Rano, przy kawie, przeglądając telefon, natrafiłam na wiadomość, która zmroziła mi krew w żyłach. We Wrocławiu grupa niepełnoletnich chłopaków zwabiła 23-letniego chłopaka z Ukrainy. Zgolenie głowy, nazistowskie symbole, kamera w dłoni… XXI wiek w pełnej krasie. Nie wystarczy kogoś znienawidzić – trzeba to jeszcze nagrać i wrzucić do sieci.
Zastanawiam się czy ta nienawiść naprawdę rodzi się w głowie nastolatków? Nie. To tylko echo.
Młodzi są jak gąbki – nasiąkają tym, co widzą i słyszą. I nie wymyśliliby tego
sami.
Mechanizm
jest stary jak świat: kiedy brakuje poczucia bezpieczeństwa, kiedy naród nosi w
sobie kompleksy, kiedy codzienność uwiera, najłatwiej znaleźć winnego gdzieś
obok. Psychologowie nazwali to „kozłem ofiarnym”.
Hitler wiedział, że wystarczy wskazać Żydów i wmówić
Niemcom, że to oni są przyczyną nieszczęść. A dziś? My mamy swoje listy.
Ukrainiec – bo zabiera pracę. Niemiec – bo kiedyś mordował. Żyd – bo rzekomo
ciągle knuje. Arab – bo ma inną kulturę. Czarnoskóry – bo jest „za czarny”. Tak
naprawdę nie lubimy nikogo. Nawet samych siebie. Bo własne życie nas uwiera, a
zamiast coś zmienić, łatwiej opluć, wylać żółć, poczuć się na chwilę lepszym.
A politycy? Oni tylko dolewają oliwy. „My, Polacy…” – zaczyna się niewinnie, ale zaraz w drugiej części zdania pojawia się ktoś, kto nie jest „my”. I wtedy przestaje być człowiekiem, a staje się „obcym”.
Prezydent Karol Nawrocki w orędziach lubi powtarzać, że Polska „musi być sobą”
i bronić się przed innymi. A jego żona, Marta Nawrocka, na spotkaniu Pierwszych
Dam mówiła pięknie do Ołeny Zełenskiej: że Polacy otworzyli serca i szkoły dla
ukraińskich dzieci. Jej słowa cytowano w sieci jako najlepsze wystąpienie
Pierwszej Damy. Tyle że co z tego, skoro równolegle jej mąż, razem z częścią
klasy politycznej, kreśli obraz „Ukrainy niewdzięcznej”.
Trudno nie przypomnieć tu Wołynia. Polacy nie wybaczają
Ukraińcom rzezi. Ukraińcy – pacyfikacji wsi i akcji „Wisła”. I obie strony mają
rację, bo każda straciła bliskich. Ale jeśli będziemy licytować się, kto
cierpiał bardziej, nigdy nie ruszymy dalej. To jak rozdrapywanie rany, która
nie może się zagoić, bo ciągle ktoś ją drapie.
I tak sobie myślę: jeśli nic się nie zmieni, jeśli
narracja wciąż będzie taka sama, jeśli dalej będziemy krzyczeć „My Polacy” i
wskazywać palcem, kto nie należy do tego „my”, to droga jest prosta. Może za
kilka lat naprawdę zaczniemy budować obozy. Nie niemieckie, nie hitlerowskie –
polskie. Tyle że nie dla Żydów, a dla Ukraińców i Niemców.
A wtedy historia nie tylko zatoczy koło. Ona stanie się
naszym własnym dziełem.
Komentarze
Prześlij komentarz