Przejdź do głównej zawartości

Pierwsza Dama. Między wyborem a poświęceniem

 


Wyobraźmy sobie taki scenariusz. Wychodzimy za mąż, żyjemy spokojnie – między obiadem a odrabianiem lekcji, pracą i wiecznym zmęczeniem dnia codziennego. Mamy swoje małe troski, małe radości, układamy życie po swojemu. I nagle, po latach, mąż oznajmia: „Chcę zostać prezydentem”.

Czy to jego decyzja, czy raczej partia wystawia go jako kandydata – nie wiem. Ale wiem jedno: od tej chwili świat kobiety wywraca się do góry nogami. Z dnia na dzień traci prywatność, spokój, zwyczajne życie. Nagle stoi w blasku reflektorów, czy tego chce, czy nie.

I zawsze zastanawiam się – czy te kobiety ktoś o to pyta? Czy ktoś mówi: „Kochanie, czy Ty chcesz oddać ciszę swojego życia w zamian za świecznik?” Bo świecznik to nie tylko blask fleszy. To także ciemna strona reflektorów. Każdy gest, słowo, a nawet milczenie może być obrócone przeciwko Tobie. Nagłówki w Internecie  potrafią ciąć jak noże. Internauci i dziennikarze nie biorą jeńców – nie mają litości ani dla męża, ani dla dzieci, ani dla codziennych słabości. Hejt jest jak kamień wrzucany dzień po dniu do plecaka – jeden nic nie znaczy, ale z czasem dźwiga się cały głaz. A przecież za uśmiechem na zdjęciu kryją się często łzy w poduszkę i ciche pytanie: „czy ja naprawdę tego chciałam?”.

Pewnie te pytania pojawiają się u mnie dlatego, że i ja — choć w mikroskali — znalazłam się kiedyś na takim świeczniku. Wielki Wu założył rebeliancką gazetę internetową w naszym miasteczku i nagle wszyscy patrzyli nam na ręce. Lata minęły, ja nabrałam dystansu . I  dziś kiedy mówi, że będzie starał się o stanowisko dyrektora Ośrodka Kultury, mogę się już tylko uśmiechnąć. Ale nie o mnie miało być — tylko o żonach.

Marta Nawrocka. Kobieta, która wcześnie została mamą i samotnie wychowywała dziecko – to pierwszy taki przypadek w historii polskich Pierwszych Dam. Potem pojawił się Karol Nawrocki, wówczas młody student historii, dorabiający w różnych zawodach. Czy pani Marta mogła wtedy przypuszczać, że kiedyś zostanie Pierwszą Damą? Ile w tym jest jej  zgody, a ile poświęcenia?

Niełatwo żyć w Polsce na świeczniku. Wszyscy się znają na wszystkim: na długości spódnicy, na tym, czy uśmiech był szczery, czy mina zbyt poważna. Nawet zawodowa stylistka, która odważyła się ocenić garderobę Pierwszej Damy, oberwała za swoje słowa — nagle ludzie rzucili się na nią, podważając jej kompetencje i wygląd. I tak to się kręci: ktoś ocenia Pierwszą Damę, a potem tłum ocenia tego, kto oceniał.  Ja nie oceniam wyglądu Marty Nawrockiej. 

Dziś, gdy patrzę na jej pierwsze wystąpienia, widzę kobietę, która musi odnaleźć się w roli trudniejszej, niż się wydaje. Zapowiedziała, że chce się udzielać. A jednak mnie osobiście rozczarowało jej milczenie w sprawie lekcji o Edukacji Zdrowotnej. Jako kobieta i matka powinna poczuć wagę takich tematów. Milczenie budzi pytanie: czy to ostrożność, czy strach, czy po prostu brak odwagi, by sprzeciwić się mężowi?

Bo Pierwsza Dama może obrać różne drogi. Może być jak Agata Duda – cicha, wycofana, obecna tylko w cieniu męża, szczęśliwa dopiero wtedy, gdy jego kadencja dobiegła końca. Może być jak Jolanta Kwaśniewska – aktywna, z fundacją, obecna w przestrzeni publicznej, a nawet mająca czasem inne zdanie niż prezydent.
A może – i tu tkwi moja nadzieja – znajdzie w sobie siłę Marii Kaczyńskiej. Kobiety, która w 2008 roku, gdy Polska dyskutowała o aborcji, miała odwagę powiedzieć: „nie popieram całkowitego zakazu”. To był gest więcej niż symboliczny – sprzeciwiła się nie tylko opinii publicznej, ale i własnemu mężowi oraz całemu PiS. Powiedziała głośno coś, co myślały wtedy tysiące kobiet, i dzięki temu została zapamiętana jako Pierwsza Dama z cywilną odwagą.

Czy Marta Nawrocka będzie miała w sobie taką siłę? Nie wiem. Ale wiem jedno: Pierwsza Dama to nie tylko garsonki i uśmiechy na uroczystościach. To również odpowiedzialność, by być głosem w sprawach ważnych dla kobiet i matek.

A co Wy o tym myślicie, dziewczyny? Czy Pierwsza Dama powinna być cieniem męża, czy partnerką z własnym głosem?
Nie będzie dziś filmu na YouTube – zostawiam Wam ten felieton i zapraszam do dyskusji

Komentarze

  1. Przyznam, że takie spojrzenie na prezydenckie żony było dla mnie dużym zaskoczeniem. Jakoś nigdy nie brałam pod uwagę, jak się czują, niejako współbędąc na świeczniku . I że rzadko to powód do dumy i radości a wręcz przeciwnie, czego obrazem mógłby być atak szalonej radości Agaty Dudy po zakończonej kadencji jej męża.
    Chciałabym, aby prezydenckie żony były w jakimś stopniu naszymi przedstawicielkami i to oczekiwanie bardziej lub mniej spełniały panie Kwaśniewska i Kaczyńska, nawet Komorowska.
    Jak będzie teraz, nie wiem, ale niechęć wobec p.rezydenta przenosi się niejako automatycznie na jego żonę i trzeba silnej osobowości, żeby zasłużyła sobie na szacunek i uznanie opozycji- vide: p. Kaczyńska. Czy współczułam paniom prezydentowym ich trudnej roli? Przyznam, że nie przyszło mi do głowy i dziękuję Ci, że na taki ludzki aspekt zwróciłaś uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za te słowa . Bardzo się cieszę, że ten „ludzki” aspekt wybrzmiał, bo mam wrażenie, że właśnie o tym często zapominamy – że pod elegancką garsonką i uśmiechem do kamer jest zwykła kobieta, z jej lękami, zmęczeniem, a czasem i poczuciem niesprawiedliwości.
      Rola Pierwszej Damy wymaga ogromnej odporności psychicznej – bo tak jak napisałaś, niechęć do męża przenosi się automatycznie na nią. I wtedy każde milczenie bywa oceniane jako słabość, a każde słowo – jako atak. Nie ukrywam, że jest mi trudna być obiektywną, ponieważ Nawrocki nie jest moim wyborem.

      Czasem myślę, że to takie moje wewnętrzne „ratownictwo”, które noszę w sobie od dzieciństwa – potrzeba, by zauważać słabszych, zagubionych, narażonych na ciosy. A świecznik, na którym stają Pierwsze Damy, wcale nie jest miejscem komfortu. To raczej punkt, z którego łatwo zostać zranioną, bo każde potknięcie widać wyraźniej, a każdy oddech jest komentowany.

      Usuń
  2. Od pierwszej damy nie oczekuję niczego. Jej mąż postanowił zostać prezydentem. To jego wcześniej poznaliśmy i wybraliśmy, a nie ją. Dla mnie może być taką pierwszą damą, jaką chce. Szanuję , że mogła nie chcieć, albo zwyczajnie ją to przerasta. Dlatego kiedy zobaczyłam jak Pani Duda cieszyła się z zakończenia prezydentury męża, szczerze cieszyłam się razem z nią.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nie będzie nas, będzie las

Przebieramy już nogami. Jeszcze tylko czwartek, piątek i kawałek soboty. I znowu zakaszemy rękawy, ubierzemy kaloszki i gumofilce. Czeka na nas huk roboty. Zabierzemy się za tworzenie warzywnika.

Robi się

Boli mnie bark prawej ręki, dlatego nie będzie długiego tekstu. Czy widząc poniższe zdjęcia  wierzycie, że kiedyś będzie tu pięknie?