Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2025

Robienie ludziom bałaganu w głowie

Robienie ludziom bałaganu w głowie czyli kilka słów o tym, co naprawdę dzieli, a co tylko udaje troskę Dzieci jeszcze śpią. Wojtek poszedł na górę. Cisza poranka to dobry moment na porządkowanie myśli. Włączyłam Kanał Zero – nie dlatego, że jestem fanką. Po prostu chciałam zrozumieć, co tak naprawdę słyszą ci, którzy potem powtarzają, że "elity nas obrażają".

O Żurku, który nie jest tym wielkanocnym – o sprawdzaniu faktów i ludziach w nagłówkach

 Dziś będzie o Żurku, ale nie tym z chrzanem, jajkiem i białą kiełbasą. Tylko o tym drugim – świeżo mianowanym ministrze sprawiedliwości. A właściwie nie tyle o nim samym, co o tym, co się o nim mówi. Bo przecież żyjemy w czasach, gdzie nagłówki i komentarze decydują o tym, czy jesteś „człowiekiem przyzwoitym”, czy już tylko „śliski typ do rozliczenia”.

A o czym ja właściwie pisałam?

 Na blogu piszę o tym, co mnie porusza, to taki świat widziany moimi oczami. Czasem to koty śpiące pod brzozą. Czasem cisza wieczoru i sok z arbuza spływający po dłoniach. A czasem — o tym, że pan Nawrocki, nowy prezydent, nie dzwoni do Tuska jak człowiek do człowieka, tylko robi z tego teatr na YouTube. I że mnie to zastanawia. Nie jako strategia polityczna. Ale jako sposób mówienia do ludzi.

„Nie, to my ich utrzymujemy” — czyli jak naprawdę jest z Ukraińcami w Polsce

 „Nie, to my ich utrzymujemy!” — to zdanie można usłyszeć coraz częściej. Proste, mocne i... całkowicie nieprawdziwe. Czas najwyższy rozłożyć je na czynniki pierwsze i spojrzeć na fakty, które często giną pod warstwą miejskich legend i plotek. Niedawno przeczytałam komentarz, który powtarza ten sam motyw: „Ukraińcy? To my ich utrzymujemy, a oni tylko zabierają, powinni się wynosić!”. Takie słowa brzmią jak echo obaw i frustracji, ale czy są prawdziwe?

Arbuz, firanka i polityka

Na podwieczorek był wczoraj arbuz. Ja na kanapie, Wojtek w fotelu – zajadaliśmy się soczystym owocem, a sok spływał mi po palcach. Lubię czuć jedzenie, naprawdę czuć – dotykiem, zapachem, smakiem.

Jeśli wszystko Ci we mnie przeszkadza, to dlaczego wciąż tu jesteś?

 Zanim przejdę do sedna, jedno wyjaśnienie: kanał na YouTube i ten blog to nie jest pakiet. To nie jest jeden produkt, który trzeba lubić w całości albo odrzucić w całości. Kanał pokazuje nasze sielskie życie na wsi – dom, ogród, spacer i nasze zwierzęta. Blog to miejsce na głębsze refleksje. Czasem trudniejsze tematy, czasem pytania bez odpowiedzi. Dwa różne światy, jeden podpis. Ale nie obowiązek miłości na każdej platformie.

To już nawet nie polityka, to osobowościowa wojna

 Czytam z uwagą wszystkie komentarze. Naprawdę. Czasem przelatuję wzrokiem, czasem się uśmiecham, ale są takie, przy których się zatrzymuję .  Właśnie dostałam jeden z nich – i został ze mną na dłużej. Napisała Pani Krystyna: „Moim zdaniem, żeby dobrze się zrozumieć, przede wszystkim powinna być wola porozumienia, otwartość na argumenty obu stron, także zbliżony poziom inteligencji i wrażliwości, także podobne punkty odniesienia (filmy, książki itd). Ważna jest też umiejętność słuchania i szanowania rozmówcy. Z przykrością patrzę na upadek kultury dyskusji. Rozmowy coraz częściej przypominają nawalankę, a nie dialog. Smutne to wszystko.”

Rozumiem, że możesz to widzieć inaczej

  Co to znaczy: zrozumieć? Do niedawna wydawało mi się, że kiedy próbuję wytłumaczyć swoje intencje – to robię dobrze. Że to wyraz troski o jasność przekazu, o to, by nikt nie poczuł się pominięty, niezauważony. A ponieważ wiem o sobie, że czasem tłumaczę zawile – to próbuję jeszcze bardziej, jeszcze uparciej, jeszcze dłużej. I w rezultacie… jeszcze bardziej się plączę.

Z peryskopu

Dziewięć lat mieszkania bez oglądania tego, co poza naszą małą Republiką, którą stworzyliśmy z Wojtkiem, zupełnie zmieniło moją perspektywę. Długo żyłam w takim zamkniętym, bezpiecznym świecie – nie z wyboru ignorancji, ale z potrzeby spokoju i skupienia na tym, co prawdziwe, dotykalne, bliskie. Aż nagle – jakbym wynurzyła się z podwodnego statku. Patrzę przez peryskop na świat i... nie dowierzam. Zaskoczenie miesza się ze zniesmaczeniem. I lękiem. Bo to, co widzę przez peryskop, nijak się ma do tego, co widzę z okna mojej pracowni. Tam – ogród, w którym królują malwy, floksy i hortensje. Tu – chaos, przemoc, dziwna kakofonia postaci, obrazów i krzyków. Wystarczy wziąć do ręki telefon i przesuwać palcem te wszystkie rolki, stories, newsy. Jakby świat stał się zbiorem skrawków, wycinków, osądów i wykrzyczanych racji. Całkiem niedawno pisałam Wam o Robercie Bąkiewiczu. Postaci, która budzi kontrowersje od samego początku – od dziwnego rozwodu, który wygląda jak ucieczka przed długam...

Sobotni poranek.

Samotnie piję kawę w dziennym pokoju. Przez uchylone okno wpada rześki, lipcowy wiatr. Ten lipiec jest deszczowy, chłodny, bez upałów – i dobrze. Lubię taką pogodę, bo mam ograniczenie – nie mogę wychodzić na głębokie słońce. Tak jakby pogoda współodczuwała, wiedziała, że teraz trzeba ciszej, wolniej, delikatniej.

Czy to już tylko sprawa polityczna

 Wczoraj, przeglądając YouTube, trafiłam na krótką rolkę opublikowaną przez Kanał Sejmowy. Pytanie brzmiało: "Popierasz ułaskawienie Roberta Bąkiewicza przez Andrzeja Dudę?" Wyniki ankiety były zaskakujące, choć może dla niektórych już nie. 50% głosujących było na tak. 43% – na nie. 7% wstrzymało się od głosu.

Czy powiedzieliśmy to na czas?

  Czy powiedzieliśmy to na czas? Wczoraj w internecie roiło się od nagłówków: „Santor żegna panią Joannę Kołaczkowską” . Przyznam się Wam bez owijania — w pierwszym odruchu źle to przeczytałam. Przez moment wydawało mi się, że to znów jakaś medialna awantura. Tak już mamy — nasze zmęczone oczy wyłapują dramat, zanim wyłapią sens. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że chodzi o pożegnanie. O śmierć. O czyjeś odejście.

Pod deszczem wspomnień i ciężarem decyzji

Pod deszczem wspomnień i ciężarem decyzji Zacznę od prośby. Jeśli naprawdę chcesz mnie zrozumieć – nie osądzić, nie wrzucić do jednego z dwóch wygodnych worków z etykietą „ta od Trzaskowskiego” albo „ta, co się wymądrza” – proszę, wróć do wczorajszego wpisu i przeczytaj komentarz Ajki. Ja sama lepiej bym się nie potrafiła opisać. Ale oczywiście nie musisz. Tak samo jak nie musisz podpisywać swoich komentarzy. Żyjemy przecież w wolnym kraju.

Czy to jeszcze polityka, czy już coś więcej?

 Od wczoraj próbuję sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego właściwie zajęłam się polityką? Chociaż… może to zbyt duże słowo. Nie śledzę wszystkich wydarzeń. Nie analizuję każdego posiedzenia komisji, nie znam nazwisk wszystkich posłów. Ale coś mnie w tym temacie trzyma. Coś mnie przyciąga i nie pozwala tak po prostu przejść obojętnie.

Telewizja Republika – teatr manipulacji z politycznym twistem

 Oglądam czasem Telewizję Republika — tak, wiem, dla niektórych to jak zanurzenie się w inny wymiar rzeczywistości, ale uważam, że informacje należy czerpać z różnych źródeł. Dla równowagi oglądam też wiadomości w TVP1. I wiecie co? Człowiek czuje się jakby mieszkał w dwóch różnych krajach, tylko politycy ci sami.

Mów do mnie tato

  „Każde pożegnanie ma w sobie coś z niedopowiedzenia. Bo jak powiedzieć: już Cię nie będzie?” Dziś rano, pijąc kawę, Wojtek powiedział cicho: „To już rok od śmierci Taty.” Zatrzymałam się w pół ruchu. Rok. A jakby to było wczoraj.

Bańka tuskoidealna, Mercosur i inne kabarety polityczne

 Dostałam ostatnio komentarz od pani, która się nie podpisała. Zdecydowałam się opublikować,  ponieważ  jedno zdanie zostało mi w głowie: „proszę wyjść z bańki tuskoidealnej ” . No i, proszę pani, spróbowałam.

Patriotyzm na krzyku

 Z boku patrząc na całą tę "aferę na granicy", można by pomyśleć, że oto Polska stała się celem zmasowanego ataku. Prawdziwa inwazja. Hordy imigrantów, dzieci z bombami w tornistrach, kobiety z nożami w wózkach dziecięcych. Straszenie ludzi to u nas nie nowość. Robiono to zawsze i z rozmaitych powodów. Straszyli kiedyś Niemcem, Ruskimi, Żydem, straszyli brukselskim urzędnikiem i gejem w przedszkolu. Teraz padło na uchodźców. I to nie byle jakich — najlepiej ciemnoskórych, muzułmanów, bez paszportu i z domniemaną bombą w kieszeni. Ma być straszno. I jest.

Czwartek na targu i lekcja wdzięczności

Czwartek to dzień targowy w naszym małym miasteczku. Kiedyś, z opowieści sąsiadów, wiem, że na targ przyjeżdżano drewnianymi wozami, zaprzęgniętymi w konie. Sprzedawano wtedy wszystko, co rolnikom udało się zebrać — warzywa, owoce, jajka, mięso, a także przedmioty codziennego użytku. Dziś po takim targu zostało tylko echo dawnych czasów.

„Po co rozmawiać, skoro można opluć?”

  „Po co rozmawiać, skoro można opluć?” czyli kilka uwag o tym, jak się dziś robi karierę (i traci złudzenia) Pamiętacie   jeszcze takie słowo jak „dialog”? To takie staroświeckie pojęcie, które kiedyś oznaczało rozmowę dwóch stron, najlepiej z ciekawością i szacunkiem. Dziś brzmi jak żart. Dziś – żeby zaistnieć – wystarczy kogoś skutecznie opluć . Im mocniej, tym większa szansa, że zauważą nas media, przyjmie partia albo chociaż kanał na YouTubie wybije się w algorytmach.

Gdzie kończą się fakty, a zaczynają lęki

 Miałam już nie pisać, bo dzisiaj wyjazd na krótki urlop – bez komputera, co bardzo mnie cieszy. Pijąc z Wojtkiem poranną kawę o 6 rano poprosiłam go, żeby przeczytał to, co ostatnio zamieściłam na blogu – chciałam, żeby zajął stanowisko. Swoim pisaniem nie zawracam mu głowy- bo on odcina się mocno od polityki. 

Polska dla Polaków, ale z unijną kartą kredytową w kieszeni — czyli jak to się robi po konfederacku

 No więc wyobraźcie sobie: „Polska dla Polaków!” — krzyczą na prawo i lewo. Na marszach, na granicy, w telewizji i na fejsie. „Obcy won!”, „Unia to zło!”, „Wolność albo śmierć!”, a do tego koniecznie trzeba mieć własny paszport patriotyzmu.

Ja o niebie, ciocia o chlebie"- czyli musze bo się uduszę

  "Ja o niebie, ciocia o chlebie"- czyli musze bo się uduszę  Dzisiaj , czytając komentarze dwóch pań pod moim wpisem o Mazurku i jego sposobach manipulowania rzeczywistością, przypomniała mi się pewna bliska mi osoba. Starsza pani, mądra, oczytana, z ogromną wiedzą i światłym umysłem. Ale ma jedną przypadłość: słucha, jakby nie słuchała.   A potem odpowiada na coś zupełnie innego niż to, o czym była mowa .Ja o niebie, ciocia o chlebie. Zawsze się wtedy uśmiecham, choć w środku czuję, że to trochę smutne.

Pitu Pitu i rzeczy poważniejsze

 Wczorajszy dzień był dniem pełnym emocji. Bo oto ja, osoba, która długo uczy się nowych rzeczy, musiałam w końcu wsiąść do swojego auta marzeń. Stało na naszym podwórku już od soboty, w miejscu wysłużonego Seata, którego znałam, lubiłam i który nigdy mnie nie zawiódł. Poprzedni właściciel zostawił w nim różaniec. Nigdy go nie ściągnęłam. Ale wracając do wczoraj. Usiadłam. Ustawiłam fotel. Przyglądałam się wskaźnikom, pokrętłom, przede wszystkim biegom – bo one były zupełnie inne. I poczułam te same emocje, które miałam 20 lat temu, kiedy po czterdziestce zdałam prawo jazdy za pierwszym razem. Pan egzaminator spojrzał wtedy w mój dowód i rzucił z uśmiechem: „O, pani to już nie będzie szarżowała”. Z tą wiadomością poleciałam do szkoły Karola. Weszłam do klasy i zawołałam: „Karol, mama zdała!”. Biegł do mnie przez całą salę. Nawet jego wychowawczyni się ucieszyła, jakby to ona zdała egzamin. Chyba po miesiącu pojechaliśmy razem po raz pierwszy na Osową. Minęło dwadzieścia lat. A...

Czy Tusk to zdrajca? Moja droga do zrozumienia

  Czy Tusk to zdrajca? Moja droga do zrozumienia Do pewnego czasu byłam ignorantką polityczną. Dużo pracowałam, mieszkając w Gdańsku. Wracałam z przychodni zmęczona, z głową zajętą innymi sprawami. Potem, dziewięć lat temu, życie się zmieniło — przeprowadziliśmy się na wieś. Bez telewizora, z zupełnie innymi planami. Ogród, cisza, codzienność bliska ziemi. Nie miałam potrzeby ani chęci zaglądania w sprawy „wielkiego świata”.