Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2025

Śnieg przykrył brudy, ale nie weto

  Spadł śnieg. Taki miękki i biały, że aż chce się przymknąć oczy — i zatrzymać w sobie widok naszego  ogrodu, spokojnego i cichego, przykrytego puchatym dywanem. W tej bieli wszystko wydaje się lżejsze, prostsze, spokojniejsze. Mogłabym patrzeć tak godzinami i zapomnieć o hałasie świata. Jednak,  czasem — zaczyna kusić ciekawość, żeby zerknąć, co dzieje się poza naszą  małą republiką. I wtedy wystarczy jedno spojrzenie na ekran — i znów się zaczęło. Znowu wyskoczył królik z kapelusza, i znowu ktoś machnął papierami: „weto”. Nie, nie jakieś drobne weto, ale takie które potrafi  przyćmić  poczucie sprawiedliwości.

Kiedy milczenie staje się zgodą na zło

  „O narracjach, które mogą nas drogo kosztować” Czy znacie narrację Ewy Zajączkowskiej-Hernik dotyczącą wojny w Ukrainie? To głos, który przebija się coraz głośniej: nie angażować się, nie drażnić Putina, najpierw patrzeć „na interes Polski”. W jej wypowiedziach powraca wciąż ten sam motyw — że pomoc Ukrainie jest przesadzona, że powinniśmy trzymać dystans, że to wszystko „nie nasza wojna”. Ta narracja staje się dziś coraz popularniejsza. W komentarzach pod jej filmami widać, jak wiele osób powtarza ją jak mantrę. I nie chodzi nawet o racjonalny sceptycyzm, tylko o przekonanie, że wystarczy odwrócić wzrok, by wojna przestała nas dotyczyć. Jakby Putin potrzebował naszej zgody, a nie słabości. Tymczasem kilka dni temu usłyszałam w Parlamencie Europejskim zdanie, które wybrzmiało jak zimny, potrzebny prysznic. Joanna Scheuring-Wielgus powiedziała:

Fakty kontra teatr emocji — komentarze Agnieszki Wojciechowskiej van Heukelom wobec Czarzastego

 Niedzielny poranek. Za oknem wciąż ciemno, wiatr szarpie gałęzie, a ja włączam komputer bez żadnego planu. Bo ja naprawdę planów nie mam. Tematy same przychodzą — coś mignie w sieci, coś mnie zdziwi, czasem rozśmieszy, czasem oburzy, i nagle wiem: „to warto sprawdzić”. Ostatnio padło na Włodzimierza Czarzastego. Człowieka mi zupełnie obcego, więc łatwiej o nim pisać — bez sympatii, bez antypatii, z dystansu. Zajrzałam do źródeł, przeczytałam, co mu się zarzuca, jakie decyzje podjął i co ludzie o tym myślą. I wtedy trafiłam na profil pani Agnieszki Wojciechowskiej van Heukelom. Pani Agnieszka ma dar: pisze ostro, z przytupem i przyklejoną do każdego zdania pogardą. „Stary komuch”, „zaleczony alkoholik”, „traktuje innych jak nałogowców”, „afera, ktoś nie przeżył” — i tak w kółko, z komentarzami, które zamiast tłumaczyć, jedynie podkręcają emocje.

Zimowy poranek, dwie sarny i telewizja Republika, która robi ludziom wodę z mózgu

 Zimowy poranek na Warmii potrafi zatrzymać człowieka w pół kroku. Świat przykryty białą kołdrą. Widok z okna mojej pracowni zachwyca. W ogrodzie znowu te same dwie sarny. Przychodzą jak na umówione spotkanie, skubiąc ostatnie zielone listki wierzb, jakby nie było na świecie ani polityki, ani gniewu, ani propagandy. Przez chwilę patrzę na nie i myślę, że tak mogłoby wyglądać życie: proste, ciche, naturalne. Ale wystarczy kliknąć w wyszukiwarkę — i ten poranny spokój pęka jak cienka skorupka lodu pod butem. Dzisiaj wpisałam: Telewizja Republika . Pierwsze, co mi się wyświetla — „wydanie specjalne o wysadzeniu torów”. W studiu trójka ekspertów, nazwiska wypowiedziane z wielkim przekonaniem, choć nic mi nie mówiły. Prowadzący: pan Michał Rachoń. 

Nawrocki i półprawdy, które podsycają gniew

  Leżałam wieczorem w łóżku, przeglądałam internet, jak to się robi między wypiciem melisy a gaszeniem lampki nocnej. I trafiłam na wypowiedź prezydenta Karola Nawrockiego — tak mocną, że aż mnie podniosło do pozycji siedzącej. Jego rzecznik opublikował słowa, które brzmiały jak polityczny werbel: „Prezydent RP Karol Nawrocki oczekuje od polskiego rządu, żeby zażądał zwrotu, w ostateczności wykupił wszystkie pamiątki po Ofiarach zbrodni niemieckich na ziemiach polskich, a koszt tego przedsięwzięcia doliczył do ogólnego rachunku reparacyjnego.”

"Dom dobry "- o filmie

  Są takie filmy, o których mówi cała Polska. Wystarczy otworzyć internet, żeby zobaczyć dziesiątki opinii, dyskusji, sporów. Tak jest dziś z „Domem dobrym” Smarzowskiego. I choć tego filmu nie widziałam, to jednak postanowiła wyrazić swoje zdanie.  Chciałam iść do kina. Byłam już prawie gotowa zamówić bilet, kiedy trafiłam na krótką wypowiedź psychologa. Powiedział dokładnie to, co czasem przemyka nam przez głowę, ale rzadko wypowiadamy na głos: że jeżeli ktoś ma za sobą doświadczenia przemocy albo bardzo głębokie rany emocjonalne , to nie ma obowiązku wkładać palca w to miejsce jeszcze raz. Że nie każdy film jest dla każdego. Że czasem odwaga polega na tym, żeby odpuścić — a nie na tym, by sobie coś udowadniać. Ta myśl mnie zatrzymała.

Jak zostałam kurwą (przepraszam za dosadny tytuł )

 Dopadła mnie angina. Odebrała mi na początku mowę, a przez wysoką temperaturę także jasność myślenia. Antybiotyki zadziałały — będę żyła. Jest lepiej. Ci, którzy mnie śledzą, wiedzą, że od zawsze lubiłam pisać. Psychologia towarzyszy mi od siedmiu lat, odkąd doszłam do wniosku, że jeśli nie poznam własnych mechanizmów, będę obwiniać cały świat — i wszystkich napotkanych ludzi — za swoje niepowodzenia i frustracje. Dopiero kiedy zaczęłam je rozumieć, mogłam spojrzeć na siebie i swoje reakcje bez poczucia winy wobec innych. Zrozumiałam siebie. Przestałam drążyć — wiem już wystarczająco. Trzeba iść dalej. Ale nie o tym chciałam. Leżąc tak, przeglądałam Facebooka. Konto mam od niedawna. Założyłam je z bardzo egoistycznego powodu — żeby moje felietony nie zostawały wyłącznie w mojej głowie, ale szły szerzej. Algorytmy szybko wyczuły, co czytam i o czym piszę, więc zaczęły podsuwać mi różne wątki.

„Po pierwsze Polska? Po pierwsze człowiek.”

 Wróciłam z Gdańska do naszej Republiki tuż przed 11 listopada. Spacerując po mieście, po raz pierwszy od dawna przyjrzałam się mu tak naprawdę – z dystansem i zachwytem. Kiedy wraca się do Gdańska po dłuższej nieobecności, widać wyraźnie, jak bardzo to europejskie, otwarte miasto. Tętni historią, ale oddycha współczesnością.  A potem przyszedł dzień, w którym cała Polska świętowała. Nie pisałam o święcie. Chciałam się po prostu przyjrzeć. Z boku. Jak obchodzimy ten dzień, co mówimy, co śpiewamy, jak wyglądają nasze wspólne święta.

Pierwsza Dama - moimi oczami

Przez przypadek trafiłam na wypowiedź Manueli Gretkowskiej o Pierwszej Damie. Mocną, jak to u niej. Napisała, że Marta Nawrocka wygląda sympatycznie, ale jej postawa może budzić grozę. Zastanowiło mnie to. Nie dlatego, że lubię polemizować z Gretkowską, ale dlatego, że coś w tym było. W jej felietonie było drżenie między podziwem a ironią, między stylem „Vivy” a rzeczywistością, w której kobieta z Pałacu mówi o empatii i wspólnocie, ale nie o wyborach, które naprawdę coś znaczą.

A prawda leży gdzieś po środku

  Nazwisko Bożeny Batyckiej znów wróciło do obiegu. Przez lata kojarzona była z luksusem, elegancją i prestiżem. Marka jej nazwiska – Batycki – stała się symbolem sukcesu polskiego biznesu lat 90. Torebki z charakterystycznym bursztynem nosiły znane kobiety, a sama projektantka była stałą bywalczynią salonów i mediów. Potem wszystko się posypało: konflikty wewnątrz firmy, długi, procesy sądowe, utrata marki.