Wojtek zrobił nową klapę na strych. Jest ona na zawiasach z otworem dla kotów. Futrzaki w zimę będą miały większą przestrzeń do harcowania. My pozbędziemy się myszy, które na zimę pakują się z walizkami na strych.
17 września minęły cztery lata, odkąd wprowadziliśmy się do domu po remoncie, który trwał 4 miesiące i w cale nie był jeszcze skończony. W tym dniu opuściliśmy nasz rozbity w stodole namiot, który przez ten czas był naszym domem.
Kiedy dzisiaj przy śniadaniu Wojtek powiedział, że jest środa, byłam zaskoczona, że to już środek tygodnia. Latem dni mijają nie wiadomo kiedy, za to zimą ciągną się w nieskończoność. W tym roku postanowiłam zimą nie poddawać się depresji, zobaczymy.
Odważyłam się upiec ciasto dla jutrzejszych gości. I stał się cud: ciasto ze śliwkami nawet wyszło. Mimo, że w przepisie trzeba było dodać łyżeczkę sody. Nie dodałam, bo nie miałam, a sklep nie jest za rogiem.
Dzisiaj musiałam zmienić swoją poranną rutynę. Coco nie chciała poczekać, a Wojtka rano bolała noga. Na piżamę ubrałam szlafrok i zielony bezrękawnik. Na bose stopy wciągnęłam kalosze koloru kubraczka i poszłam z psami w pola.
Cofnijmy się na moment do roku 2016. Lato. Remont naszego domu trwa w najlepsze, angażuje wszystkie nasze myśli. Pieniądze znikają jak śnieg w wiosennym słońcu. Ledwie zipiemy, zmęczeni niedogodnościami związanymi z remontem. Nie mamy warunków na przyjmowanie gości.