Pani Dominika, która pisze do Gazety Wyborczej, opublikowała ostatnio film podsumowujący dwa lata obecnego rządu. Rocznica minęła 15 października Obejrzałam go z zainteresowaniem, bo lubię, gdy ktoś próbuje spojrzeć na rzeczywistość z dystansem, a nie przez partyjne okulary.
To mnie zainspirowało, by przypomnieć sobie, że w polityce – kiedy kogoś się chwali albo gani – warto, a może nawet trzeba, starać się być obiektywnym.
Pod moim ostatnim felietonem, w którym pisałam o Bąkiewiczu, pojawił się komentarz:
„Proszę przestać oglądać TVN”. Dziesięć osób to polubiło.
Ten drobny epizod pokazuje, jak bardzo część społeczeństwa nie przyjmuje do wiadomości faktów, jeśli nie pasują one do przyjętej narracji.
I trudno się temu dziwić – przez osiem lat rządów PiS wmawiano ludziom, że za wszystko złe w Polsce odpowiada Tusk.
Kiedy przez tyle lat sączy się nienawiść, łatwo w końcu w nią uwierzyć.
A jednak trzeba patrzeć szerzej.
Bo choć rządy PiS miały swoje mocne strony – 500 plus czy obniżenie wieku emerytalnego – to przecież nie były wolne od niespełnionych obietnic.
Nie zreformowano służby zdrowia, nie uproszczono podatków, nie spełniono zapowiedzi dotyczących niższych stawek VAT czy mieszkań dla młodych.
Jak to zwykle bywa – część się udała, część została tylko na papierze.
I tu dochodzimy do rządu, który działa dziś.
Minęły dwa lata.
Czas trudny – koalicja bardziej się spiera, niż wspiera, prezydent blokuje część ustaw, a społeczne oczekiwania są ogromne.
A jednak i tu można dostrzec konkretne decyzje, które dotykają zwykłego człowieka:
– 500 plus zamieniło się w 800 plus,
– wprowadzono babciowe,
– pojawiła się emerytura wdowia,
– nauczyciele dostali podwyżki,
– stopniowo odblokowywane są środki z KPO, które – mimo kontrowersji – mają przynieść realne inwestycje.
Niektóre obietnice wciąż czekają na realizację – jak liberalizacja prawa aborcyjnego czy wprowadzenie związków partnerskich.
Ale w tych sprawach premier nie ma ostatecznego słowa – decyzja należy do prezydenta, który już zapowiedział swój sprzeciw.
Nie da się więc mówić o niespełnieniu obietnic bez zrozumienia, jak działa cały system.
Jesteśmy trochę niesprawiedliwi w ocenach.
Przez osiem lat nie udało się PiS-owi uzdrowić służby zdrowia, a po dwóch latach wymagamy od Tuska cudów: niskich rachunków, tanich sklepów i pełnej zgody w koalicji.
Tymczasem żadna zmiana nie dzieje się bez czasu – ani bez błędów.
Za dwa lata znów pójdziemy do urn.
Gdyby wybory odbyły się dziś – jak pokazują sondaże – rząd mogliby tworzyć PiS, Konfederacja i Braun.
I kiedy próbuję odpowiedzieć sobie uczciwie na pytanie, czy jestem zadowolona z obecnego rządu, muszę powiedzieć: nie.
Brakuje mi spójności, wspólnego kierunku, grania do jednej bramki. Rozczarował mnie Hołownia, zaskoczyła rozłamem Lewica.
Ale kiedy pomyślę o tym, co mogłoby wrócić – o języku pogardy, o podziale na „lepszy” i „gorszy sort”, o nienawiści, którą siali tacy ludzie jak Bąkiewicz czy Braun – wiem, że mimo rozczarowań wolę ten rząd.
Bo wciąż widzę w nim nadzieję na normalność, choćby powolną i nieidealną.

Komentarze
Prześlij komentarz