Przejdź do głównej zawartości

Czas zawieszenia

 Podczas porannej kawy, a wstałam dzisiaj wyjątkowo wcześnie, bo o 5,30,  doszliśmy  z Wojtkiem do wniosku, że przedwiośnie jest najgorszą porą roku. 

Czasem zawieszenia - gdzieś pomiędzy zimą, a ciepłą wiosną. 

Zmęczeni jesteśmy przeszywającym,  zimnym wiatrem. Brudnym, szarym śniegiem na polach. Bezlistnymi drzewami. 

I o ile, podczas srogiej zimy potrafię długo oglądać filmy, bez wyrzutów sumienia.  Tak teraz czuję, że marnuję swój drogocenny czas. 

Już chciałaby się wyjść na podwórko. Usiąść na ławeczce i poczuć promienie słońca na twarzy. 

Wczoraj, była taka krótka chwila, gdzie promienie słońca zagościły w domu. Ten moment, krótką chwilę wykorzystały nasze zwierzęta. Rozlokowały się na stole w jadalni, traktując go jak plażę :-) 

Przy oknie Koksa i Miron. Kiler daje buziaki Hani. Na skraju stołu leży Mimi. Zabrakło jedynie Frani. 





Koksa
Miron 






Zdjęcia z telefonu, a więc byle jakie :-) 

Czekamy na wiosnę w coraz lepszym zdrowiu :-) 


Komentarze

  1. Zdjęcia są urocze:))a Wasze zwierzęta szczęśliwe:)))już coraz bliżej słonecznych dni:))Pozdrawiam serdecznie:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Odczuwamy podobnie, Graszko. My i nasze zwierzęta tęsknimy za ciepłem, zielenią a przede wszystkim za brakiem wszechobecnego błota. Ale zapowiadają duze ocieplenie już wkrótce. Więc się doczekamy. I odżyjemy. Bardzo nam tego wszystko potrzeba. Dobrze, że mamy swój kawałek ziemi, swoje ogrody. Tu przynajmniej mozemy poczuc sie swobodnie i normalnie.
    Pozdrawiam Was serdecznie!:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, te błoto - nie lubię, i nie polubię, nawet nie będę się starała :-)

      Ogród zmęczy mnie fizycznie, ale daje taki ogrom radości

      Usuń
  3. Widok szczęśliwych zwierząt nie do przecenienia. Tak przedwiośnie jest frustrujące z tą nijaką pogodą. Jednak czas tak szybko mija, to i ten czas przeminie dość szybko i zrobi się ładnie. Będziemy mogli cieszyć się każdą chwilką i nie będziemy ich marnować. Ważne by zdrowie było. Czego Wam życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję.
      Lubię je obserwować, a potem jest to nasz temat do rozmów.

      Usuń
  4. No i masz :D
    Było słońce, było światło i ciepło, zwierzaki wykorzystały, a ty nie :)
    Uczyć się o d nich trzeba. Gdzie my pędzimy tak?
    A gdybyś tak z nimi na kanapie usiała, albo poszła na tę chwilę na ławeczkę? Miałabyś to, za czym tęsknisz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację tamtego momentu nie wykorzystałam. Ale wczoraj już zmądrzałam, posiedziałam na ławeczce.
      Jeszcze z tyłu głowy pozostało mi to marnotrawienie czasu. Jest go już coraz mniej ale zdarza się.
      Szczególnie rano. Wstawiam wodę na kawę, w międzyczasie robię Wojtkowi śniadanie. I następuje ten moment. Siadam w ulubionym fotelu, z ulubionym kubkiem i siedzę nie myśląc, nie błądząc. Te poranki i świadomość, że ja już nie muszę się śpieszyć jest dla mnie ogromnie ważna

      Usuń
  5. Lubię tu zaglądać. Jest tak spokojnie, serdecznie, swojsko.
    Dla mnie to wytchnienie...
    Pozdrawiam Was serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj trzeba brać przykład z kotów :) One leżą i czekają na wiosne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i zupełnie nie tęsknią za myszami. Dobrze jest im grzać się w domowym zaciszu

      Usuń
  7. Ucz się, Graszko, od swoich zwierzaków- myślisz, że one marnują czas ? Nie , właśnie rozkoszują się nim. Czego i Tobie życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odpowiadałam Ani w komentarzu, że jeszcze się tego uczę, że jeszcze przyzwyczajenia z miasta pozostały.
      Najlepszym moim czasem jest poranek. Siadam i pije kawę. Bez pośpiechu, telefonów, staniem na baczność przed szefem i zastanawianiem się w jakim jest humorze. To jest piękny czas

      Usuń
  8. Rozczuliłam się czytając ten post.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nie będzie nas, będzie las

Przebieramy już nogami. Jeszcze tylko czwartek, piątek i kawałek soboty. I znowu zakaszemy rękawy, ubierzemy kaloszki i gumofilce. Czeka na nas huk roboty. Zabierzemy się za tworzenie warzywnika.

Kiedy polityka boli, trzeba sobie stworzyć własne państwo

Ostatnie tygodnie były dla mnie naprawdę trudne. A może nie tylko trudne – one były bolesne . Jako osoba wysoko wrażliwa (WWO), wszystko czuję w dwójnasób. Kiedy się cieszę – to całym sercem. A kiedy coś mnie rani – boli do samego środka. I dlatego, kiedy mój kandydat przegrał wybory, coś we mnie pękło. Płakałam. Serio. Nie ze złości. Z bezsilności.