Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2018

i po Świętach

Po świątecznym śniegu pozostały jedynie zdjęcia. 

Taki mamy klimat :-)

Święta

Kochani. Dom pod Bocianem wraz z jego mieszkańcami Wojtkiem i Grażyną, Kudłem, Kilerem Mimi,  Hanką, Mironem i Franciszką oraz z gośćmi, synem Karolem  i Klaudią zwaną Okruszkiem oczekują pierwszej gwiazdki. Wszystkim czytelnikom, znajomym i nieznajomym, życzymy na te Święta dobrego humoru i samych miłych chwil. 

Czas

Czas płynie jak rzeka. Ja wiem, że ten obecny, niekoniecznie dla nas dobry,  też minie. To przejściowy stan, który trzeba przeżyć, a  ponieważ on już trochę trwa jestem nim nieco zmęczona.  Taką małą radością usłyszaną wczoraj było: pamiętaj to tylko liczby, cyferki zawsze można odwrócić. Skoro tak,  to mam dopiero 45 lat :-)  Bardzo dziękuję za wczorajsze życzenia urodzinowe. Kudeł nie wrócił, a ja powoli tracę nadzieję na jego powrót.  Wybrał wolność, jakkolwiek to brzmi. Kogo mam winić? Hankę, że skacząc na klamkę otworzyła mu drzwi czy siebie, że byłam tak zajęta, że tego nie zauważyłam.  Wypatruję niedzieli i syna z Okruszkiem. Uczepiłam się tej myśli krzątając się po kuchni.  To wszystko minie, ja to wiem.

Piąty krzyż

Poranny spacer z psem nie był przyjemnością, a to za sprawą naszej drogi, która zamieniła się w błoto. W domu  czekała na mnie niespodzianka- śniadanie, przygotowane przez Wojtka.

Coś się kończy, coś zaczyna

Mur zbudowany z tysiąca  ułożonych cegieł, dwie niestety krzywo. Patrząc na mur, na czym byście się skoncentrowali? Na tych  równo ułożonych 998 cegłach, czy na tych dwóch,  krzywych?

Wykład

Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że kiedy siadam do swojego warsztaciku mogę słuchać muzyki, wykładów. Wiem, że nie każdy jest w takiej komfortowej sytuacji, ale może znajdziecie czas.  Zainteresował mnie bardzo, bo  często  widzę "dwie źle ułożone cegły" o których mówi buddysta.  Warte posłuchania, dlatego dzielę się tym z wami. Niech was nie zmyli sam tytuł. 

Wszystko jest dziełem przypadku i przeznaczenia

Z impetem wtargnęłam do sypialni, mimo że wiedziałam, iż nie wolno  przeszkadzać Wojtkowi, który piszę swoją monumentalną książkę. Bardzo mi zależało, aby dowiedział się, kiedy ktoś pozostawił na moim blogu po raz pierwszy komentarz.  - Pomożesz mi to ustalić ? - zapytałam.  - Próbowałam  sama, ale mi się nie udało. 

Zapach pomarańczy

Jestem z pokolenia, które doświadczyło pustych półek w sklepach. Papier toaletowy był  produktem luksusowym, a pomarańcze pojawiały się w sklepach tuż przed świętami. Nie jadło się ich kilogramami, były rarytasem. Jedną dzieliło się na kilka części, i każdy dostawał tylko mały ząbek

Zwykły dzień

Nieśpiesznie zacząć dzień. Posiedzieć w wysłużonym szlafroku mamy. Wtulić się w niego, tak mocno, żeby poczuć  jej dotyk.  Wypić powolnie kawę, pomyśleć o małości ludzi. Popatrzeć za okno i ponownie zachwycić  się widokiem. 

Doświadczyłam

Od rana zastanawiam się jak opowiedzieć wam o wczorajszym wydarzeniu, czyli dziewiątej Gali Marki Lokalnej, która odbyła  się pod Olsztynem, w niewielkiej warmińskiej wsi Gady. - Nie zmieniaj świata, zmień siebie - powiedział dawno temu Jacek Walkiewicz. Jego słowa, przypominam sobie zawsze, kiedy korci mnie naprawiać świat. 

Słowa

Mała Ania, pojechała do Gdańska.  Czas  dwudniowej nieobecności poświęciłam Joannie. Poświęciłam - to bardzo złe słowo, ale trudno mi teraz poszukać odpowiedniego. Chciałam spędzić z Joanną- o, tak właśnie powinnam napisać. Bardzo mi jej brakowało, przez ten ostatni miesiąc.  Jednak,   nie o tym czasie, będzie dzisiaj. Wczoraj trafiłyśmy do Lidzbarskiej przychodni, szukać pomocy dla Joanny. Na  tablicy w korytarzu, ogromny napis "W naszej pracy najważniejszy jest człowiek".  Ten napis dręczy mnie do dzisiaj. Siedziałam tam, na krzesełku, kilka godzin i ten napis kuł mnie w oczy.   Nie zauważyłam, żeby człowiek tam  był najważniejszy. Słowa, tracą na znaczeniu - to jest moja refleksja na dzisiejszy dzień. ps. przeczytałam komentarze, pod wcześniejszym postem. Bardzo dziękuje, wybaczcie, że nie będę na nie odpowiadała :-) 

Krzyż Franciszkański

Wiem, że jestem monotematyczna, ale właśnie teraz żyję swoimi pracami. Jeszcze trochę wytrzymajcie, to się zmieni. Ten tydzień jestem w warsztaciku, w przyszłym będę w łazience :-) Tak postanowiłam, w poniedziałek zaczynam  malować  łazienkę. Kolejny beton zamienię na kolor- to powód do ogromnej radości. 

Jedziemy na galę

Cztery dni nas dzielą od IX Gali Marki Lokalnej, która odbędzie  się  w Gadach.  Gdyby nie fakt, że pani prezes przyjechała do nas, nigdy bym  się nie zdecydowała. Stało się. Powiedziałam tak, trzeba będzie powiedzieć "b" Jeszcze nie zdecydowałam które prace zabieram. Na pewno będą to anioły. Wybaczcie jakość zdjęć, ale szkoda mi było czasu na aranżacje. Dwie prace wykonane są na elemencie ze starych drzwi, jedna na starej desce.     Ponieważ na gali nie ma sprzedaży,po powrocie,deseczki zawędrują do Galerii pod Ratuszem. Później zrobię zdjęcia z cenami :-), tak jak poradziła mi jedna z czytelniczek  .  A potem? A potem, będę się martwić co dalej :-) Zabieram  jeszcze ikony, ale nie zdążyłam im zrobić  zdjęć.  Zastanawiałam się też, co w tym roku przekazać  na licytację na rzecz Świątecznej Orkiestry, która corocznie odbywa się w Miejskim Ośrodku Kultury. Padło na Św Ritę- patron...

Widok z fotela

W ten wietrzny poranek chciałam Was zaprosić na chwilę do naszego  domu. Trzy lata czekałam, żeby wyjść z betonowych ścian. Dla jednych to krótko, dla drugich długo. Ja już nie mogłam na nie patrzeć. 

Jedno zdanie, które zmieniło rzeczywistość

Po wypiciu porannej kawy siadam do warsztaciku. Wyciągam serwetki i grafiki. Przykładam do wcześniej wyszlifowanych w białej szopie deseczek. Gładzę je i rozmyślam. Tą twórczą ciszę przerywa jedynie trzaskających w kominku polan.   Na chwilę wstaję od blatu, wpuścić kota który siedzi na parapecie okna. Ponownie przykładam grafiki. Ponownie próbuję coś zrobić.

Dzień z życia kota

Wczorajszy dzień, był dniem roboczym. Odbiór auta z naprawy i wizyta na poczcie.  Lekarz rodzinny i wizyta w bibliotece. Pracując  trzy lata w prywatnej przychodni, mam wypaczone zdanie na temat służby zdrowia, dlatego temat opieki  zdrowotnej ominę :-).  Parę zdjęć naszego zwierzyńca.

O wczorajszym dniu

Zrobiłam go wczoraj. Jeszcze nie jest skończony. Jeszcze kilka warstw lakieru.  Takie prace powstaną  tylko dwie. Jedna z  łąką, jest już prawie gotowa, druga będzie z makami. Dlaczego tylko dwie? Pracę wykonałam  metodą decupage, na  elemencie  ze starych drzwi i  nie mam już więcej takich desek :-)  Wymiar deski 88cm na 28cm.  I jeszcze zdjęcie kwiatów, które dostałam wczoraj od przesympatycznych gości, znajomych Wojtka. Przyjechali wczoraj z nad morza, tylko na małą chwilkę, do Lidzbarskich term. Pomysł iście szalony. Wpadli jak po ogień, zostawili kwiaty i pojechali. 

O tym jak wczoraj zostałam Michałową

Podczas picia porannej kawy, zaglądam w blogowe zakładki. "Gotowanie" zarosło pajęczyną, a przecież coś tam pichcę. Powiedziałabym nawet, że odkąd mieszkamy na wsi,  gotuję codziennie. Więc, może dzisiaj wczorajszy obiad?

W pracowni

Dzisiaj będzie na szybko, bo narzuciłam sobie dość spory plan do wykonania.  Pamiętacie licytację na rzecz Mirona? Wiem, że pamiętacie. Napisałam wtedy, że zrobię w prezencie krzyż Franciszkański dla pani z Krakowa, która codziennie opiekuje się zwierzętami i znajduje jeszcze czas na pomoc charytatywną. Troszkę to trwało, ale to nie moja opieszałość, po prostu nie mogłam znaleźć odpowiedniej deski. 

O warsztaciku i nie tylko

Już chciałam otwierać FB, kiedy przypomniał mi się komentarz Agniechy pod postem o książkach. Wiele z was nie ma  konta na FB, a ja stale o tym zapominam. Dlatego postaram się zmienić swój nawyk. Nawet krótkie przemyślenia będą na blogu. 

A wieczorem ubiorę się w zielony szlafrok mamy

- Jestem dziwadłem - napisała na FB jedna z koleżanek internetowych, wypowiadając się  na temat corocznego spędu na cmentarzu. - Nie lubię uczestniczyć w takich rzeczach. Nie skomentowałam tego, jedynie pomyślałam sobie, że ja też jestem takim dziwadłem.  Chociaż jeżdżąc wczoraj z Wojtkiem po cmentarzach, tych starych, omijając szerokim łukiem te nowe, pomyślałam, że może i dobrze, iż jest takie święto. Chociaż raz w roku ktoś zapomniany dostanie świeczkę.

Gdyby lipy umiały mówić

Na rynku, koło ratusza, w samym sercu miasteczka, rosną dorodne lipy. Bardzo je lubię. W upalne dni, pod ich rozłożystymi konarami panuje miły cień. Dwa lata temu, podczas remontu naszego domu, przyjeżdżaliśmy tu w niedzielne przedpołudnia.

O wyborach

Co się stało z naszą godnością, z naszą etyką? To pytanie zadaje sobie stale i wciąż, za każdym razem kiedy wchodzę na FB i czytam co się dzieje w polityce.  Polityką się nie zajmuję. Z małym wyjątkiem. Zbliżają się wybory i chciałabym dobrze, w moim odczuciu,  oddać swój głos. Moje zainteresowanie wyborami jest tym większe, bo w nadchodzących wyborach siedzę  w komisji. Nie ukrywam, że zgodziłam się zasiąść w komisji od godz 6 do 21, z uwagi na wynagrodzenie. Trzysta złotych zbliży mnie do zbudowania latem tarasu :-)

Spacer w kapciach :-)

Troszkę przesadziłam z tymi kapciami :-), spacer był w kaloszach, o poranku. Zaintrygowała mnie Hana, która siedziała na granicy naszej posesji, więc wyszłam na krótki spacer 

A życie toczy się dalej

Mała Ania zachorowała nagle i niespodziewanie, a życie wkoło nas toczy się dalej. Nie jesteśmy w stanie go  zatrzymać. Bo życie to nie zegar, którego wskazówki można zatrzymać.

Metamorfoza

Na zmianę dałam sobie dwa tygodnie i jeszcze jej nie skończyłam, dlatego też wcale nie będzie dużo zdjęć.  Są kuchnie piękniejsze, ładniejsze i bogatsze.  Nasza nie jest ani rustykalna, ani prowansalska, jest mojego autorstwa, "graszkowska style" ;-) Nasz dom, to my, i to my, mamy dobrze się w nim czuć.

Coś drgnęło

Dzisiaj mijają dwa lata, kiedy to wprowadziliśmy się do częściowo wyremontowanego domu. Małe wyjaśnienie dla tych, którzy nie śledzili naszych bojów sprzed dwóch lat. Wojtek dom kupił za gotówkę, na remont dołu wzięliśmy kredyt, mieliśmy nadzieję, że remont zostanie skończony na czas, zgodnie z założeniami. Stało się inaczej.

Po licytacji

Słuchając jednego z wykładów Jacka Walkiewicza, usłyszałam takie jedno mądre stwierdzenie: " Wszystko co się  dzieje, jest neutralne, tylko od nas zależy jak to zinterpretujemy i jeżeli opinia ludzka będzie dominowała, to nigdy niczego nie zrobimy."

Złotooki Miron

Na początku myśleliśmy że to kotka, dopiero potem, kiedy oswoiła się na tyle żeby podejść bliżej, dało się zajrzeć pod ogon, i Mironka stała się Mironem. Jest bardzo podobny do naszej domowej kotki Hany. Pojawił się na polach koło siedliska jesienią zeszłego roku. W pierwszej chwili myślałem, że to Hana się tak daleko zapuszcza od domu. Póki miał co złowić nie zbliżał się, ale przyszła późna jesień i zaczął krążyć bliżej domu.

WSZYSTKO MA SWÓJ CZAS

WSZYSTKO MA SWÓJ CZAS Pokłoniły się kłosy zbóż. spracowane ręce wplotły je w dożynkowy wieniec kłosy pękają z dumy, że to one podziękują za udane plony. Słoneczniki odwrócą twarze ku słońcu, w ostatnich promieniach lata pożegnają pracowity czas. Dziś chleb złożony w darze Stwórcy zapachnie tak, jak to tylko raz w roku w parafii się trafia. Dzień dziękczynny rozpocznie się świtem, za plony ciężkiej pracy podziękuje gospodarz, w uśmiechu gospodyni rozbłyśnie duma opłacona zmęczeniem.

Subiektywnie o wernisażu Marty Sztygier

Prace pani Marty Sztygier można było zobaczyć na różnych wystawach w Olsztynie. Tym większa była nasza radość, kiedy miałyśmy możliwość  zorganizować wernisaż w Galeryjce pod Ratuszem. W Górowie Pani Marta, bardziej znana jest jako wizażystka. W zeszły piątek, po raz pierwszy  pokazała swój dorobek artystyczny w rodzinnym mieście.  

Sobota w robocie

Byłoby pruderią gdybym napisała, że nie cieszy mnie sprzedaż moich wyrobów. W końcu po to chodzę po obejściu, wyszukuję ciekawych desek, szlifuję je, ozdabiam, siedząc czasami do późnej nocy. Tak, to mnie bardzo cieszy. W końcu, najbardziej cieszą pieniądze własnoręcznie zarobione. I nie ma znaczenia czy to 20 zł czy 100 zł.

O przemijaniu

W naszym domu mam swoje ulubione miejsca. Jednym z nich jest zielony, stary i wysłużony fotel. Lubię siedzieć w nim i patrzeć na widok roztaczający się za oknem. Na pierwszym planie, w starym sadzie, widać stara jabłoń. Zaraz za nią drzewo, które jesienią zmieni barwę na czerwono żółtą.

Subiektywnie o wernisażu

Czy można pisać o czymś obiektywnie, w co się osobiście zaangażowało? Wczoraj o 21 zamykałam Galeryjkę. Po wyjściu ostatnich  gości, czułam  satysfakcję i radość. Przypomniała mi się odbyta w środę rozmowa, z bardzo młodą kobietą, można powiedzieć, że jeszcze z dzieckiem, bo nie ma jeszcze 18 lat. - Denerwujesz się kiedy występujesz przed ludźmi? - zapytałam. - Tak - odpowiedziała - bardzo, ale potem jaka satysfakcja, jak wszystko się uda. Dziewczyna miała rację.

Róbmy swoje

Nic o nich nie wiem, czy byli młodzi, czy w wieku zbliżonym do naszego. Nawet nie wiem jak wyglądali. Wczoraj dwójka Gdańszczan,  czytelników mojego bloga, odwiedziła Galeryjkę. Nie wiem czy zrobili sobie spontaniczną wycieczkę, czy może miasteczko było im po drodze, a może nadłożyli trochę drogi, żeby zobaczyć miejsce przez nas stworzone?

Czwartek w galerii

Gdybym prowadziła, tak jak wiele lat temu, statystykę, doszłabym do wniosku, że  galeryjkę odwiedziło  najwięcej ludzi z Trójmiasta. To zadziwiające, że ogrom  pochwał otrzymujemy od osób, które tu się urodziły, ale tu już nie mieszkają.

Matka i córka

Dwie kobiety, jedna młoda, druga o około dwadzieścia lat starsza. Zupełnie inne.  Starsza z krótkimi blond włosami, młoda z długimi kruczoczarnymi. Dopiero kiedy usiadły obok siebie na galeryjkowej kanapce, zauważyłam podobieństwa. Takie same oczy. Matka i córka.

Jeden wykład, jedno zdjęcie

Parę lat temu, mieszkając jeszcze w mieście, trafiłam na wykład Jacka Walkiewicza. Bardzo sceptycznie podchodzę do mentorów, mówców, tzw. "kouczów". Kiedy podczas ich wykładów pada stwierdzenie: "wszystko możesz" przerywam, nie tracę czasu na dalsze słuchanie.

Warzywniak w lipcu

GALERYJKA ODNIOSŁA SUKCES

" kocham Panią, kocham Pani bloga. Prawie za każdym razem wzruszam się... Życiowy, ciepły, dobry, czasami trudny. Jak życie..." Nie  ukrywam, że e-mail który przeczytałam wczoraj  po powrocie z Galeryjki bardzo mnie wzruszył. Hmm... czyżby odezwała się we mnie próżność? Przeczytane  słowa sprawiły mi ogromną przyjemność. 

To jest mój dom, ten dom zbudował mój tata

Kiedy o poranku wychodziłam z domu, mżył ciepły, lipcowy kapuśniaczek. Powoli przeszłam po bruku, który pamięta przedwojenne czasy. Przystanęłam na chwilę przy aucie, po ostatnich upalnych dniach, deszcz sprawiał poczucie przyjemnego chłodu. Jadę, pomyślałam, to ważny dla mnie dzień, czekałam na niego prawie dwa lata.

Świat krzyżyków i porcelany

Kamienica, w której mieszka pani Krystyna, stoi na Placu Ratuszowym w Górowie. Do Pani Krystyny trafiłyśmy pewnego upalnego czerwcowego dnia, szukając rękodzielników, którzy chcieliby wystawić swoje prace w naszej Galeryjce Pod Ratuszem. Wspięłyśmy się wysłużonymi, stromymi schodami. Zapukałyśmy do drzwi, po chwili otworzył nam syn Pani Krystyny.

Parę słów

Przyjeżdżając na wieś obiecałam sobie  pisać o rzeczach dobrych, dlatego też uchodzę za osobę, która nosi różowe okulary. Zło istnieje, ja o tym wiem, ale czy warto o tym pisać? Internet i media zalewają nas żółcią i jadem. Mój blog, moje miejsce, będzie od tego czyste, tak postanowiłam.

Otwarcie Galeryjki Pod Ratuszem [FILM]

Galeryjka Pod Ratuszem

"Galeryjka Pod Ratuszem" została utworzona  pod egidą Miejskiego Ośrodka Kultury w Górowie. Prawdopodobnie jest to pierwsza taka inicjatywa w Polsce.

Dramatyczny lot bociana [FILM! GROZA!]

Czy bocian z Domu pod bocianem da radę? Czy pomimo szalejącej wichury, nadchodzącego białego szkwału, da radę dotrzeć do głodnych bocianków  i schronić je pod własnymi skrzydłami? Poniżej mrożący krew w żyłach, nakręcony przez TV Bocian z narażeniem własnego życia materiał.  Uprzedzając wasze pytania: podczas kręcenia nie ucierpiało żadne zwierze, ani żadni Polacy ;-)

Subiektywnie o wizycie w przedszkolu

W zeszłym roku roku byłam z wizytą w przedszkolu. Właściwie miał pojechać Wojtek, bo to jego poproszono o przeczytanie przedszkolakom fragmentów naszej książki, ale udał bardzo zapracowanego, więc pojechałam ja.

O tygodniu i złych emocjach

Nie lubię siebie takiej. Z nieodpartym poczuciem, że czegoś nie dokończyłam. Że obiecałam, a nie zdążyłam, że ktoś do mnie napisał, a ja nie miała czasu odpowiedzieć, a jeśli odpisałam, to skrótowo i bardzo szybko. Jest mi bardzo przykro, jak jestem tak traktowana przez ludzi, a w tym tygodniu  sama tak  postąpiłam. Przepraszam, jeśli komuś zrobiłam przykrość.

O Galeryjce pod Ratuszem

Telewizja "Dom pod bocianem" nadaje :-)

Przemyślenia

Spacerując polną drogą dużo ze sobą rozmawiam. Dochodzę do wniosku, że coraz mniej mam chęci do pisania o swoim życiu. Mieszkam w małej społeczności, nie jestem już anonimowa. To mi zaczyna  przeszkadzać.

Galeryjka pod Ratuszem

 Otwarcie "Galeryjki pod Ratuszem" odbędzie się 29 czerwca o godz 17.30. Joanna twierdzi, że jak się pisze do ogółu, to tak jakby do nikogo. Zapewne ma rację, ja jednak postanowiłam nie wysyłać zaproszeń, dzwonić do znajomych. Pytać czy będą. Po pierwsze nie chciałabym kogoś pominąć. Po drugie nie chciałabym komuś zrobić kłopotu. Każdy ma swoje plany i swoje życie. Wiem, że bardzo dużo  ludzi mnie czyta, więc niech to moje pisanie będzie ogólnym zaproszeniem.

O projekcie słów kilka

Krążąca po miasteczku plotka, że Wojtek będzie startował na wójta (co strasznie go bawi, bo rzecz jasna zupełnie o tym nie myśli), zmobilizowała mnie, żeby napisać o pewnym projekcie, który tworzymy z paroma osobami. Po co ludzie mają snuć domysły, skoro mogą dowiedzieć się ode mnie.

Matka

Etat na całe życie. Zaczyna się z dniem narodzin, kończy ze śmiercią. Kiedy stajemy się matkami, już nic nie jest takie same. To ciągła troska i czujność. To nieprzespane noce podczas choroby.

Movie star

O tym, że przytrafiają się mi różne rzeczy, to już wiecie. Jedne są miłe, inne zaskakujące, a jeszcze inne śmieszne.

Poduszki

Do tego posta zainspirowała mnie Hana z Pastelowego Kurnika, pokazując całkiem niedawno swoje poduszki. Dwie zasłony kupione w ciucholandzie, za całe 12 zł. Leżały i czekały aż p. Krysia, mama Joanny przyjedzie z maszyną. Przyjechała wczoraj. I takim cudem powstały 4 poduszki :-) Uwaga. Będzie dużo zdjęć, bo nigdy nie potrafię  zdecydować, które opublikować.

O dobrych uczynkach i ludziach którzy je spełniają

Gościu strudzony, połóż się wygodnie na szezlongu w starym sadzie, gdzie wiatr igra z zasłonami, układając je jak chce. Zatrzymaj się na moment, zamknij oczy, a ja usiądę nieopodal, pod brzozą, i opowiem ci bajeczkę. Nie, to nie będzie bajka, ale moja rzeczywistość. Coś, co mnie  spotyka, odkąd zamieszkaliśmy na spokojnej wsi, pod Warmińskim niebem. Niebem pełnym cudów.

Subiektywnie o Majówce w Górowie

Kto chciał, ten mógł znaleźć coś dla siebie, kto nie chciał, nie skorzystał. Miał do tego prawo, ale niechałabym po raz kolejny usłyszeć, że tu się nic nie dzieje, że miasteczko śpi. Małe miasteczko na końcu świata, które jest naszym początkiem, tętni życiem.

O szezlongu i nie tylko

Wojtek twierdzi, że ja buduję fawele, ale potem zaraz dodaje - jak ma ci to poprawić humor, to buduj. Wymyśliłam sobie w starym sadzie  kącik wypoczynkowy, gdzie w upalne dni, z książką w ręku, będę spędzać miło czas w cieniu brzozy. Wiem, takie piękne meble można zakupić w sklepie za ogromne pieniądze, ale ja poszłam najpierw do starej szopy.

O planach

Czekałam długo na ten dzień. Dzień, kiedy Wojtek z Patrykiem pojedzie do naszego starego mieszkania po kanapę. Kanapa będzie potrzebna do .....ale o tym innym razem, jak już stanie w tamtym miejscu :-) W tajemnicy przed Wojtkiem planowałam zbicie starego tynku w sieni. Miał to zrobić Adam. Tak, miał zrobić wiele rzeczy za które ma już zapłacone. Nie, nie będę o tym pisała, bo nie chcę psuć sobie dobrego humoru, który trwa od wczoraj.

Wkoło domu, i nie tylko

Zdjęcia jeszcze ciepłe, z wieczornego spaceru z Kudłem

Nie samą pracą człowiek żyje

- Wiedziałem, że wrócisz odmieniona -  powiedział Wojtek, kiedy tuż przed 9-tą wróciłam ze spaceru z aparatem. Tak, jest kilka takich rzeczy, które, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, sprawiają, że znika moje zmęczenie fizyczne. Powodują, że odpoczywam i nabieram sił.

Górowska Majówka z historią

A może byśmy tak najmilszy wpadli na jeden dzień do Górowa? Posiedzieli na placu ratuszowym, pod koronami lip, nie robiąc nic, patrząc jak po niebie krążą ptaki, lub jak babcia z wnuczką kupuje lody w lodziarni na rogu. Choć na moment zapomnieć o pracy, o niespłaconym kredycie, o wszystkim co tak ciągnie do ziemi, powoduje że szarzeją oczy.

O weekendzie

Weekend majowy dobiega końca. Gdybym miała jednym zdaniem go podsumować, to powiedziałabym, że to był piękny czas.

Szlafrok mamy

Jest stary, wysłużony, wypłowiały po tysiącu prań. Szlafrok mojej mamy. Ma 30 lat. Dostała go  w prezencie  urodzinowym od siostry. W albumach z rodzinną fotografią mam nawet takie zdjęcie. Leżę z synem w łóżku,  zaraz po tym jak pojawił się w naszym życiu a Mama siedzi w tym szlafroku, na jego skraju i przygląda się wnukowi.

O Ewach

Wczoraj późnym popołudniem spojrzałam przez okno na mój ulubiony widok, na górki i pagórki. Stanęłam bliżej okna i popatrzyłam na leżący w sadzie, tuż obok domu, pień po starym drzewie.

Co po nas pozostanie ?

W białym budynku gospodarczym znalazłam deskę, która mocno mnie zaintrygowała. Jej kształt, sfrezowane brzegi, zasugerowały mi, że mogła być jednym z elementów starych drzwi. Najpierw ją wysuszyłam, potem wyszlifowałam. Odłożyłam. Długo czekała na swoją kolej.

W poniedziałek w pracowni

Jeszcze nie są dokończone, jeszcze wymagają lakierowania, jeszcze muszę je dopieścić. Lubię to robić, bo jest w nich coś wyjątkowego,  każda deska jest inna. Ma inną strukturę inaczej czuje się ją pod palcami.

Czas na Warmię - Krosno koło Ornety

Pojechaliśmy tam w niedzielny poranek, bo wspólnie doszliśmy do wniosku, że niedziela jest dla nas. Nie dla domu, nie dla ogrodu, a dla nas. - Gdzie jedziemy? - zapytał Wojtek podczas niedzielnego śniadania. - Przed siebie - odpowiedziałam. Droga którą przemierzyliśmy około 30 km - jak powiada Wojtek - pachnie Rosją, ale powiadam wam, warto było.

Przemyślenia poranne

Poszliśmy dzisiaj z Kudłem i Mironem na poranny spacer, drogą w stronę państwa Krzywców. Tą samą gdzie zimą znalazłam martwego człowieka. Jest w tej drodze coś, co mnie wycisza i uspakaja, tak samo jak kiedyś spacery nad morzem. Cisza przerywana szeptem  drzew, trelem ptaków. Bezkresna przestrzeń. Tu człowiek może skupić myśli, zebrać je w całość. Zrozumieć samą siebie.

Miesiąc po

Dzisiaj mija miesiąc kiedy to wyszłam za mąż i zmieniłam nazwisko. Przed samym ślubem  nie chciałam o tym pisać. Dzisiaj po miesiącu, doszłam do wniosku, że prowadzone przez nas kroniki domowe straciłyby gdybym nie wspomniała o tym ważnym dla nas dniu. Innym powodem jest również myśl, że nasi przyjaciele warci są tego, żeby o nich napisać.

Dzień i noc

W nocy Wstałam o 1.30 i zaczęłam pracę nad Ikonami. Jeszcze nie są skończone, jeszcze wymagają lakierowania. Jedna z prac jest dla Marcela, ta po prawej.  Proszę się nie martwić, czasami tak mam, że nie mogę spać w nocy. Pan Lewandowski miał rację, w nocy można się skupić, nikt nie przeszkadza. Te dwie szukają nowych domów W dzień Posadziłam 9 dorodnych brzóz, za które Patrykom bardzo dziękuję

Kochana, wymarzona brzoza

Wspomniałam wczoraj na FB, że napiszę dzisiaj o realizacji mojego marzenia. No i stało się, a to dzięki Hanie, znanej autorce bloga "Dzika kura z pastelowego kurnika", oraz panu Markowi, którego tata mieszka w naszym miasteczku. Zastanawiacie się co te dwie osoby mają wspólnego z moim marzeniem?

Warmińskie deseczki

Moje prace szukają nowych domów, czytaj zbieram na drzewa :-)  Praca pierwsza - wymiary 25/20- znalazła nowy dom. Jest możliwość wykonania podobnej deseczki

Święta

Dzisiaj kościół prawosławny obchodzi swoje Święta Wielkanocne. To dobry czas na wspomnienie naszych, które odbyły się tydzień wcześniej. W przemeblowanych pokojach Joanny, gdzie siedzieliśmy i rozmawialiśmy o rzeczach błahych, zadowolona z mijających świąt, zadałam pytanie Julicie, siostrze Joanny: - Czyż nie mam racji, że święta tworzą ludzie? - Tak - uśmiechnęła się Julita - i potrawy które ci ludzie przygotowali.

Rozmowy w pracowni krawieckiej

Wszystkie kobiety zasiadły do stołu do darcia pierza. Podczas pracy rozmawiały lub śpiewały. Taką scenę znałam do tej pory jedynie z książek czy też filmów. Całkiem niedawno  odwiedziłam pracownię krawiecką w Centrum Barka, prowadzoną przez bardzo uczynną panią  Małgorzatę Konwicką.

Więc czym są teraz dla mnie święta?

Kiedy dzisiaj o świcie próbowałam ponownie zasnąć, a sen nie przychodził, wróciłam do wspomnień z dzieciństwa, do okresu kiedy mieszkałam z rodzicami w bloku z czerwonej cegły, w jednej z Gdańskich dzielnic. I pierwsza moja myśl, moje pierwsze wspomnienie, dotyczyło generalnych porządków.

Ósmy kolor tęczy

Miałam pisać o kiermaszu zorganizowanym przez nasze miasteczko. Nie mogę się jednak nad nim skupić, bo po głowie chodzi mi tamta kobieta, która podeszła do mojego stoiska, i z którą zamieniłam kilka słów. Nie mam podzielnej uwagi, głośna muzyka, zamieszanie, harmider spowodowały, że nie mogłam skupić się na rozmowie.

Dzień po Misterium

Wczorajsze przedstawienie było dla mnie  ogromnym  przeżyciem. Tam trzeba było wczoraj być i zobaczyć na własne oczy grę aktorów. Posłuchać pieśni śpiewanych przez chór składający się z młodych dziewczyn.

O łańcuszku dobrych ludzi

To była jedyna fanaberia, na którą sobie pozwoliłam. Moja mama miała bukiet z kali. Miałam i ja, a to za sprawą wielu dobrych ludzi.  Mojej świadkowej bardzo zależało aby zrealizować  moje marzenie o bukiecie z kali. Poruszyła niebo i ziemię. Nie udało się. Minusowa temperatura, za drogie kwiaty, orzekły kwiaciarki z naszych okolic.

Pani Jadwiga

Doskonale pamiętam tamten dzień, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam ją na zdjęciu. To było 8 marca zeszłego roku w Centrum Barka. Starsza kobieta o wykrzywionych dłoniach. Siwe, upięte włosy i ten łagodny wzrok.

Misterium Męki Pańskiej w Górowie

Górowo Iławeckie miasteczko jak z bajki i nie tylko z uwagi na urokliwy rynek, piękny ratusz z zegarem. To niesamowite miasteczko już w niedzielę, zaraz po wieczornej mszy przeniesie nas aż do 3 kwietnia 33 roku, a to za sprawą pomysłu naszego burmistrza.

Wyszłam za mąż :-)

Dużo kłębiących myśli, których nie potrafię zebrać w całość. Jak ubrać w słowa ważny dla mnie dzień? Więc może nie ubierać, a jedynie być uczciwym w stosunku do moich wiernych czytelników, którzy towarzyszyli nam podczas poszukiwań domu, remontu i czasu ukorzeniania?

Czerwone rękawiczki na sznurku

Wczoraj minęły dokładnie dwa lata jak zawitaliśmy po raz pierwszy tu gdzie teraz mieszkamy. Siedlisko i jego okolica była dokładnie tak samo zbrązowiała, przedwiosenna, aczkolwiek drogi były suche i przejezdne. Wczoraj z trudem udało mi się dojechać do domu i to autem terenowym.

Kobiety Warmii

Kucharki, sprzątaczki, praczki, lekarki, nauczycielki, siostry, córki, żony, matki, przyjaciółki i kochanki - to pierwszy etat kobiet, ten drugi to praca zawodowa. Jak to się stało, że kobiety nazywane "słabą płcią" mogą tyle udźwignąć, to wszystko ze sobą pogodzić?

O Natangii i o tym jak dobrze mieć znajomości

Do Natangii, jednej z dwóch restauracji w naszym miasteczku, wybieraliśmy się od dawna. Najpierw mieliśmy iść z Patrykami na rocznicę naszej wspólnej znajomości. Lokal był zajęty, pojechaliśmy więc do Stodoły w Bartoszycach. Potem wpadłam na pomysł napisania dwóch felietonów. Smaki i muzyka Górowa.

O dobrych ludziach

Skoro było o złych, napiszę dzisiaj o dobrych ludziach. Nie napiszę dlatego, że wypada, że tak jak w przyrodzie musi być równowaga. Napiszę, bo tak czuję, a dla spokojności czytelników dopiszę, że wcześniejszy post o ludziach złych nie dotyczył nas osobiście.

O złych ludziach

Walczę z bezsennością. Wczoraj wstałam o drugiej w nocy i jak myślicie, co robiłam? Zaczęłam sprzątać dom. Dzisiaj było znacznie lepiej, bo obudziłam się o czwartej rano. Myślę sobie, że to ten tekst, który zrodził się w mojej głowie, bodzie mnie i nie pozwala spać.

Bo kocha malarstwo, przestrzeń i ciszę

Doskonale pamiętam tamten dzień, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam obraz Mariusza Lewandowskiego. Stałam przed nim chwilę  zastanawiając się czy namalował go Beksiński. Nie, to nie może być Beksiński, jego obrazy są mroczne, a ten przedstawiający jeźdźca na koniu emanował światłem.

Warmia-okolice Górowa Iławeckiego

Warmia jest piękna o każdej porze roku. Lato to żółte zboża falują na wietrze.Zimą to bezkresna przestrzeń i cisza, zakłócana jedynie skrzypiącym śniegiem pod butami. Nasza okolica przypomina troszkę Toskanię, tylko cyprysów brak :-)

O poranku w sypialni

O poranku w sypialni zawszę piję kawę. To taka mała przyjemność jeszcze z miastowego życia. I właśnie dzisiaj o poranku uzmysłowiłam sobie, że nigdy nie pokazywałam sypialni.

O kuchni słów kilka

Pamiętacie serial Siedlisko? Anna Dymna, główna bohaterka tego serialu też wszystko przemalowywała na niebiesko :-) Gdyby ktoś zapytał się mnie, czy niebieski to mój ulubiony kolor, usłyszałby, że większość kolorów lubię.  Więc skąd ten niebieski nagle wkradł  się w naszą kuchnię? Kiedyś na Warmii tego koloru było dużo, chociażby patrząc na stary napis nad okapem, który jest koloru niebieskiego.

Nowy projekt, nowe wyzwania

Bardzo mnie cieszy, że stoi za mną człowiek, który wierzy we mnie bardziej, aniżeli ja sama. Wojtek wierzy w projekt, a ja się cieszę, że mogę go realizować. Nawet nie wiem od czego to się zaczęło, zapewne od rozmów, jak to Joanna z drugiego krańca naszej wsi mówi burzy mózgów.

Pasja rodzi profesjonalizm

Niedzielne prawie wiosenne przedpołudnie było dobrym czasem na wybranie się do Muzeum Miejskiego. Niewysoki budynek przychodni lekarskiej znajduję się prawie w centrum Górowa Iławeckiego na ulicy Sikorskiego.

O hejcie

Tekst zupełnie nie Walentynkowy, bo to święto nie obowiązuje mnie raz w roku, a trwa właściwie przez cały rok. Będzie dzisiaj o "hejcie" - nienawiści w Internecie, ale nie tylko o tym. Temat, który bardzo rzadko mnie dotyczy, bo wiele dobrego spotyka mnie ze świata wirtualnego.

Kura z Bolesławca

Pisałam już o tym, że początek roku nie był dla nas zbyt dobry. Wizyta w szpitalu, śmierć osób bliskich i nieznanych, a wisienką na torcie było zepsucie pralki. Na domiar złego małe lub większe nieszczęścia spotykają ludzi nam bliskich, poznanych tutaj.

Śmierć goni śmierć

Miałam pisać o przyjaźni, ale śmierć mnie prześladuję, więc o przyjaźni będzie innym razem. Właśnie czy ktoś z moich czytelników może mi wytłumaczyć czy to jest jakiś znak, że umierają przy mnie ludzie. Czy coś albo ktoś chce mnie przed czymś ostrzec, nie potrafię sobie tego sama wytłumaczyć

O kobietach, dla kobiet

Chodzą mi po głowie dwa tematy: o przyjaźni i o kobietach 50+, które znam jedynie ze świata blogowego. Dwa tematy bardzo mi bliskie, więc który? O kobietach. Ale zanim o tamtych kobietach kilka moich refleksji, do których przyczyniła się rozmowa z Ewą.

Zwykły dzień

Opowiem wam o moim dniu, takim zwykłym, u schyłku mijającego tygodnia. Obudziła mnie dzisiaj Frania, wskakując na łóżko z drewnianych palet. Zaraz po niej wskoczył Kudeł, przybliżając się blisko mej twarzy, chcąc koniecznie wycałować mnie w okolicach ucha.

Pisz, nie pisz, pisz

Pisz, nie pisz, pisz, nie pisz - myśli kłębią się w mojej głowie i w końcu wiem, że jeśli tego nie napiszę, nie  wyrzucę z siebie, nie odzyskam wcześniejszego spokoju. Do tego tekstu podchodziłam jak do jeża, bo temat służby zdrowia to temat trudny, a ja swoim pisaniem nie chciałabym nikogo skrzywdzić czy napiętnować, bo w tym przypadku nic nie jest oczywiste i nie ma tej jednej prawdy, słusznej racji.

Żegnaj przyjacielu

Początki roku nie są dla mnie łaskawe. W styczniu osiem lat temu po długoletniej chorobie zmarł mój tata. Długo nie mogłam poradzić sobie z jego śmiercią. Z tamtego czasu pamiętam, że kiedy było mi źle, ubierałam jego czarne grube skarpety, stanowczo za duże na moje nogi. I wtedy wszystkie moje problemy, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki się rozplątywały.

Droga do domu

Mimo deszczu i silnego wiatru,  droga z Bartoszyc do domu była jedną z piękniejszych dróg dzisiejszego dnia. Dom przywitał mnie nieskazitelną czystością, radością futrzaków i różowym hiacyntem na stole. Dobrze jest wracać do takiego domu.

Dzień dziewiąty (z pamiętnika samotnego mężczyzny, tekst lekko drastyczny)

Zwykle wygląda to tak. Mniej więcej między piątą a szóstą rano, gdy straszliwie ciemno i zimno na dworze, gdy za żadne skarby nie chce się wysunąć żadnego członka spod grubej puchowej kołdry, czuję na ustach delikatny pocałunek. To Hanna. I już wiem, że muszę wstać.

Człowiek z drogi

O starych domach powiada się, że mają duszę, że potrafią czuć, mają pamięć, tak jakby ich mury przez lata nasiąkły tęsknotami, pragnieniami, emocjami ludzi, którzy tu przebywali. Gdyby te czerwone cegły potrafiły mówić to co by opowiedziały?

Niemożliwe stało się możliwe

Nie, to nie jest przewrotny tytuł, bo dzisiaj oprócz wspomnienia o WOŚP, będzie o pokonywaniu barier, własnych lęków i stresu. Moi drodzy niemożliwe było to, że ja jako osoba, która komfortowo czuje się pisząc w domowym zaciszu, a bardzo stresująca się podczas bezpośredniej rozmowy z ludźmi, poszłam do sklepu Mrówka, sklepu pana Szkudlarka i Centrum Barki i poprosiłam o rzeczy na aukcję. Niemożliwe stało się możliwe. Poszłam i dostałam. Pokonywanie samej siebie to mój osobisty sukces.

Do mieszkańców Górowa i nie tylko

To już 26-ty raz zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Po raz ósmy celem jest Neonatologia. Jest to dziedzina medycyny zajmująca się schorzeniami, wadami wrodzonymi oraz prawidłowym rozwojem dzieci w okresie noworodków.

Nowy lokator i rezydenci

Przyszedł kilka tygodni temu, jak to na wsi bywa nie wiadomo skąd. Kiedy się pojawił, przez krótką chwilę podejrzewałam siebie o postradanie zmysłów. Przed wyjazdem na zakupy pozamykałam nasze koty w domu, a tu nagle przy aucie kot taki jak Hana. - Nie karm go, na pewno jest czyjś i jedynie przechodzi przez nasze siedlisko - powiedział Wojtek.

O ludzkiej dobroci

Czy pisałam wam, że mieszkam pośród ludzi o wielkich sercach? Pisałam o gościnności, ale o dobroci ludzkiej  chyba jeszcze nie. Więc dzisiaj zaznałam namacalnej dobroci drugiego człowieka i jest mi z tym stanem bardzo dobrze, bo ja zawsze wierzyłam w to, że ludzie są dobrzy.

WOŚP - pokażmy, że potrafimy

Odkąd gra orkiestra, zawsze staram się dołożyć do niej swoją cegiełkę. Do tej pory były to przeważnie datki do skarbonki.  W tym roku będzie inaczej. Jestem tym faktem bardzo mocno podekscytowana, bo widząc jak dużo mieszkańców przyszło na Jarmark Świąteczny, wierzę, że impreza o której mam zamiar  wam opowiedzieć będzie równie udana.

O weekendzie

To był pomysł Joanny. Raz na jakiś czas wychodzimy z domu i jedziemy gdzieś na obiad, herbatę czy najzwyklejszy deser. Pomysł bardzo mi się spodobał, bo dla kobiety to także powód żeby ściągnęła dresy, ubrała sukienkę i buty na obcasie, a nie tylko kalosze i kalosze.

Zima w siedlisku

 W dużym  mieście, kiedy pracuje się zawodowo, życie toczy się  od weekendu do weekendu. Kiedy wracam wspomnieniami do tamtego życia, dochodzę do wniosku, że piątki były najtrudniejsze. Wstawałam wcześnie rano, w pośpiechu, gdzieś pomiędzy myciem a ubieraniem piłam kawę. Wsiadałam w auto i jechałam na Zaspę do pracy.

Małe miasteczka

Ubrałam dres, kalosze, ciepłą  kurtkę i poszłam w pola otaczające siedlisko. Stanęłam na górce. Powietrze jest ostre i rześkie. Warmia nie wszędzie jest taka sama,  tu gdzie mieszkamy jest wyjątkowa bo pagórkowata.

Rok wrastania

W ostatni dzień rok mam zwyczaj, pewnie jak większość, podsumowywać rok miniony. Poranek zacząłem od zamykania bilansu finansowego w moim olbrzymim, rozrosłym na parę kilometrów kwadratowych arkuszu kalkulacyjnym.