Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2017

O krytyce słów kilka

Wiosną na mojej drodze stanął młody człowiek.  Przystojny, bardzo inteligentny, z głową pełną planów. Taki młody wilk. Opowiadał mi o swoim projekcie. Słuchałam go z zapartym tchem. Nie, nie pytał mnie czy mi się podoba, ja sama zasugerowałam, że powinien zmienić jedną małą rzecz.

O Świętach i nie tylko

Zatrzymaj się na chwilę, odłóż zaległą pracę zgromadzoną przez święta. Usiądź wygodnie na kanapie, a jeśli wolisz to w fotelu. Podrap za uchem Kudła który próbuję schować się pod stołem weź na kolana Kilera. Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl jakie były twoje święta. Udane? Smutne? Wyjątkowe? Siedziałeś przy stole za karę, z przymusu, czy raczej tworzyłeś sam nastrój uśmiechając się do innych.

Marzenie urodzinowe

Nie wiem czy jestem wyjątkowa, czy też może wszystkie dojrzałe kobiety tak mają, bardzo nie lubię własnych urodzin. Zapewne kiedy byłam małą dziewczynką były one celebrowane, jednak im byłam starsza, tym mniej się cieszyłam z ich faktu. Czy uwierzycie, że w dojrzałym wieku nigdy nie kupowałam tortu i nie zdmuchiwałam świeczek, których ilość bezlitośnie oznajmiała wszem i wobec ile mam już lat. Nie było ich na trzydzieste, czterdzieste, a dwa lata temu na pięćdziesiąte urodziny.

O biesiadowaniu

Długo zwlekałam z napisaniem tego posta, bijąc się z myślami, że to może stale przeze mnie noszone różowe okulary zniekształcają obraz ludzi  mieszkających  na Warmii. Jednak wczoraj, kiedy wróciliśmy z Olsztyna, pomyślałam sobie: nie, tu po prostu mieszkają tacy ludzie. Staro polsko gościnni.

Cały mój dobry dzień

Można było skrzyknąć się z Joanną, Agnieszką i Krysią, pojechać do Gdańska na moje stare śmieci i tam wziąć udział w Jarmarku Świątecznym. Gdybyśmy patrzyły na sprawy finansowe zapewne bardziej by się to opłacało.Jednak nie wszystko co się opłaca jest warte tego. Wybrałyśmy nasze miasteczko, bo teraz tu mieszkamy i kiedy już pierwsze emocje minęły z czystym sumieniem i z ręką na sercu mogę napisać, że było warto.

To już jutro, wielki dzień

To już jutro, wielki dzień dla naszego miasteczka, ale też i dla mnie. Bardzo dużo ludzi stanęło na wysokości zadania. Burmistrz, Ośrodek Kultury, Centrum Barka, panie z Uniwersytetu Trzeciego Wieku, które ulepiły pierogi.

Nie chwal dnia przed zachodem słońca

Konieczność udania się na zakupy w naszym urokliwym miasteczku przeciągam do ostatniej chwili. Miałam pojechać w sobotę, ale byliśmy na urodzinach. Obiecałam sobie, że pojadę w niedzielę, ale byliśmy na poprawinach urodzin. Tak, tu na Warmii uchowała się jeszcze staropolska  gościnność, ale o niej i o ludziach będzie następnym razem.

Permakultura [2]

Parę dni temu pokazałem wam początki naszego permakulturowego ogrodu. W sezonie 2017 bardziej przyłożyliśmy się do jego uprawy. Wiosnę zaczęliśmy sadząc ponad 20 drzew owocowych w miejscu dawnego kartofliska, oraz na gliniastej górce, koło truskawek.

Zegar

Ktoś kiedyś powiedział - uczyń ze swojej pracy pasję, a nigdy nie będziesz czuł, że pracujesz.

Czyń drugiemu, co tobie miłe

Wpadłam do niej na kawkę, a wyszłam z ogromnym prezentem który nie ukrywam zwłaszcza teraz  bardzo mi się przydał. Stałam już w drzwiach, kiedy Ewa tłumaczyła mi jaki ma stosunek do prezentów i niepotrzebnych długów wdzięczności za nie.

Spokój

Już dawno nie zapraszałam was do naszego domu na końcu świta. Nie zapraszałam, bo nic się nie zmieniało. Remont sieni został przełożony na wiosnę. No cóż miało być inaczej a wyszło jak zwykle.

Permakultura

Jednym z głównych założeń jakie kierowało nami (i nadal kieruje) kiedy zdecydowaliśmy się zamieszkać na wsi, była chęć uzyskania jak największej samowystarczalności żywnościowej. Nie trzeba nikogo przekonywać o fatalnej jakości żywności jaką można kupić w sklepach, a zwłaszcza w marketach. Sama chemia, o smaku nie wspomnę.

Listopad

Lakier musi wyschnąć, zanim będzie się można zabrać się do kolejnego etapu ozdabiania. Wykorzystując tą chwilę, chciałam wam opowiedzieć o listopadzie, podobno najbardziej depresyjnym miesiącu w roku.

Jarmark Świąteczny

Wczorajszego wieczora zadzwonił telefon. - Mam dla ciebie dobre wiadomości - powiedział kobiecy głos po drugiej stronie telefonu - Takie i tylko takie przyjmuję o każdej porze - odpowiedziałam i zamieniłam się w słuch.

Lubię to

Lubię takie spokojne wieczory. Za oknem wieje wiatr, w domu przy rozpalonym kominku ciepło i przytulnie. Czasami jest twórczy bałagan I też go lubię. Zabieram się za napisanie tekstu o nadchodzącym kiermaszu, ale jakoś dzisiaj chce mi się posiedzieć, pomilczeć. Może jutro.

Pasta z dyni

Nikomu nie chciało się jechać do miasteczka, po coś do smarowania pieczywa. Wojtek zarobiony. Ja w swojej pracowni zarobiona. Za niecały miesiąc kiermasz w naszym miasteczku. Później o nim napiszę, bo  o smarowaniu chciałam. Przepis: - jedna dyna Hokaido - jedna cebula - czosnek  Dynie z cebulą upiekłam w piekarniku. Blender w łapki i po całej robocie. Ach te moje skróty myślowe :-) Przyprawy: pieprz, sól, łyżeczka octu balsamicznego, tymianek, pokrojone suszone pomidory. Polecam bo jest pyszna, a dokładny przepis można znaleźć na Jadłonomi Zmykam do pracowni Miłego weekendu

Taka sytuacja

Wieczorem rozmawiam telefonicznie z Joanną z drugiego krańca naszej wsi. Wiecie, tak po kobiecemu, o planach, marzeniach, teraźniejszości. I w całym tym miksie rozmów wspomniałam o plackach  z jabłkami mojej mamy.

Kocia telewizornia

Pięć lat temu, też w listopadzie, zapytałam w tekście:

Przypominajka

Chciałam Was dzisiaj namówić do prowadzenia bloga/pamiętnika. Pamięć człowieka jest ulotna. Pamięta się jakieś wydarzenie, ale niekoniecznie dokładnie. 14 listopada 2011 roku, napisałam poniższy  tekst. Gdyby moje myśli i emocje związane z tamtym wydarzeniem nie zostały spisane, zapomniałabym o nim. W końcu upłynęło od tego czasu aż 6 lat. Warto spisywać swoje życie, spróbujcie.

Dolina Elmy

W naszym domu Wojtek zajmuję się poznawaniem ludzi i ich zapraszaniem do  nas. Nie pamiętam jak to się stało, ale pewnego letniego dnia, z doniczką przez siebie wyhodowanych hortensji, odwiedziła nas  Ewa. Z tamtego spotkania zapamiętałam ją jako atrakcyjną inteligentną kobietę. Ewa jest dziennikarką i prawie 20 lat temu porzuciła miasto dla tego cudnego skrawka ziemi na Warmii.

Już tylko wypatrywać wiosny

Lubię cmentarze, lubię panujący tam spokój i ciszę. Były zawsze dla mnie takim dzwoneczkiem w głowie, przypominającym, że wszystko przemija.  Przypominały o tym co ważne w życiu.

O mandalach i nie tylko

Zaświeciło słońce więc ubrałam najodpowiedniejsze buty o tej porze roku, czyli kalosze i wyszłam na podwórko. Zatrzymałam się na chwilkę przy rabacie. Pomyślałam przez chwilę o Magnolii, czyli Marcie, która podsunęła mi pomysł posadzenia rudbekii. To był bardzo dobry pomysł. Wszystkie kwiaty przekwitły a ona stanowią ozdobę ogrodu jesienią.

O przyjaźni

Obiecałam wam napisać o przyjaźni. To jest chyba dobry temat w ten deszczowy  dzień. Wyobraźcie sobie, że zaplanowaliście sobie podróż. Pakujecie bagaż w walizkę i stajecie na wyznaczonym peronie w oczekiwaniu na pociąg.

Dom otwarty

Kiedy dochodzę do wniosku, że zamykam bloga, i wcale nie dlatego, że nie mam nic do napisania, zawsze wydarzy się coś, co spowoduję, że siadam wygodnie w fotelu, otwieram laptopa i palce same wystukują literki, które składają się w słowa, a potem w zdania. Przerywam na chwilę pisanie, zerkam na ulubiony widok za oknem, biorę łyk czarnej kawy i ponownie  palce przekazują moje myśli.

Kiermasz

Czy zastanawialiście się jak smakuje sukces? Ja go dzisiaj poczułam. Boli mnie każdy mięsień mojego wcale niemałego ciała, szumi lekko w głowie. Wojtek pojechał do miasteczka, siadłam  wygodnie w fotelu i patrząc na płomień w kominku powoli się wyciszam.

Po prostu wolniej płynie czas

Miało być dzisiaj o świecie blogowym, a właściwie o ludziach, który go tworzą.  Jednak ten wpis musi poczekać. Obudziłam się tuż przed piątą, odśpiewałam życzenia Wojtkowi, który dzisiaj kończy 50 lat i ponownie zapadłam  w błogi sen.

Słów kilka

Co czuje człowiek  który oswaja, cieszy się z każdego postępu, ratuje a potem wydaje wyrok? Nie wiem jak to jest kiedy  umierają koty rezydenci, wiem jak to jest kiedy umiera kot, który wymagał od Ciebie wiele cierpliwości i zabiegów. Dla mnie to nie był zwykły kot, dla mnie to był Kot Bob. Wybaczcie, nie potrafię o tym pisać i  nie chcę na ten temat rozmawiać. Zamykając temat. Podjęliśmy  z Wojtkiem decyzję nie robienia testów. Rezydenci,  nie mają żadnych objawów , zresztą ta wiedza do niczego nie jest mi potrzebna. Pani Justyna, weterynarz z Krakowa napisała mi jaki jest szacunkowy koszt takich badań. Pieniądze które moglibyśmy wydać na ich ewentualne zrobienie, wolę przeznaczyć dla  kolejnego potrzebującego. Nigdy więcej, powiedzieliśmy. To nie prawda. Jeśli stanie na mej drodze taka "bida", nie odmówię. Wojtek jest innego zdania, ale pracuję nad tym, żeby je zmienił. Przepraszam, że nie odpisałam na maile,  ale nie chcę tego rozdrapywać. ...

FIV

Graszka poprosiła mnie abym napisał parę słów na bloga, bo nie jest w stanie. Ja nie ukrywam też czuje się – przepraszam za słowo, ale inne nie oddaje w pełni tego co czuje – kurewsko.

Kot Bob

Kiedy przyszła do nas Mimi, już wtedy zastanawialiśmy się co z nią zrobić. W domu  były Frania, Kiler i Hana. To była prawdziwa  walka serca z rozumem. Nie ma co się oszukiwać odpowiedzialny  właściciel zdaję sobie sprawę, że utrzymanie zwierząt kosztuje i pracę i pieniądze. Po uratowaniu Mimi, Wojtek zapowiedział, że to jest ostatni kot w domu.

Dynia makaronowa i ogród

Chciałam ubrać w słowa wczorajszy wyjątkowy dzień,ale  mam napięty grafik Więc dzisiaj mało słów dużo zdjęć

Spotkanie z Hanna Cygler

Kilka dni temu odwiedziła nas Ewa z  dzielnicy w której się urodziłam i wychowałam. Nie byłyśmy koleżankami z podwórka, ani też ze szkoły. Poznałyśmy się znacznie później, dzięki mojemu poprzedniemu blogowi.

Mus z dyni i jabłek

Mieliśmy dwa wyjścia.  Głodować do obiadu albo ubrać się i pojechać do miasteczka po chleb. Wybraliśmy trzeci wariant. Na śniadanie naleśniki z dżemem z czarnego bzu lub z musem z dyni z jabłkiem.

Historia starej kredensowej nadstawki

To była letnia wycieczka do Unikowa. Jadąc tam wiedziałam czego chciałam - starej szafki, która zawisłaby w kuchni na ścianie. Od jakiegoś czasu przeglądaliśmy aukcje na Allegro, zaglądaliśmy do sklepów z zachodnimi meblami. To co mi się podobało było albo za daleko, albo było stanowczo za drogie.

Pałac w Prośnie (czas na Warmię)

Środa była dniem wagarowicza. Wojtek odszedł od komputera, ja wyszłam z  kuchni. Wsiedliśmy w auto. Włączyliśmy moją ulubioną płytę Vivaldiego "Cztery pory roku" Słuchaliście kiedyś tego jadąc autem? Wąskimi drogami, porośniętymi starymi drzewami, które wyjątkowo w tym dniu mieniły  się w słońcu. Niesamowite doznania. Warmia o tej porze roku jest przepiękna.

Zapraszam na kawę :-)

Zapraszam was dzisiaj do naszego domu, a właściwie do jednej jego części, do dużego pokoju podzielonego na strefy. Kuchnia, jadalnia i pokój dzienny. Takich zdjęć publikowałam już dość sporo, ale podczas  mojej nieobecności w świecie wirtualnym  poprzestawiałam kanapę doszło troszkę rzeczy. A więc zwolnij na chwilę, usiądź wygodnie ze mną na kanapie a ja opowiem ci o miejscu które tworzymy od roku. Jeśli nie lubisz staroci, rzeczy z historią, to pomiń ten tekst, bo po co marnować swój drogocenny czas.

Napiszesz coś?

Napiszesz coś w końcu? - zapytał Wojtek podczas śniadania. Moje niepisanie nie wynika z braku czasu, wpadnięcie w słoiki, tudzież generalnego sprzątanie domu. Czasami tak mam, że zamykam się w sobie jak ślimak. Spacerując polną drogą z naszymi zwierzętami zastanawiam się czy jest mi to potrzebne - afiszować się publicznie z moim życiem.

Jest taki dzień

Jest taki dzień na styku lata i jesieni, kiedy zakładasz ciepłe skarpetki i niebieską polarową kamizelkę. Parzysz poranną kawę, a za oknem jeszcze ciemno. Pod wieczór kwadrans na ósma mówisz o matko już ciemno, a będzie jeszcze gorzej.

Spacer

Zapragnęło mi się  spaceru, takiego bez celu, piaszczystą drogą, która przypomina mi moje dzieciństwo spędzane na wsi u babci Wiktorii, mamy mojej mamy. Popatrzyłam na Kudełka, a on zrozumiał mnie bez słów. Pomachał radośnie ogonem i był już przy drzwiach.

Pracować z pasją

"Zaangażowanie jest tam, gdzie czujemy, że chcemy, a poświęcenie tam, gdzie musimy. Jedno słowo czyni różnicę - zmienia podejście i optykę. Zaangażowanie jest tam gdzie jest pasja, a pasja rodzi profesjonalizm." Te mądre słowa nie są moje, zacytowałam je z książki Jacka Walkiewicza, którego czasami podczytuję.

Plany

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego jednym ludziom się udaje a drugim nie? Ja bardzo często, szczególnie tu, mieszkając na wsi zastanawiałam się dlaczego jedne wsie, tak jak np. Żywkowo działają prężnie a inne nie. I w końcu dlaczego ludzie stale mówią, że w ich miejscu zamieszkania się nic nie dzieje, a kiedy się dzieje wcale w tym nie uczestniczą?

Nieproszona śmierć

Wczoraj w dziewiątą rocznicę śmierci zapaliłam świeczkę człowiekowi, którego  nie znałam osobiście. Pojechałam na cmentarz, bo mimo, że go nie znałam, bardzo dużo o nim słyszałam. Żyje we wspomnieniach osób które go kochają.

Shangri-La

Na blogu Olgi przeczytałam "Najlepszy sposób osiągnięcia szczęścia to rozsiewanie go wokół siebie". Osiadając na wsi mogliśmy zamknąć się w czterech  ścianach, jednak wybraliśmy inną drogę.  Nasz dom jest otwarty dla ludzi pogodnych i życzliwych.

Weranda Country

Tytuł jest oczywiście bardzo przewrotny, bo fotografa  gazety wcale u nas nie było. Marek Biernat przysłał parę zdjęć z naszego domu, na które tak naprawdę nie było za wiele czasu i  pomyślałam sobie, że są równie dobre jak tamtejszej gazety :-) Zapraszam do oglądania

Małgosia i Marek

Po sześciu latach od tamtego krótkiego spotkania na wernisażu, dochodzę do wniosku, że Marek dalej ma ten sam uśmiech i błyszczące oczy kiedy mówi o fotografii. Dzieli nas bardzo dużo, ja pstrykam zdjęcia, on robi je świadomie. On ma kilka obiektywów z górnej półki, ja średniej klasy aparat, którego tak naprawdę nie znam.

Goście Domu pod Bocianem

Na chwilę cofnijmy się w czasie. Jest początek maja 2011 roku, biblioteka w Oliwie, wernisaż fotografii Marka Biernata.  Mimo że się nie znaliśmy, jedną rzecz mieliśmy  wspólną. Ja zaczęłam interesować się fotografią i to był moja  pierwsza wystawa w której uczestniczyłam, Marek Biernat po raz pierwszy publicznie pokazał  swoje zdjęcia. Wystawa, którą jak później się okazało zorganizowała żona, miała tytuł "Męska rzecz być daleko".

Wesoły autobus

Organizacją wyprawy do pana Marka zajmował się Wojtek. W pierwszej wersji mieliśmy jechać na dwa lub nawet trzy samochody. W ostatniej chwili u Patryków zmieniły się plany i najmniej zainteresowany zakupami Patryk postanowił też jechać, zabierając wszystkich siedmioosobowym sprinterem. No cóż pierwszy raz jechałam sprinterem.

Narada

Wychodzę na podwórko w koszuli nocnej z kubkiem czarnej kawy a tu taki widok. Osiem bocianów, 6 na dachu obory i 2 w gnieździe. One tak mają, że przed wylotem spotykają się na pogawędkę. Widocznie opracowują trasę :-).

Głupia baba

Miniony weekend upłynął nam na gościach. W niedzielę do obiadu zasiadło 11 osób. Przez chwilę wpadłam w panikę, bo przestraszyłam się, że zabraknie nam talerzy. I tak na listę rzeczy do kupienia trafił serwis obiadowy na 12 osób. Tak,  mamy taką listę rzeczy które trzeba kupić w przyszłości. Czym dłużej tu mieszkamy, lista zakupowa robi się coraz dłuższa.

Górowo Iławeckie i jego perełki

Mieszkamy tu od roku i prześladuje mnie myśl, że nasze miasteczko jest jakby omijane przez turystów. Nie wiem skąd taka myśl, może podyktowana jest własnymi doświadczeniami.  Kiedy jeździłam z aparatem po Polsce odwiedziłam Lidzbark Warmiński, Ornetę, Bisztynek, Świętą Lipkę, a ominęłam Górowo Iławeckie, a przecież Górowo od Lidzbarka jest rzut beretem.

Natangia

Pomysł od początku do końca był Wojtka. Tak, jestem z niego dumna, bo robi piękne rzeczy, a do tego nie jest malkontentem, któremu w dalszym ciągu chce się coś zrobić. Tą niespotykaną cechę charakteru cenię sobie bardzo u wszystkich ludzi, nie tylko u niego. Przecież najprościej usiąść w fotelu i wytykać, że nic się nie dzieje, że nic się nie robi. Przypiąć komuś łatkę, skrytykować.

Historia pewnego obrazka

Właśnie zasiadaliśmy do niedzielnego obiadu z Dorotką i Przemkiem oraz moim synem, kiedy wrócił mój brat z kościoła. - To dla ciebie - powiedział kładąc na blacie mojego warsztaciku obrazek Matki Boskiej Gierzwałdzkiej.

Idzie jesień

Mieszkam na końcu świata już ponad rok. Nie żałuję mojej decyzji, za żadne skarby nie wróciłbym do wielkiego miasta nad brzegiem zimnego morza. Jeśli muszę tam być, na szczęście rzadko, to gdy załatwię swoje sprawy zmykam przytłoczony wszechobecnym betonem, naporem ciżby, decybelowym smogiem.

Czas na gości

Ostatnio w domu pod bocianem  zrobiło się  gwarno. Uwielbiam te soboty pełne ludzi.  Siedzenie gości w kuchni kiedy przygotowuję posiłek. Lubię też tą niesamowitą niedzielną ciszę, przerywaną cichym tykaniem starego zegara. Bo wszystko ma swój czas, jest czas na łowienie ryb, jest czas na suszenie sieci.

Magnolia Anna

Zabrakło mi polotu w przygotowywaniu serów na sobotnie spotkanie. Zrobiłam z suszonymi pomidorami i czosnkiem, z mieszanką ziół, wędzoną papryka, żurawiną, słonecznikiem i koprem. Na słodko będzie z konfiturą, o smaku chałwy i kuleczki z niespodzianką. Jeden  jest  już w solance inne czekają na kąpiel w solance.

Poszła baba do lekarza

Ostatnią moją pracą przed porzuceniem miasta była praca w prywatnej przychodni. Starzy czytelnicy wiedzą, że wprost ją uwielbiałam, a ponieważ uwielbiałam to spędzałam w niej całe dnie. No, będę uczciwa, nie tylko, że ją tak bardzo lubiłam, robiłam to też dla pieniędzy :-)

Czy byłabym szczęśliwsza?

Przedwczoraj, kiedy jeździliśmy ze Sławkami po okolicy w poszukiwaniu domu, zadzwoniła Agnieszka z propozycją pracy. Agnieszkę poznałam całkiem niedawno. Podczas pierwszego naszego spotkania opowiadała jak zarabia pieniądze. Rzuciłam wtedy mimochodem, że chętnie pojechałabym z nią. A więc Agnieszka zadzwoniła w poniedziałek i zaproponowała wyjazd do Francji na dwa tygodnie na zbiór winogron.

Wszystko jest dziełem przypadku i przeznaczenia

Macie tak czasami, że przytrafiają  się wam jakieś  rzeczy, a potem jest jak z kostkami domina? Sytuacja tworzy kolejną, taki splot różnych zdarzeń. Tamta sobota 15 lipca właśnie taka była.

Podziękowania

Zanim wrócę do serów i zacznę wspominać jeden z piękniejszy weekendów,  napiszę o swoim postanowieniu. Będąc w pewnym, powiedzmy dojrzałym wieku, można machnąć na swoje życie   ręką. Nic mnie już nie czeka więc po co się starać. Płynąć z prądem, żyć w stagnacji i niczego się nie uczyć, a najlepiej kupić sobie trumnę i czekać na ostateczność. Można też stale narzekać i zwalać całą winę na wszystkich dookoła a w samym sobie widzieć bohatera.

14 smaków sera

Od poniedziałku do piątku  przerobiłam 70 litrów mleka. Stworzyłam 14 smaków sera. Zdjęcia nie porywają, ale zostały zrobione tuż po ich pokrojeniu, a przed wyniesieniem do ogrodu. O tym które były najlepsze i  "serowej sobocie" następnym razem jak rozjadą się goście do domu

Żywkowo

Nie znalazłam czasu żeby zrobić zdjęcia serom, ale proszę mi wierzyć, zrobiłam ich tyle, że wypełniają prawie całą lodówkę. Są różne: z suszonymi pomidorami, czosnkiem, miętą, oregano, bazylią, tymiankiem, słonecznikiem, papryką, czarnuszką, goją i orzechami. Nie wiem które będą smakowały najbardziej, dowiem się jutro. Sama jestem ciekawa smaku tych serów. Część pływa jeszcze w solance.

Smaki

Czy dzisiaj będzie o zupie?                                 o takiej zwykłej botwince zerwanej o poranku w warzywniaku?

Dzień jak co dzień

Na wsi zawsze się coś dzieje, tak jak filmie Jakimowskiego "Sztuczki". Wieczorem wracamy  z Wojtkiem od Janusza i Hedi, a tu na drodze taka sytuacja.

Skąd ta cała nienawiść?

Dzisiejsza notka  nie będzie wakacyjnym wpisem. Nie, nie, nic złego się nie wydarzyło, ot takie szukanie odpowiedzi na pytania, które od czasu do czasu do mnie wracają. A wracają wtedy, kiedy przeczytam coś w internecie, a dokładniej komentarze umieszczane pod artykułami  czy zdjęciami  kogoś znanego.

Poniedziałkowy poranek

Weekendy w domu pod bocianem przeznaczone są dla gości, tak też było  wczoraj. Tak też będzie w nadchodzący weekend. I tu są w nas takie dwie sprzeczności, bo  wyprowadziliśmy się na Warmię na koniec świata z dala od ludzi i zgiełku miasta, a z drugiej strony lubimy ludzi, lubimy z nimi rozmawiać i lubimy kiedy nas odwiedzają.

Moje pierwsze sery domowe

Zacznę od tego, że uwielbiam  sery. Już samo kosztowanie, odkrywanie nowych smaków daje mi ogromną przyjemność. Tego rozkoszowania się smakiem serów  nauczył mnie  Jacek Walkiewicz, człowiek którego nie znam osobiście.

Dzień niespodzianek

Dzisiaj same dobre nowiny, i ani jednej złej :-) Pierwsza niespodzianka. O poranku, o bardzo nieprzyzwoitej godzinie, o takiej kiedy to ja jeszcze smacznie śpię , zaś Wojtek jest już po kawie, Kot Bob  przyszedł pod sam dom.

Bobrownia i jej mieszkańcy

Praca skończona, ale nie jestem z niej zadowolona. Niby robiłam tymi samymi preparatami co Maryjki i Ikony, starałam się bardzo. Nie wyszło, nie udało się. Plastry drewna puszczały soki, zabarwiały białą kartkę. Te na zdjęciu, to dwie najlepsze prace, tym złych nie sfotografowałam, żeby się nie wpaść w jeszcze większą depresję.

Zupa z cieciorką

Teoretycznie nie pracuję zawodowo, więc powinnam mieć  więcej wolnego czasu, lecz bywa z tym różnie. Czasami jest taki natłok rzeczy do wykonania i co wtedy? I wtedy brakuje mi go na gotowanie.

Wina i nalewki

Proszę wycieczki

Proszę wycieczki, proszę  teraz o chwilkę uwagi. Proszę schować do torebek cukierki, paluszki i batoniki, nie wyrzucać papierków gdzie popadnie. Jeśli ktoś potrzebuje do toalety, proszę teraz, bo później nie będzie gdzie :-)

Post kombinowany :-)

Wczoraj przez krótki moment pomyślałam, że pęknę, że nie dam rady przygotować jakiegokolwiek posta na dzisiejszy poranek. Po całodniowej wycieczce, najzwyklej na świecie mi się nie chciało. Grażyna obiecywałaś sobie przez miesiąc  codziennie publikować posta, czym samym ucząc się systematyczności- karciłam siebie w duchu. Kombinuj dziewczyno, bo przegrasz z sama z sobą.

Syrop z kwiatów czarnego bzu i czerwonej koniczyny

Przepisów na syrop z kwiatów czarnego bzu i czerwonej koniczyny jest bardzo dużo. Każda osoba umieszczająca przepis  uważa, że jego jest najlepszy :-). Syropy robiłam pierwszy raz i dlatego wypośrodkowałam przepisy innych.  Nie twierdzę, że zrobiłam najlepiej :-)

A deszcz i wiatr nie ustępował

Końcówka czerwca nie jest dla nas łaskawa. Pada deszcz i wieje dość silny wiatr. Wczorajsza pogoda wprowadziła mnie w nostalgiczny nastrój. Dnia 23 czerwca  zeszłego roku ruszył remont naszego wymarzonego domu na wsi. Pogoda była podobna, początek czerwca upały, początek lipca monsunowe deszcze i wiatry, a my w namiocie na górce.

Kot Bob i rezydenci

Pisałam wam już o Bobie, nowym kocie, który pojawił się w domu pod bocianem. Przychodzi codziennie, coraz odważniej podchodzi pod dom. Obawia się jedynie Kudła. Kiedy Bob go zobaczy ucieka gdzie pieprz rośnie.

Na rozstajach dróg

Odkąd moja prawa ręka zaniemogła wróciłam po rozum do głowy.  Człowiek nie  żyje tylko po to aby remontować i uprawiać warzywniak. Cieszy mnie bardzo nasz warzywniak, ale jeśli zachoruję, to nawet ekologiczne warzywa nie pomogą. Wiem, wiem, mówiłyście, no ale człek ze mnie uparty, uczący się na własnych błędach, a nie na cudzych.

Pod niebem Toskanii

Nie, to nie Toskania :-) to jedna z dróg, która prowadzi  ze wsi do naszego domu na koloni. Droga wije się jak wstążka pomiędzy położonymi na pagórkach uprawnymi polami. Część tej pięknej drogi wyłożona jest brukiem. Moim samochodem przejezdna jest w upalne bezdeszczowe lato. Jesienią czy też zimą sprosta jej tylko auto terenowe lub traktor.

Sałatka z awokado i suszonymi pomidorami

Lubię fotografować swoje codzienne życie, a ponieważ prawa ręka w dalszym ciągu nie jest sprawna mam więcej czasu na pstrykanie. Gotowanie towarzyszy kobiecie od zawsze. Kiedy mieszkałam jeszcze z rodzicami, gotowała moja mama. To był luksus, wracało się z pracy a obiad był już ugotowany. Potem wyprowadziłam się do samodzielnego mieszkania i wpadłam w wir pracy zawodowej. Posiłki robiłam na szybko, bywało, że z półproduktów.

Małe miasteczka i jego dni

Każde miasteczko ma swoje dni, miało też i nasze. Dobrych kilka lat temu w trójmieście, uczęszczałam na tego typu imprezy. Chyba najmilej wspominam koncert zespołu Dżem w 2007r. na dni Pruszcza Gdańskiego.

Zwierzęta na sobotnim spacerze i kolejna bida

Znudziło Wam się nasze podwórko? Jeśli nie, to zapraszam do oglądania. Zdjęcia z porannego sobotniego wybiegu  naszych kotów i psa.

Smalec z fasoli i gość w domu

Jakiś czas temu organizowaliśmy ognisko. Joanna z drugiego krańca naszej wsi, jak określiła ją jej córka - czarodziejka w kuchni, przyniosła parę swoich specjałów. Kiedy posmarowałam chleb smalcem nawet do głowy mi nie przyszło, że jest on z fasoli.

Konfitura z truskawek i kwiatów czarnego bzu

Fajny film widziałam

Ostatnio udało nam się zobaczyć dwa  filmy, o których chciałabym wam opowiedzieć. Pierwszy z nich oglądałam przedwczoraj - "Bractwo Bang Bang". Film na faktach autentycznych, historia czterech fotografów wojennych.  Fotografia jest moją największą pasją, niestety lekko przykurzoną z powodu życiowych zmian. Film warty zobaczenia nie tylko dla  ludzi robiących zdjęcia.

Zakop

Napisał do nas Pan Tomasz, wnuk starszej Pani, która sprzedała nam dom. Pozwalam sobie zacytować z drobnymi skrótami:

Ciasto ze słonecznikiem i dżemem z cukinii

Codzienność

O poranku, jeszcze w koszuli nocnej, z kubkiem czarnej kawy siadam na schodach domu. Lubię te moje poranki. Bez pośpiechu, ponaglań, obowiązków.  Wczoraj byliśmy na wycieczce po okolicy, ale ja gapa nie sprawdziłam, że aparat nie ma karty pamięci.

Leśne stawy

Rok temu z powodu remontu nie mieliśmy czasu ani ochoty aby pozwiedzać okolicę, a jest ona naprawdę przepiękna. Wiele rejonów w Polsce zwiedziłem, ale Natangia, lub jak kto woli północna Warmia, jest unikatowa.

Podwórko

Od czasu do czasu Wojtek podpytuję się mnie czy obraziłam się na bloga. Nie, odpowiadam, pochłonęli mnie realni ludzie i Warmia. Co jakiś czas odwiedzają nas Dorota z Jurkiem. Chcąc ich zachęcić to tego skrawka pięknej ziemi jeździmy na wycieczki po okolicy.

Dziś szlifowałem stare deski.

Drzewa z których je zrobiono sadzono w epoce napoleońskiej albo wcześniej. Ścięto je w latach trzydziestych zeszłego wieku, zbudowano z nich stodołę. Palone słońcem, spłukiwane deszcze, zmrażane w zimie, przetrwały prawie sto lat, aż zburzono starą stodołę.

Rok oczami Graszki

Wczoraj Wojtek napisał wpis rocznicowy. Tak, pod tym względem z Wojtkiem dobraliśmy się idealnie, oboje jesteśmy bardzo refleksyjni. Lubimy patrzeć w przeszłość, oceniać czas miniony.

Rok

Za parę dni minie rok odkąd mieszkamy na stałe w naszym siedlisku. Graszka zakotwiczyła tu 4 czerwca, ja zaś tydzień później. Skłania to nas do podsumowań. Ile udało się osiągnąć, gdzie polegliśmy, oraz do odpowiedzi na najważniejsze pytanie: czy to był słuszny krok – porzucenie wielkiego miasta i zamieszkanie na wsi, na krańcu świata.

Koty w ogrodzie i nie tylko

Od jakiegoś czasu wypuszczamy nasze koty. Najodważniejsza Księżniczka Ruru zwana Haną zaczęła sama sobie otwierać drzwi, tą ciekawość świata zapewne ma po swojej matce chrzestnej :-) Potem był Kiler. Kilerowi wolności pozazdrościła Księżniczka Mimi.  Dzisiaj Franciszka zapragnęła zobaczyć jak jest poza domem.

Z lotu ptaka

Rozważam zamknięcie bloga, ale zanim decyzje zapadną, wiedząc że wszyscy nasi znajomi nie mają konto na FB Dom pod bocianem z lotu ptaka. Dopiero teraz gdy zobaczyłam to z innej perspektywy, widzę jak duży jest nasz warzywniak. Tak, jestem z siebie dumna :-) Sławku dziękuję Miłego oglądania https://www.youtube.com/watch?v=rW2F8E4-BBA

Tydzień miniony

W minionym tygodniu wydarzyło się bardzo dużo rzeczy pozytywnych, może dlatego umknął mi tak szybko. W środę zostałam zaproszona do górowskiego przedszkola. Dlaczego przedszkole zapytacie, ano pani przedszkolanka powiedziała, że wiele znanych i cenionych ludzi w miasteczku czytało dzieciom książki,  były też w bibliotekach, ale nie miały okazji jeszcze poznać bezpośrednio autora jakiejkolwiek książki.

Anioł Gabriel

Miałam dzisiaj napisać o wizycie w przedszkolu, o uprzejmości pana Szymona ze składu budowlanego i pani Justynie ze sklepu spożywczego, ale to będzie innym razem.

Czas słońca, kwiatów i wody

Piękny się zrobił świat zewnętrzny, tak piękny, że aż bolą oczy od patrzenia. Siedlisko zaliściło i zakwieciło się, wygląda jak tropikalna wyspa pośród pofalowanego natangijskiego oceanu. Królują wszelkie odmiany młodej, jasnej zieleni, obficie skropionej żółcią, czerwienią i kredowo białą bielą. Kontrastuje z tym rozpasaniem chromatycznym niebieska kopuła, tylko czasami upstrzona kłębuszkami waty.

Majowy dom pod bocianem - z porannego spaceru

Widok z ganku na podwórko

Tak chciałam żyć i tak żyję

Agnieszka przywitała nas na podwórku. Niewysoka, szczupła kobieta w średnim wieku, o pięknych kruczoczarnych włosach. Chwilę staliśmy przed domem czekając na jej męża. - Dom jest w remoncie, także się nie przestraszcie - powiedziała kiedy przywitaliśmy się z Przemkiem i wchodziliśmy do środka.

Dziwaki

Rodowitym mieszkańcom wsi trudno jest zrozumieć tych, którzy porzucają wygodne życie w wielkich miastach i osiadają na wsi. Zwą ich aliantami, warszawiakami, niejednokrotnie dziwakami. No bo jakże to tak, porzucić super posadę w korporacji, sprzedać wypasione mieszkanie, zrezygnować z miejskich rozrywek, jednym słowem zrezygnować z wygodnego życia. Przecież od zawsze uciekało się ze wsi do miasta.

Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las

Obok naszego domu wznosi się niewielka górka. To na niej rok temu, jak zaczynał się remont, rozbiliśmy nasz obóz. Rozciąga się z niej przepiękny widok na okolice. Pagórki, stawy, siedliska i górowski las, zza którego wystają wieże kościoła i cerkwi. Niestety patrząc z okien domu owa górka zasłania nam widok. Postanowiliśmy więc ją zalesić.

Goście

Mieliśmy dzisiaj gości z Trójmiasta, którzy szukają tutaj domu weekendowego. Na krótką chwilę wróciliśmy do wspomnień z zeszłego roku, do mieszkania w namiocie na górce, a później w stodole. Fajnie  się wspomina ale nie chciałabym przeżywać tego ponownie.

Czyn społeczny

Zapewne jesteście ciekawi kto przybył na mój apel. Życie stale mnie zaskakuje i dobrze. Gdzieś w skrytości ducha liczyłam, że przybędą znajomi, którzy spędzili u nas beztroskie dni. Pomyliłam się.

To był dobry dzień

Dzisiaj dla psychicznej równowagi napiszę  o małych i większych radościach, które mnie spotkały. Wojtek stara się jak może, żeby mój nastrój po utracie Edwarda wrócił do normy. Skończył stronę, o którą prosiłam od dawna . Tutaj można ją zobaczyć 

Żegnaj Edwardzie

To nie był zwykły kogut, to był Edward. Opiekowałam się nim przez rok. To ja wysprzątałam i poprawiłam mu kurnik, bo broczył w gównie. Uporządkowanie  kurnika, który przez lata nie był sprzątany nie należało do przyjemności, ale zrobiłam to bo nie tylko człowiek powinien godnie żyć.

Łbem w ścianę

Podczas pracy z Mateuszem opowiedziałam mu o kłopotach z rozbiórka walącej się starej stodoły. Najpierw musieliśmy poczekać na przypływ gotówki. Gdy mieliśmy już środki, pracownicy, którzy podjęli się jej rozbiórki nie pojawili się. Teraz po fakcie, wiem, że nie powinnam z nim o tym rozmawiać, niechby stała sobie dalej, aż mocniejszy wiatr dokończyłby jej żywota.

Jestem ogrodomanką

Przy wjeździe na naszą posesję rośnie posadzone  przez męża starszej pani drzewo owocowe . Widzę je z okna naszej jadalni. Kiedy siadamy do posiłków  lubię na nie patrzeć. Wystarczyło dwa dni ciepła, a ono mieni się pięknymi kolorami jasnego różu. Kwitnące drzewa i krzewy to coś na co mogłabym patrzeć godzinami. Tak, ta wiosna która już dawno zagościła w Gdańsku, dopiero teraz dotarła do nas.

Przemyślenia przy kawie

Są ludzie, którzy jak ryba w wodzie czują się na scenie, których wystąpienia, prelekcje nie stresują. Ja do nich nie należę. Jednak mimo ogromnego stresu i wczorajszych łez wzruszenia, których nie potrafiłam powstrzymać, myślę sobie, że jestem szczęśliwą kobietą, że dane mi było to wszystko przeżyć, bo nade wszystko kocham smakować życie, a ono przecież serwuje różne dawki emocji.

To był dobry dzień.

To był dobry dzień. Mimo zmęczenia jestem z niego zadowolona. Janusz, którego poznaliśmy jakiś czas temu, pomógł nam załatwić pracownika.  Wojtek pojechał po niego o 8 rano do miasteczka. Rozmawiałam z nim dziesięć minut, i tyle mi wystarczyło, żeby stwierdzić, że to pracowity i wartościowy człowiek.

Dla Hany :-)

Właściwie nie powinnam pokazywać to co tworzę gdzieś  pomiędzy ogarnianiem warzywniaka a tworzeniem sadu, ale obiecałam Hanie.

Czas sadzenia

Dzisiaj podczas śniadania rozmawialiśmy z Wojtkiem na temat ziemi i jej zagospodarowywania. - Kopiesz się z tirem, chcesz koniecznie go przestawić, i złościsz się, że on ani drgnie. No tak, po raz kolejny doprowadziłam się do takiego stanu, że płaczę ze zmęczenia i niemocy.

Henryk i Hanna

Wczoraj o poranku pojechałam na ryneczek. Kupiłam parę drzewek owocowych. Jabłonie, grusze i jedną czereśnie, dwa krzaczki agrestu. I kiedy już za nie zapłaciłam, zobaczyłam dwa niewielkie krzaczki bzu.

Lepsze zdjęcie

Od jakiegoś czasu wierciły mój brzuch. Podchodziły do tarczycy delikatnie ją dusząc . Intuicja? Jest niezawodna, przed godziną zero zawsze daje o sobie znać. Wydawało mi się, ze jak przeprowadzę się na wieś, zapomnę, zakopię, nie pozwolę aby to co złe, to co spotkało mnie w wielkim mieście  zdominowały mój spokój.

Joanna i Krystyna

Na początku mojej znajomości z Joannę z drugiego krańca naszej wsi, Wojtek podał jej adres naszego bloga. Byłam na niego za to zła i jak on to nazywa - ciosałam mu kołki na głowie. Tak ciosałam, i to okrutnie, bo mimo mojej dziecięcej szczerości, pamiętając sprawę z donosem, wolałam być anonimowa. Podczas kolejnego spotkania Joanna powiedziała - pisz o marzeniach, a my będziemy je spełniać. Potraktowałam to jako żart i roześmiałam się.

Życzenia świąteczne !

W końcu przestało padać. Patrzę na mój ulubiony widok za oknem i czekam na przyjazd syna. Wyciągam aparat i pstrykam kilka zdjęć. To pierwsze Święta Wielkanocne w domu pod bocianem.

To był piękny czas

Z kubkiem  czarnej kawy zasiadłam w fotelu. Wzrokiem ogarniam wysprzątane wnętrze, patrzę na wstawiane do  niebieskiego dzbanku tulipany, w końcu mój wzrok kieruję na widok za oknem.

Recenzja

Od kilku dni zabieram się za napisanie posta, ale najpierw było  sadzenie lawendy, potem sprzątanie domu na przyjazd ważnych gości, aż w końcu  sami goście. Dzisiaj też nie będzie moich przemyśleń, dzisiaj będzie recenzja książki, którą można przeczytać tutaj Nie spodziewałam się, może dlatego taka niesamowita radość i szklące oczy.

Ordnung ist des Hauses Zierde - S02E01

W jeden z ostatnich dni marcowych, jak co roku, w posadowionym na elektrycznym słupie gnieździe, wylądował zmęczony długą drogą bocian Jan. Prawie dwa miesiące leciał z odległego ciepłego kraju, królestwa słońca i obfitości pożywienia.

O książce słów kilka

Nie miało być dzisiaj wpisu, bo... no właśnie, bo co? Bo jestem zmęczona sadzeniem drzew, bo bolą mnie wszystkie mięśnie jakby ktoś obił mnie kijem bejsbolowym. Dołożyłam sobie też nieprzespaną nocą, bo tak bardzo żyje moim ogrodem, że w nocy rozmyślam gdzie co posadzić, jak zarobić pieniądze na zakup drzew.

I w końcu do mnie dotarło

Wczoraj, kiedy leżałam w wannie próbując zmyć zmęczenie fizyczne, zadzwoniła Gabrysia z życzeniami imieninowymi. Rozmawiałyśmy dopóki woda w wannie nie wystygła :-) To miłe z jej strony, że zawsze pamięta, tak samo jak moja Honia. Ja sama niestety nie zapamiętuję dat i zdarza mi się bardzo często nie zadzwonić z życzeniami.

Dzień się budzi

Miłego dnia :-) 

Dzień bociana

Jest taki dzień kiedy przylatuje bocian. Jest taki dzień. Choć nic nie zapowiadało. Rano było zimno i mgliście. Kolejny przedwiosenny dzień, pomyślałem. Koło dziesiątej wyszedłem z domu i odruchowo spojrzałem na gniazdo.

Dzieje się coraz bardziej!

Zaczął się czas, że trudno o jakiś sensowny długi wpis na bloga. Po prostu się dzieje i co najważniejsze widać włożoną pracę a to powoduje,że i zmęczenie mija.

Zaczyna się dziać

Tak było jak przyjechaliśmy po raz pierwszy:

O sukcesach

Ostatnio było o moich życiowych porażkach, dzisiaj będzie o sukcesach, ale zanim o nich napiszę chciałam zachęcić was do spisywania swoich myśli, to naprawdę pomaga poukładać sobie w głowie.

Dusza mnie boli

Tak z Wojtkiem nazywamy stan melancholijny, a to za sprawą szczypty zazdrości, która zakradła się wczoraj do mej duszy. Zazdrość nie jest piękną cechą, nie powinnam chyba nawet o tym pisać, ale ja siebie znam. Jeśli tego co mnie boli nie  nie przeleję na papier, to będzie drążyć mnie jak kropla wody skałę.

Wojtek (znaczy Bogumił) pisze

bo Grażyna postanowiła popracować fizycznie. Książka "Dom pod bocianem" zawiera trochę czarno białych zdjęć, nie oddają one jednak tego czym żyliśmy przez ostatni rok. Postanowiłem wiec jako uzupełnienie książki udostępnić galerię zdjęć. Zapraszam do oglądania (kliknij)

Zamówienie

Deska miała być "podziobana" jak ta z ptaszkami. Miały być na niej kwiaty, ale nie róże, najlepiej żółte. Ma zawisnąć na wąskiej ścianie, pomiędzy dwoma oknami. Tyle miałam informacji

Ta Ania

Studiuje na Politechnice, dwa razy w tygodniu chodzi na chór, a jeszcze wcześniej była wolontariuszką  w Ośrodku dla osób niepełnosprawnych. A jaka jest? Rozmowna, miła i taka normalna. To, że studiuje ma mniejsze dla mnie znaczenie niż to, że była wolontariuszką.  Nie pytajcie dlaczego tak. Nie wiem, tak po prostu czuję.

Goście

Pół nocy walczyłam z demonami, jak ta Barbara z serialu Noce i Dnie. Poszłam wczoraj z łopatą i grabiami na drogę dojazdową. Drogę po babsku nareperowałam, bark dostał w kość i przemówił tępym bólem. Teraz jak ktoś mi ją zepsuje dostanie tymi grabiami po plecach.

Starość nie musi być smutna i zgorzkniała

Rzadko mi się zdarza siedzieć nad otwartym laptopem, zamykać go, ponownie otwierać i nic nie napisać. Za dużo myśli latających po głowie po spędzonym w Barce przedpołudniem, a jak chce się dużo opowiedzieć to nie wiadomo od czego zacząć.

Pan Duda

Przed jedenastą pomknęłam żabką do miasta. Najpierw zawitałam do Barki, bo z okazji Dnia Kobiet bardzo dużo się tam działo. Rozpromieniona, pełna pozytywnych emocji po występach podopiecznych udałam się do gminy w sprawie naprawy drogi. O tym co  zobaczyłam w Barce, napiszę następnym razem.

Droga ma smak gorzko słodki

Po tym jak zakopaliśmy się prawie na własnym podjeździe, wyciągnięta traktorem, przez uczynnego sąsiada, moja wysłużona żabka stanęła na polu przy drodze i cierpliwie czekała na ten czas. Ten czas nastał dzisiaj, pusta lodówka, brak chleba na śniadanie tudzież drożdży do jego upieczenia, zmobilizowały mnie do wybrania się do miasta.

Rok

14 marca minie rok, kiedy zobaczyliśmy miejsce, które stało się naszym domem. Doskonale pamiętam ten dzień. Wiał silny wiatr, wszędzie było szaro i mokro. W obejściu stały pordzewiałe stare maszyny. Polska rozpierducha- taka była pierwsza myśl.

Stan przejściowy

- To jest stan przejściowy- powiedziałam wczorajszego wieczora bardziej do siebie aniżeli do Bogumiła , kiedy zasiedliśmy do oglądania filmu. Na przekór złym wiadomością płynącym z trójmiasta, chcąc wykrzesać z siebie pozytywne emocje i powstrzymać łzy cieknące ciurkiem jakby ktoś tam na górze odkręcił kran, będę pisała o samych pozytywnych rzeczach.

Dziewczynki

Gdyby czasami ktoś  podsłuchał nasze rozmowy, pomyślałby, że w domu są małe dzieci. - Gdzie są dziewczynki? - pyta czasami Bogumił - Poszły do sypialni, albo są w łazience -odpowiadam Czasami dziewczynki trzeba uspokoić, bo   rozrabiają jak pijane zające. O kim mowa?

W pracowni pod bocianem

Powstają różne rzeczy. Zapraszam do środka:

Krótka opowieść o deskach świerkowych

Bogumił pisze Kiedy tamtego marcowego ranka 1858 roku, w lesie Iławskim, nieopodal leśniczówki Stablack, młodszy leśniczy Johannes Muller z pieczołowitością okopywał sadzonkę świerku, nie mógł przewidzieć jakie będą losy tego drzewa kiedy nadejdzie jego, to znaczy drzewa, koniec. Mógł jedynie domyślać się, że za kilkadziesiąt lat inny leśniczy z prusko-wchodniego okręgu Preußisch Eylau, zetnie je i powstaną z niego wspaniałe deski. I tak też się stało.

Praca wre!

Honia, kiedy było strasznie dużo pracy do wykonania, mówiła, że nie ma czasu aby taczkę załadować. Tak jest teraz ze mną, nie wiem gdzie najpierw ręce włożyć.   Jedynie świadomość tego, że czekacie na  nowiny z domu pod bocianem, mobilizuje mnie do pisania.

Pierwszy raz

Siedzieliśmy z Joanną w jadalni.  Z emfazą opowiadałam coś na temat swojego życia, coś co mimo pięćdziesięciu lat, robię po raz pierwszy. - Powinnaś zapisywać te swoje pierwsze razy - powiedziała.

Gdybym mogła spełnić jedno marzenie

Gdybym miała taką moc sprawczą, taką siłę, chciałabym spełnić jedno marzenie.  Jedno wielkie marzenie, przy którym moje o ogrodzie, o domu na wsi wydają się błahe i mało istotne.

Mila i jej syn Wojtek

Wspomniałam wczoraj, że napiszę o pewnej Szkotce mieszkające w Polsce. Jestem nią zachwycona. Jednak nałożony plan na dzisiejszy dzień mam dość napięty, dlatego niech  zdjęcia przemówią :-) Jest dla mnie ogromną pięknością, dlatego też nie mogłam zdecydować się na jedno zdjęcie.

Żyć nie umierać

Postanowiliśmy wraz z Bogumiłem, że niedziela jest dniem odpoczynkowym. Skoro odpoczynkowym, to kawa pita w łóżku i totalne leniuchowanie. A tak na poważnie, od wczorajszego popołudnia drąży mnie jakiś wirus, dlatego poranek spędziłam w łóżku. Po raz pierwszy z tego powodu nie mam wyrzutów sumienia, wszak bywają takie dni, że człowiek czuje się gorzej i właśnie wtedy trzeba być dla siebie dobrym.

Refleksje przy kawie

Jakiś czas temu, całkiem przypadkiem, trafiłam na YouTube na kanał Łukasza pt "20m2". Kim jest Łukasz? To młody  człowiek, z głową pełną pomysłów i z marzeniem o własnym programie w telewizji.

Magnolia

Zima wróciła, jeszcze większa niż na początku roku. Od rana sypie śniegiem i wieje. Na przekór zimie napiszę o wiośnie, na którą czekam z utęsknieniem. Pominę nawet małe smuteczki które zagościły ponownie w domu pod bocianem.

Jestem coraz bliżej

Jeszcze nie tak dawno temu myślałam o zamknięciu tego  bloga, a teraz o tylu rzeczach chcę wam opowiedzieć. Jeśli coś odłożę na później, to inne wydarzenia przyćmią bieżące.

Poczytaj mi mamo

W domu pod bocianem, nawet koty czytają książki :-) Były szkieletor teraz Księżniczka Mimi w roli głównej

Dwie nowiny, pierwsza dobra, druga...

Na początku tygodnia przyjechał do nas na motocyklu nasz przyjaciel. Po obiedzie, popijając herbatę zapytałam go o pojazd, którym przyjechał. - Wiesz, dla mnie jazda na motocyklu to jak terapia u psychologa - odparł. Nie zaskoczył mnie odpowiedzią, bo ja sama wybieram się na taką terapię malując szkatułki czy też stare deski.

Fotograficznie

Dzisiaj będzie fotograficznie, bo ręce ciągną mnie do malowania. Wczoraj o poranku wyszłam na spacer. O tak, zarzuciłam kurtkę od brata i poszłam z Kudłem w pola szukać wiosny. Już idzie, ja już ją czuję. Dzisiaj zrobiłam zdjęcia członkom naszej rodziny

Takie życie

Przeprowadzając się na wieś zmieniłam przyzwyczajenia. Z pięciu kaw pitych w dużych kubkach przeszłam na jedną, pitą o poranku, jeszcze w koszuli nocnej. W ciągu dnia piję herbatę zieloną. Na zakupy do miasta wybieram się góra dwa razy w miesiącu. Zimowe dni upływają leniwie, bez pośpiechu i tak jakoś melancholijnie.

O tworzeniu

Miało być o demonach, albo o dołach w które czasami wpadam. Przegadałam z Beatą z Pupek, która jest psychologiem wiele godzin (dziękuje Beato, że mogę zawsze do Ciebie zadzwonić). Dotarłam do przyczyn, ale dzisiaj nie będzie wynurzeń. Bo dzisiaj będzie o tworzeniu, które bardzo mi pomaga się wyciszyć.

Zima w siedlisku albo siedlisko w zimie

Namolny pęcherz wyrywa mnie z fantastycznego, kolorowego snuj, a było już tak blisko, prawie uratowałem planetę Ziemię przed atakiem mutantów. Ciemno i zimno, nie chce się wystawić kikutów poza ciepłą puchową kołdrę. - Czy ja zabiłem własną matkę? - wymawiam zaklęcie, które zawsze pomaga przespać jeszcze choć parę minut. - W grobie będziesz sobie spał, po wieki wieków – rechocze pęcherz.

Wszystko ma swój czas

Kiedy wczesnym  latem 2016 roku ekipa Adama rozpoczynała demolkę na strychu, wiedziałam już że wszystko co stare, co związane jest z domem pod bocianem, jest dla nas ważne. Nawet takie rzeczy bez jakiejkolwiek wartości.

A gdyby tak Bogumile konie?

Kobieta jednak zmienną jest, miało być o Bogumiłowej książce, będzie o znajomych. Ponieważ nasi przyjaciele którzy porzucili miasto dla wsi mieszkali blisko Pupek, tam też zaczęliśmy pierwsze poszukiwania. Pupki i ich okolice to zagłębie artystów: Lawendowe Pole, Teatr Węgajty i wiele innych pozytywnie zakręconych ludzi.

Umrzeć...

Umrzeć - tego nie robi się kotu Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu....... Wisława Szymborska Umrzeć- tego nie robi się czytelnikowi Bo co ma począć czytelnik kiedy blog umiera? Graszka Graszkowska