Etat na całe życie. Zaczyna się z dniem narodzin, kończy ze śmiercią. Kiedy stajemy się matkami, już nic nie jest takie same. To ciągła troska i czujność. To nieprzespane noce podczas choroby.
Do tego posta zainspirowała mnie Hana z Pastelowego Kurnika, pokazując całkiem niedawno swoje poduszki. Dwie zasłony kupione w ciucholandzie, za całe 12 zł. Leżały i czekały aż p. Krysia, mama Joanny przyjedzie z maszyną. Przyjechała wczoraj. I takim cudem powstały 4 poduszki :-) Uwaga. Będzie dużo zdjęć, bo nigdy nie potrafię zdecydować, które opublikować.
Gościu strudzony, połóż się wygodnie na szezlongu w starym sadzie, gdzie wiatr igra z zasłonami, układając je jak chce. Zatrzymaj się na moment, zamknij oczy, a ja usiądę nieopodal, pod brzozą, i opowiem ci bajeczkę. Nie, to nie będzie bajka, ale moja rzeczywistość. Coś, co mnie spotyka, odkąd zamieszkaliśmy na spokojnej wsi, pod Warmińskim niebem. Niebem pełnym cudów.
Kto chciał, ten mógł znaleźć coś dla siebie, kto nie chciał, nie skorzystał. Miał do tego prawo, ale niechałabym po raz kolejny usłyszeć, że tu się nic nie dzieje, że miasteczko śpi. Małe miasteczko na końcu świata, które jest naszym początkiem, tętni życiem.
Wojtek twierdzi, że ja buduję fawele, ale potem zaraz dodaje - jak ma ci to poprawić humor, to buduj. Wymyśliłam sobie w starym sadzie kącik wypoczynkowy, gdzie w upalne dni, z książką w ręku, będę spędzać miło czas w cieniu brzozy. Wiem, takie piękne meble można zakupić w sklepie za ogromne pieniądze, ale ja poszłam najpierw do starej szopy.
Czekałam długo na ten dzień. Dzień, kiedy Wojtek z Patrykiem pojedzie do naszego starego mieszkania po kanapę. Kanapa będzie potrzebna do .....ale o tym innym razem, jak już stanie w tamtym miejscu :-) W tajemnicy przed Wojtkiem planowałam zbicie starego tynku w sieni. Miał to zrobić Adam. Tak, miał zrobić wiele rzeczy za które ma już zapłacone. Nie, nie będę o tym pisała, bo nie chcę psuć sobie dobrego humoru, który trwa od wczoraj.
- Wiedziałem, że wrócisz odmieniona - powiedział Wojtek, kiedy tuż przed 9-tą wróciłam ze spaceru z aparatem. Tak, jest kilka takich rzeczy, które, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, sprawiają, że znika moje zmęczenie fizyczne. Powodują, że odpoczywam i nabieram sił.
A może byśmy tak najmilszy wpadli na jeden dzień do Górowa? Posiedzieli na placu ratuszowym, pod koronami lip, nie robiąc nic, patrząc jak po niebie krążą ptaki, lub jak babcia z wnuczką kupuje lody w lodziarni na rogu. Choć na moment zapomnieć o pracy, o niespłaconym kredycie, o wszystkim co tak ciągnie do ziemi, powoduje że szarzeją oczy.
Jest stary, wysłużony, wypłowiały po tysiącu prań. Szlafrok mojej mamy. Ma 30 lat. Dostała go w prezencie urodzinowym od siostry. W albumach z rodzinną fotografią mam nawet takie zdjęcie. Leżę z synem w łóżku, zaraz po tym jak pojawił się w naszym życiu a Mama siedzi w tym szlafroku, na jego skraju i przygląda się wnukowi.