro. Zanim zaczęłam analizować odpowiedzi, zobaczyłam napięcie. Nie tylko stres kamery.

Przy herbacie o słowie

 Nie czytam filozofów. W naszym domu książki Umberto Eco należą do mojego męża. Ja, odkąd jestem na emeryturze, częściej słucham książek. Każde z nas ma swój sposób obcowania ze światem. Kilka dni temu mąż udostępnił na Facebooku tekst przypominający słowa Eco z czerwca 2015 roku. Przeczytałam je. A wieczorem, przy herbacie, długo o tym rozmawialiśmy. W Turynie Eco powiedział, że media społecznościowe dały głos „legionom idiotów”, którzy wcześniej mówili przy barze po kieliszku wina i nie mieli wpływu na debatę publiczną, a dziś mają taki sam zasięg jak nobliści. To zdanie jest ostre. „Legiony idiotów” brzmią jak pogarda. I tak zostało to przez wielu odebrane. Ale w naszej rozmowie zastanawialiśmy się, czy on rzeczywiście obrażał ludzi — czy raczej uderzył mocnym słowem, żeby zwrócić uwagę na mechanizm. Na to, że słowa, które kiedyś znikały w gwarze, dziś krążą bez żadnej miary. Że głos kompetentny i głos niekompetentny brzmią tak samo. W tym samym okienku. Z tym samym zasięgi...

„Serce państwa bije. Pytanie: dla kogo?

  Czekaliśmy na to posiedzenie Rada Bezpieczeństwa Narodowego jak na coś poważnego. W porządku obrad: bezpieczeństwo państwa, finansowanie armii i program SAFE, międzynarodowe zobowiązania Polski, a także – jako trzeci punkt – wątpliwości dotyczące kontaktów marszałka Sejmu, Włodzimierz Czarzasty . Tematy ciężkie jak zimowe drewno. Nie o pogodzie. Prezydent Karol Nawrocki zabrał głos w części transmitowanej bardzo obszernie. Czytał z kartki. Punktował rząd – brak jasnych stanowisk, brak pełnych informacji, brak jednoznacznych odpowiedzi. Mówił o odpowiedzialności. O standardach. O państwie. A kiedy przeszedł do ostatniego punktu, ton stał się wyraźnie bardziej podniosły. Wtedy padło zdanie: „Możemy to określić brutalnie prostym idiomem — marszałek Sejmu jest o jedno uderzenie serca od prezydentury”. Brzmi dramatycznie.

Kilka pytań do prezydenta

Nie jestem od komisji śledczych ani od kontrwywiadu. Jestem kobietą, która uważa, że sprawy naprawdę poważne załatwia się po cichu , a nie przy kamerach. Dlatego z niepokojem patrzę na to, jak dziś w Polsce słowo „sprawdzanie” stało się elementem medialnej burzy. Bo kiedy Karol Nawrocki publicznie ogłasza, że Włodzimierz Czarzasty powinien zostać „sprawdzony” przez Radę Bezpieczeństwa Narodowego, nie chodzi już tylko o fakty. Chodzi o tryb . O sposób. O intencję. Z tego, co wiemy, prezydent uzasadnia swoje działania wątpliwościami dotyczącymi kontaktów Czarzastego z Rosją – relacji towarzysko-biznesowych, które jego zdaniem mogą rodzić pytania o bezpieczeństwo państwa. Nie ma mowy o zarzutach karnych. Nie ma wyroków. Są publikacje medialne , na podstawie których uruchomiono publiczną narrację o „sprawdzaniu” .

Klękajcie narody

  Czytam tę historię od wczoraj  i wciąż mam w sobie więcej zdziwienia niż złości. Bo im dłużej się jej przyglądam, tym bardziej mam wrażenie, że nie o to chodzi, o co wszyscy krzyczą . Włodzimierz Czarzasty powiedział, że nie poprze kandydatury Donald Trump do Pokojowej Nagrody Nobla . Powiedział to spokojnie. Uzasadnił. Odwołał się do konkretnych wypowiedzi i decyzji Trumpa. Nie obraził Ameryki. Nie podważył sojuszu. Nie nawoływał do zerwania relacji. Powiedział „nie”. I to „nie” wywołało burzę. Zadziwia mnie nie sam spór. Spory w polityce są czymś normalnym. Zadziwia mnie skala reakcji . Słowa o zagrożeniu państwa, o demolowaniu relacji, o PRL-u, o zdradzie. Jakby odmowa poparcia jednej kandydatury była czymś więcej niż różnicą zdań.

Zamiast nowego początku – kolejna wojna

  Przez moment naprawdę mnie nie było w polityce. Zrobiłam to, co sobie obiecałam na emeryturze: wykupiłam abonament na audiobooki i weszłam w słuchanie. Książki towarzyszą mi podczas sprzątania, na spacerach, w kuchni – przy gotowaniu. Najlepsza inwestycja w nowym roku: cisza w głowie i myśli nieskaczące od newsa do newsa. Facebook zniknął z telefonu. Do komputera zaglądam tylko rano, na krótko. Potem wracam do słuchawek i zwykłych czynności. Zimą ten rytm łatwiej utrzymać.

Kiedy pokazujesz kawałek życia, a ludzie widzą całość

 Zatrzymało mnie ostatnio jedno zdanie: że im mniej ludzie wiedzą o naszym życiu, tym lepiej się ono układa. I choć nie do końca się z nim zgadzam, coś we mnie poruszyło. Bo żyję w przestrzeni, w której pokazuję swoją codzienność. Fragmenty. Urywki. Chwile. I coraz częściej widzę, że nawet kiedy pokazuję coś , ludzie i tak dopowiadają resztę . Obserwuję to nie tylko u siebie. Na jednej z facebookowych stron poświęconych wnętrzom kobieta wrzuciła zdjęcie swojego salonu. Zwyczajnie. Z prośbą o pomoc w zmianie dekoracji na jednej ścianie. Nie pytała, czy się podoba. Nie zapraszała do oceny. Chciała konkretnej rady.