Oglądając rolkę na Kanale Zero z komentarzem Marii Stepan, poczułam coś między rozbawieniem a irytacją. Zobaczyłam Radosława Sikorskiego stojącego pod Białym Domem i słowa: „Koledzy patrioci z PiS chełpią się, że zablokowali rządowi wejście do Białego Domu”. Pani Maria, z lekką wyższością, kwituje to jednym słowem: dziecinada.
A chwilę później prezydent Nawrocki na platformie X dorzuca swoje: minister spraw zagranicznych powinien zajmować się poważnymi sprawami, zamiast „robić album z wyjazdu”.
Tylko że problem polega na tym, że pani Maria pokazuje jedną stronę medalu. A druga – znacznie ciekawsza – ginie w cieniu.
Dziecinada, ale kto ją zaczął?
Przypomnijmy fakty. To nie Sikorski wymyślił opowieść o „braku wstępu do Białego Domu”. Już wcześniej delegacja Nawrockiego, wracająca z USA, chełpiła się na lotnisku, że rząd Tuska nie ma tam czego szukać. Jeszcze wcześniej politycy PiS powtarzali tę narrację w mediach – z wyraźną satysfakcją.
I teraz crème de la crème: stustronicowa skarga wysłana za ocean. Autorem – sędzia Trybunału Konstytucyjnego, Bogdan Święczkowski. Dokument przedstawiający polski rząd jako uzurpatorów, niemal sprawców zamachu stanu. Jeżeli ktoś pierwszy poszedł na skargę do „pana w Ameryce”, to nie Sikorski, tylko obóz PiS.
Trudno więc dziwić się, że w Białym Domu rodzi się dystans wobec polskich władz. I że Trump – który żyje polityką w kategoriach lojalności i zdrady – nie patrzy na rząd Tuska z sympatią. To efekt donosu PiS, a nie jakiejś rzekomej „dziecinady” ministra.
Kartki, rolki i inne rekwizyty
Pamiętacie jeszcze sprawę kartki z życzeniami? Ta, którą Kancelaria Prezydenta wysłała do Kanału Zero, a potem przedstawiano ją jako obelgę dla Nawrockiego. Jedna kartka urastała do rangi skandalu państwowego.
To pokazuje mechanizm: PiS najpierw coś rozpęta, a potem z udawaną powagą oburza się na reakcję. Tak było z kartką, tak jest z rolką Sikorskiego.
I kiedy słyszę, że minister „robi album”, mam ochotę odpowiedzieć: a wy, panowie, robicie cały teatrzyk – z kartkami, skargami i triumfalnymi oświadczeniami na lotnisku.
Gdzie tu powaga?
Prezydent, który sam jeździ do Stanów z pominięciem rządu, mówi o „poważnych sprawach”. Delegacja, która jeszcze na lotnisku obwieszcza światu, że „rząd nie ma czego szukać”, mówi o „godności”.
A dziennikarze, którzy pokazują półprawdy, zarzucają dziecinadę innym.
Pointa
Rolka Sikorskiego była ironią – drobną szpileczką. Prawdziwą dziecinadą są stustronicowe donosy na własny kraj, kartki przerabiane na obrazy majestatu i opowieści o tym, kto kogo nie wpuścił do budynku.
Jeśli ktoś zrobił z polityki zagranicznej album, to właśnie PiS. Tyle że zamiast zdjęć wkleili do niego raporty, kartki i skargi.
I tego, drodzy państwo, w Kanale Zero już nie zobaczymy.

Komentarze
Prześlij komentarz