Przejdź do głównej zawartości

Nie mam racji. I wcale nie muszę jej mieć.


Wczoraj napisałam felieton o nierównościach i podatkach.

O tym, że prezes NBP zarabia 115 tysięcy, a ekspedientka ledwo wiąże koniec z końcem.
Nie broniłam żadnej partii – pisałam o niesprawiedliwości systemu. 

Wyjątkowo opublikowałam ten post na YT zakładce "posty"

A potem przyszedł  komentarze.
„Nie ma pani racji.”
„Tusk na wszystko się zgadza.”
„Obecny rząd niszczy polskie rolnictwo.”

I nagle zrozumiałam, o czym tak naprawdę chciałam napisać.



Wiara zamiast myślenia

Skąd bierze się to bezkrytyczne wierzenie tylko jednej grupie polityków?
Tylko PiS. Albo tylko PO.
Zawsze oni mają rację. Zawsze tamci są winni. Zawsze.

To nie jest myślenie – to wiara.
Jak w religii. Jak za Stalina – w nieomylność partii.

„Nie ma pani racji” – pisze ktoś w komentarzu.
Nie sprawdza faktów. Nie szuka informacji.
Po prostu wie, że jego partia nie może się mylić.
Bo jeśli ona się myli, to co z jego światem?
Co z jego przekonaniami, które budował latami?

Łatwiej napisać: „Nie ma pani racji.”

Sprawdziłam fakty

Przy porannej kawie opowiedziałam o tym Wojtkowi.
Rozmawialiśmy o tym mechanizmie. O tym, jak ludzie oglądają tylko jedną telewizję i wierzą w jedną narrację.
Republika mówi: rząd marny.
TVP mówi: opozycja wszystko niszczy.

I wtedy pomyślałam: przecież mam internet.
Mogę sprawdzić. Nie muszę wierzyć – mogę wiedzieć.

Sprawdziłam więc te oskarżenia o Mercosur.
„Tusk na wszystko się zgadza” – czy to prawda?

Okazało się, że nie.
Umowa Mercosur była negocjowana od 1999 roku, jeszcze przed wejściem Polski do UE.
Brały w tym udział różne rządy – PO, PiS, PSL.
W 2019 roku, za rządów PiS, osiągnięto porozumienie polityczne.
Obecny rząd sprzeciwia się umowie w obecnym kształcie.

A wystarczyło tylko poszukać 

1.Premier: Nie dla takiej umowy z krajami Mercosur

2. Zdecydowany sprzeciw Rządu RP wobec umowy UE-Mercosur

A o emigrantach mówił tak:

1 Ochrona Polski przed relokacją 

Więc kto jest winny ? 

Wszyscy? Nikt? System?

Partia jak Stalin

I tu dochodzimy do sedna.
Bo nie chodzi o Mercosur.
Chodzi o to, że nie wolno nam przyznać, że nasza partia może się mylić.

„Moja” partia musi mieć zawsze rację.
Jak partia za Stalina. Jak Kościół w średniowieczu.
Nieomylna.

A jeśli ktoś powie coś innego – to znaczy, że jest po tamtej stronie.
Że jest wrogiem.
Że „nie ma racji”.

Nie ma przestrzeni na wątpliwości.
Nie ma miejsca na pytania.
Nie ma prawa do sprawdzania faktów, bo fakty mogą zakwestionować wiarę.

I wtedy ludzie piszą: „Nie ma pani racji” – zanim w ogóle sprawdzą, o czym piszę.

Mam prawo się mylić

Mam sześćdziesiąt lat i wystarczająco dużo doświadczenia, by zrozumieć, że nie mam monopolu na wiedzę.
I coraz częściej myślę, że ci, którzy najgłośniej krzyczą, że ją mają, wiedzą najmniej.

Nie mam racji. I wcale nie muszę jej mieć.
To nie jest słabość – to wolność.

Wolność myślenia.
Wolność sprawdzania.
Wolność przyznania, że mogę się mylić.

I że politycy – wszyscy, bez wyjątku – też mogą się mylić.
Bo to nie partie rządzą. To ludzie.
Ludzie, którzy popełniają błędy.
Ludzie, którzy czasem myślą o własnej korzyści.
Ludzie, którzy nie są nieomylni.

Dopóki będziemy traktować polityków jak świętych, dopóki będziemy wierzyć w partię jak w religię –
dopóty nie będzie prawdziwej demokracji.
Będzie tylko wiara.
Ślepa, bezkrytyczna, niebezpieczna.

Co zostaje

Siedzę sobie na wsi, z kubkiem kawy, patrzę jak liście spadają i próbuję to zrozumieć.
Dlaczego tak trudno nam powiedzieć: „Może moja partia tym razem się myli.”
Dlaczego tak trudno nam sprawdzić fakty, zanim napiszemy: „Nie ma pani racji.”

Może dlatego, że łatwiej wierzyć niż myśleć.
Łatwiej mieć pewność niż wątpliwości.
Łatwiej być w stadzie niż samemu.

Ale ja wolę myśleć.
Nawet jeśli to oznacza, że czasem się mylę.
Nawet jeśli to oznacza, że nie mam racji.

Bo nie muszę jej mieć.



p. Tak wiem w grafice jest błąd , celowy 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nie będzie nas, będzie las

Przebieramy już nogami. Jeszcze tylko czwartek, piątek i kawałek soboty. I znowu zakaszemy rękawy, ubierzemy kaloszki i gumofilce. Czeka na nas huk roboty. Zabierzemy się za tworzenie warzywnika.

Robi się

Boli mnie bark prawej ręki, dlatego nie będzie długiego tekstu. Czy widząc poniższe zdjęcia  wierzycie, że kiedyś będzie tu pięknie?