Przejdź do głównej zawartości

Dominika Lasota- młoda gniewna

 


Hejt na panią Dominikę Lasotę dotarł nawet do mnie, tu, na moją wieś, gdzie politykę coraz częściej oglądam z bezpiecznego dystansu.

Zobaczyłam jej wystąpienie w Piotrkowie Trybunalskim, kiedy przerwała Donaldowi Tuskowi w pół zdania. W rękach baner z napisem „Już jeden rząd obaliliśmy”. I choć pani Dominika mówi o sprawach ważnych, to sposób, w jaki to robi, budzi we mnie raczej smutek niż podziw.

Bo krzyk nie zastąpi rozmowy.
A kiedy człowiek krzyczy — przestaje być słuchany.

Zresztą sam ten napis... „Już jeden rząd obaliliśmy” — brzmi trochę jak z rewolucyjnego plakatu. Tylko że przecież nikt niczego nie obalał.
W 2023 roku młodzi po prostu poszli do wyborów, licznie, z entuzjazmem, i to była piękna rzecz. Nie rewolucja, tylko demokracja w praktyce.
Ale potem... potem coś się zmieniło. Bo w ostatnich wyborach prezydenckich to właśnie młodzi w dużej mierze zagłosowali na Karola Nawrockiego.

I tu już trudno zrozumieć logikę tej zmiany.
Bo przecież wiadomo było, że jeśli Nawrocki zostanie prezydentem, to nie podpisze żadnej ustawy dotyczącej praw kobiet, że zawetuje związki partnerskie, że jego świat wartości to powrót do konserwatywnego porządku.
A jednak to on dostał głosy tych, którzy wcześniej mówili o wolności, równości i zmianie.
Jakby cały ten młodzieńczy bunt utknął w pół kroku.

Nie chcę dokładać pani Dominice kolejnej fali hejtu — bo widziałam, jaką falą złości ją zalało po tamtym spotkaniu.
Hejt jest zły, kropka.
Ale też trudno udawać, że sposób, w jaki próbowała zabrać głos, był właściwy.
Krzyczenie w twarz nie jest dialogiem. To raczej mur, który rośnie z każdą decybelą.


Patrzę na młodych z pewną czułością, ale i z nutą zdziwienia.
Bo przecież to nie jest tak, że kiedyś państwo było dla nas, bardziej opiekuńcze.
Nie było.
Za komuny nikt nam nie pomagał.
Nie było mieszkań dla młodych rodzin, żadnych 800+, dodatków czy dopłat.
Były książeczki mieszkaniowe i marzenie, że może kiedyś coś się trafi. 
Za telewizorem trzeba było stać nocami , zapisując się w kolejce. 
A półki w sklepach świeciły pustkami, no przepraszam można było kupić ocet. 

A dziś? Państwo — z wszystkimi swoimi wadami — daje realne wsparcie.
I może właśnie dlatego tak trudno mi patrzeć, jak młodzi, którzy mają więcej możliwości niż my kiedykolwiek, tak łatwo ulegają emocjom i modnym hasłom.
Zamiast myśleć o skutkach, dają się ponieść chwilowej złości.
A potem budzą się w kraju, w którym ich własny prezydent blokuje zmiany, o które walczyli.


Nie krzykiem zmienia się świat, tylko konsekwencją.
Nie transparentem, tylko kartą do głosowania.
I nie emocją, tylko refleksją.

Bo można „obalić rząd”, ale łatwiej niż cokolwiek innego — obalić sens tego, o co się walczyło.


Czasem myślę, że krzyk to po prostu język bezradności.
Że za głośnymi hasłami stoi lęk, że nikt nas nie słucha.
Ale może prawdziwą siłę ma ten, kto potrafi mówić spokojnie — i kto umie poczekać, aż przyjdzie jego kolej.

A ja, siedząc tu pod bocianim gniazdem, wierzę, że kiedyś się tego nauczymy.
Nie tylko młodzi. My wszyscy.
ps. Zdjęcie z Internetu, nie znam autora 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nie będzie nas, będzie las

Przebieramy już nogami. Jeszcze tylko czwartek, piątek i kawałek soboty. I znowu zakaszemy rękawy, ubierzemy kaloszki i gumofilce. Czeka na nas huk roboty. Zabierzemy się za tworzenie warzywnika.

Robi się

Boli mnie bark prawej ręki, dlatego nie będzie długiego tekstu. Czy widząc poniższe zdjęcia  wierzycie, że kiedyś będzie tu pięknie?