Przejdź do głównej zawartości

Jak zostałam kurwą (przepraszam za dosadny tytuł )


 Dopadła mnie angina. Odebrała mi na początku mowę, a przez wysoką temperaturę także jasność myślenia. Antybiotyki zadziałały — będę żyła. Jest lepiej.

Ci, którzy mnie śledzą, wiedzą, że od zawsze lubiłam pisać. Psychologia towarzyszy mi od siedmiu lat, odkąd doszłam do wniosku, że jeśli nie poznam własnych mechanizmów, będę obwiniać cały świat — i wszystkich napotkanych ludzi — za swoje niepowodzenia i frustracje. Dopiero kiedy zaczęłam je rozumieć, mogłam spojrzeć na siebie i swoje reakcje bez poczucia winy wobec innych. Zrozumiałam siebie. Przestałam drążyć — wiem już wystarczająco. Trzeba iść dalej.
Ale nie o tym chciałam.

Leżąc tak, przeglądałam Facebooka. Konto mam od niedawna. Założyłam je z bardzo egoistycznego powodu — żeby moje felietony nie zostawały wyłącznie w mojej głowie, ale szły szerzej. Algorytmy szybko wyczuły, co czytam i o czym piszę, więc zaczęły podsuwać mi różne wątki.

I tak trafiłam na post Anny Krupki, polityczki. Na zdjęciu Karol Nawrocki z synem, niosący flagę na marszu niepodległości. Podpis: „Polska jest w dobrych rękach.”
Rozwinęłam komentarze. Jolanta Mickiewicz napisała:
„To jest Prezydent wszystkich Polaków. Brawo Panie Prezydencie.”

Pomyślałam: „Czy wszystkich?”. Tak, takie uogólnienia mnie irytują. Dlatego krótko odpisałam: „nie moim”.

Dlaczego? Nie będę się tu rozwodzić — pisałam już o tym wcześniej na blogu. Wspomnę tylko, że nie głosowałam na niego, ponieważ nie czułam, że reprezentuje wartości, które są mi bliskie. Jego udział w ustawkach i późniejsze tłumaczenia jednej z afer sprawiły, że trudno było mi zaufać . Jako młoda dziewczyna bywałam na stadionie Lechii i przekonałam się, że kibice i kibole to dwa zupełnie różne światy — a brak jasności i odpowiedzialności w postępowaniu osoby publicznej sprawiał, że nie mogłam oddać na niego swojego głosu.

Dyskusja początkowo była spokojna. Aż wczoraj przeczytałam komentarz pana Łukasza Janiszewskiego z Łęczycy:
„takie kurwy jak ty prawa głosu nie mają won do obory”

I tutaj dochodzimy do sedna.

Wiem, że takie komentarze mówią wyłącznie o autorze, nie o adresacie. Ten również mnie nie zranił, choć zaskoczył. Mam 60 lat i jeszcze nikt nigdy nie nazwał mnie w ten sposób. Nawet były mąż, choć przeklinał siarczyście.

A jednak dziś rano obudziłam się z tym zdaniem w głowie. Zaczęłam się zastanawiać: zgłosić na policję czy zostawić? Odpowiadać nie zamierzam.
Ktoś mógłby powiedzieć: „Po co prowokujesz?”. Albo: „Uśmiechnięta Polska też takie rzeczy pisze”. Wiem. Czytam. Ale biorę odpowiedzialność tylko za siebie i swoje słowa — i zatrzymała mnie właśnie ta jedna sytuacja.

Weszłam na profil tego pana. Stare zdjęcia,  z dzieckiem. Zwykły człowiek — przynajmniej na fotografiach.

Dziś wielu twórców mówi „stop hejtowi”. I słusznie. Powinnam zgłosić ten komentarz, ale wiem, że to niewiele zmieni. Kultury dialogu takim ludziom nie zaszczepię.

Patrzę teraz przez okno. Na drzewa bez liści, na słońce, które delikatnie przebija się przez chmury. Krople deszczu mienią się jak małe diamenciki.
I myślę, czy powinnam w ogóle to publikować. Człowiek podobno nie powinien denerwować się na coś, na co nie ma wpływu.

A jednak ten brak kultury tak bardzo mnie razi, że może właśnie przelanie tego na wirtualny papier  pomoże mi się od tego uwolnić. Bo im dłużej o tym myślę, tym bardziej jedno zdanie kołacze mi się w głowie:

Skąd się biorą tacy ludzie?

I myślę sobie, patrząc na te krople deszczu jak na małe, jesienne  światełka, że tacy ludzie nie biorą się znikąd. Rodzi ich strach, bezsilność, poczucie bycia pominiętym, a czasem zwykła, ludzka frustracja, której nikt ich nie nauczył nazwać inaczej niż wulgaryzmem.

I choć to wcale nie usprawiedliwia ich słów, to przypomina mi, że świat jest podzielony nie tyle na „dobrych” i „złych”, ile na tych, którzy potrafią udźwignąć siebie — i na tych, którzy nie potrafią.

Nie zmienię ich. Ani ja, ani ty, ani żadne „stop hejtowi”. Ale mogę zrobić coś innego: nie pozwolić, żeby takie słowa we mnie wrosły. Mogę zrozumieć, nazwać, napisać — i puścić wolno.

Bo czasem to właśnie słowa pisane  są jedynym miejscem, w którym człowiek może zostawić ciężar, który nie należy do niego.


ps. Zmęczył mnie post, wracam do łóżka . Dziękuję za wszystkie komentarze dotyczące zdrowia. 



Komentarze

  1. Grażynko, tyle razy sobie obiecuję, że nie będę więcej komentować, nawet czytać komentarzy pod różnymi odcinkami politycznymi, których słucham i oglądam. Ale się nie da, chwilami nie wytrzymuję właśnie takiego chamstwa, nawet grożenia wręcz śmiercią. To przerażające co się zrobiło z nami jako społeczeństwem. Mam wrażenie, że jedyną radą dla nas, nie godzących się na to, jest skierowanie głównej uwagi do wewnątrz siebie. Efekt możliwy jak ze skrzydłami motyla wywołującymi tsunami na drugim końcu świata. Piszę w telefonie, nie dam rady więcej 🙂 Zdrowia kochana❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrowia życzymy. Ja FB unikam. Mam Instagrama z kotkami i tylko tam automatem idą zdjęcia. Osobiście mam dla Messmegera przez którego siostra lubi pisać i jej córka. Wszystkiego Dobrego! 🍀💚

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nie będzie nas, będzie las

Przebieramy już nogami. Jeszcze tylko czwartek, piątek i kawałek soboty. I znowu zakaszemy rękawy, ubierzemy kaloszki i gumofilce. Czeka na nas huk roboty. Zabierzemy się za tworzenie warzywnika.

Robi się

Boli mnie bark prawej ręki, dlatego nie będzie długiego tekstu. Czy widząc poniższe zdjęcia  wierzycie, że kiedyś będzie tu pięknie?