sobota, 30 kwietnia 2016

Wielka majówka

Jedziemy. Jeszcze tylko dopić kawę, spakować do końca ciuchy, wrzucić coś na ząb i odpalamy naszą załadowaną po dach barkę desantową. Plan na majówkę jest ambitny.

środa, 27 kwietnia 2016

Nie będzie nas, będzie las

Przebieramy już nogami. Jeszcze tylko czwartek, piątek i kawałek soboty. I znowu zakaszemy rękawy, ubierzemy kaloszki i gumofilce.

Czeka na nas huk roboty. Zabierzemy się za tworzenie warzywnika.


wtorek, 26 kwietnia 2016

Jak nie kochać?

Gdybym napisała, że jest sielsko i anielsko, przesłodziłabym.
Starsza pani jest dla nas bardzo miła, poczęstowała nas nawet obiadem, ale my nie czujemy się tam komfortowo. Myślę sobie, że i ona nie czuje się z nami najlepiej, chociaż nie daje tego po sobie poznać. 


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Ten dom to nie sen

Miniony tydzień upłynął nam w takim dziwnym stanie, trudnym do określenia. Nie pogniewaliśmy sie na siebie, ale każde z nas siedziało raczej u siebie pogrążone w rozmyślaniach. Byliśmy pełni niepokoju czy zdążymy przed tą całą durną ustawą, którą zgotował nam PiS.


niedziela, 17 kwietnia 2016

Zmienimy oblicze ziemi, tej ziemi

Ten dzień powinniśmy zapamiętać na zawsze. Po dziesiątej, wraz ze złożeniem przeze mnie podpisu na akcie notarialnym, zaczął się zupełnie nowy etap w naszym życiu. Staliśmy się wieśniakami, lub jak to się kiedyś ładnie nazywało – ziemianinami.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Cud nad cudy!

Do cudów nam swoiste podejście. Według mnie one istnieją, tylko my ich nie zauważamy, oczekując takich, które spadną na nas jak grom z jasnego nieba. Tak, takie cuda zauważylibyśmy od razu.

Mi cuda  przytrafiają się  i to bardzo często.


niedziela, 10 kwietnia 2016

Maryjkę proszę wyprowadzić


Czekamy na listonosza, który ma dostarczyć starszej pani ostatni brakujący dokument ze skarbówki. Jak dobrze pójdzie to w nadchodzącym tygodniu złożymy podpis u notariusza w Lidzbarku Warmińskim i rozpoczniemy nowy etap w naszym życiu – remontowanie i urządzanie siedliska pod Bocianim Gniazdem.

sobota, 9 kwietnia 2016

Dobre słowo

Jakiś czas temu przeczytałam w sieci opowieść o ojcu i synu.
Pewnego razu ojciec dał swojemu dziecku gwoździe, i poprosił go o wbicie w deskę. Syn to uczynił. Na drugi dzień poprosił syna o ich wyciągnięcie. Syn się mocno zdziwił, ale to zrobił.
- A teraz zlikwiduj te dziury - powiedział ojciec do syna.
- To jest nie możliwe - odparł syn.
- Widzisz synu, to są niewłaściwe słowa. Przepraszamy za nie, lub prosimy o wybaczenie, ale mimo starań, dziura zawsze pozostaje.


piątek, 8 kwietnia 2016

Od Nikifora dla Arka

W drugi dzień świąt, wracając z Podlasia, zajechaliśmy do Beaty i Arka. Nie wiem czy już pisałam, ale Arek to artystyczna dusza. W ich wynajętym domu wiszą obrazy jego autorstwa, zajmuje się też on ceramiką artystyczną. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, o domu, który budują, o ogrodzie, który tworzy Beata.


wtorek, 5 kwietnia 2016

Gramotne o poranku

Drugi dzień Świąt godzina 5.30. Bogumił poszedł zrobić kawę, a ja na piżamę ubrałam kurtkę  i złapałam aparat. Między innymi za to kocham wieś. Można wyjść w piżamie i nie ma w tym żadnej sensacji :-)

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Szeptucha

Ten tekst długo kiełkował w mojej głowie, bo jak opisać coś zupełnie irracjonalnego? Niektórzy pomyślą żem zwariowała, nie dość, że z miasta wyprowadza się na wieś, to jeszcze chodzi do Szeptuchy


niedziela, 3 kwietnia 2016

W oczekiwaniu na cud

Nie próżnuję. Po wizycie u Szeptuchy, która powiedziała mi, że mam być szczęśliwą, ostro wzięłam się za siebie. Tekst o niej kiełḱuje w mojej głowie, ale jakoś dziwnie wykiełkować  nie może, dlatego dzisiaj będzie o zamianie życia z miastowego na wsiowe.


sobota, 2 kwietnia 2016

Bo człowiek ma taką przewrotną duszę

Czekamy naprężeni jak cięciwa łuku. Piłka jest po tamtej stronie siatki. Córka właścicielki załatwia papiery wymagane przez notariusza. Te które miała okazały się przeterminowane (3 miesiące). My musimy mieć tylko dowód (jest, sztuk raz) i pieniądze (w życiu nie miałem tyle kasy na koncie).

piątek, 1 kwietnia 2016

O człowieku szukającym swojej drogi

Zapadał  zmierzch kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy. Stał na podwórku, nieopodal drewnianego domu. Jak to czasami bywa, nie rzuciliśmy się sobie w ramiona na przywitanie. Grzecznościowe podanie dłoni i ciche bąknięcie imion pod nosem.