Przejdź do głównej zawartości

Sprawdzaj, zanim uwierzysz

 


Zima w siedlisku jest cicha.

Ogród śpi, nie ma grabienia ani kopania, a w zamian pojawia się coś innego – czas. Na patrzenie. Na myślenie. Także na to, co dzieje się poza naszym kawałkiem świata.

Za oknem sarny. Cisza, w której wszystko jakoś łatwiej się porządkuje.

I właśnie w tej ciszy, zupełnie przypadkiem, trafiłam na komentarz w internecie. Krótki, niby niewinny, a jednak zostający w głowie: „Wczoraj wyrok, dziś wejście do siedziby KRS”.

Nie było w nim krzyku. Była sugestia. Że to się łączy. Że coś się właśnie zaczyna.
I to był moment, w którym pomyślałam: sprawdzam.

Im dłużej czytałam, tym bardziej widziałam, że ten komentarz był tylko początkiem góry lodowej. Bo zaraz potem ruszyła medialna lawina. Ton nadała TV Republika.

Tomasz Sakiewicz mówił wprost:
„Mamy napad na KRS, zwykły bandycki napad”.

Chwilę później dołączył poseł Dariusz Matecki, podkręcając emocje jeszcze bardziej:
„Najgorsze, co mogli zrobić, już zrobili. Przejęli nielegalnie konstytucyjny organ państwa!”

Brzmiało to poważnie.
Groźnie.
Tak, jakby ktoś właśnie dokonał zamachu na fundamenty państwa.

A ja, siedząc przy stole i patrząc na sarny za oknem, zaczęłam robić to, co coraz częściej uważam za jedyną sensowną reakcję: czytać dalej.

I wtedy okazało się, że – jak w tym starym kawałku – kradną… ale nie to, nie tam i nie tak, jak opowiadano.

Bo to nie był napad na KRS jako całość.
Nie było „przejęcia instytucji”.
Nie chodziło o podporządkowanie Rady ani o „podbój” konstytucyjnego organu.

Chodziło o jedno konkretne pomieszczenie w budynku KRS.
I o konkretne dokumenty.

Dokumenty potrzebne prokuraturze w toczącym się postępowaniu. Dokumenty, których wcześniej nie wydano, mimo wezwań i podstaw prawnych. Dopiero w momencie, gdy te próby zawiodły, prokuratura zleciła policji wejście i zabezpieczenie akt.

Nie „bo chcieli”.
Nie „bo mogli”.
Tylko dlatego, że wcześniej ich nie dostali.

Tak – były przepychanki. Tego nie da się przemilczeć.
Ale nie dlatego, że policja „napadła na sędziów”.
Były, bo politycy PiS pojawili się na miejscu i próbowali fizycznie blokować czynności służb. To tam powstało napięcie, chaos i obrazy, które potem krążyły w mediach społecznościowych.

I tu wracamy do punktu wyjścia.
Między hasłem „bandycki napad” a rzeczywistością jest ogromna różnica.
Między „przejęciem KRS” a wejściem do jednego pomieszczenia po dokumenty – przepaść.

A jednak krzyk wygrał z wyjaśnieniem.

I wtedy przyszła refleksja, która została ze mną na dłużej:
że najgłośniej krzyczą dziś często ci, którzy najbardziej boją się sprawdzania. Bo sprawdzanie odbiera im narrację. Odbiera strach. Odbiera prostą historię, którą da się sprzedać w nagłówku.

Gdzieś po drodze zatraciliśmy sens udowadniania nieprawdy. Wystarczy powiedzieć coś głośno, kilka razy, z odpowiednim obrazkiem w tle. A prawda? Prawda nie krzyczy. Prawda wymaga czasu.

Takiego jak ta zima w siedlisku.

Dlatego patrząc na sarny za oknem, postanowiłam jedno:
zamiast reagować emocją – sprawdzać.

Sprawdzaj, zanim uwierzysz.

Nie dlatego, że wszyscy kłamią.
Dlatego, że nie wszystko, co brzmi groźnie, jest prawdą 

Komentarze

  1. Nie każdy jest tak dociekliwy jak Grażka.Często czytamy pobieżnie z jednego źródła i już mamy wyrobione zdanie na temat wydarzenia.Nie mam w abonamencie telewizji Sakowicza,więc na szczęście nie muszę szukać sprostowań.Mam dalszą kuzynkę,która publikuje niesprawdzone wiadomości w stylu Republiki.Żadne argumenty do niej nie docierają,przestałam próbować.Bardzo chętnie czytam Twojego bloga,bo wiem,że jesteś obiektywna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. Staram się po prostu nie opierać na jednym źródle i nie ferować wyroków zbyt szybko. Cieszę się, że to tu wybrzmiewa.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nie będzie nas, będzie las

Przebieramy już nogami. Jeszcze tylko czwartek, piątek i kawałek soboty. I znowu zakaszemy rękawy, ubierzemy kaloszki i gumofilce. Czeka na nas huk roboty. Zabierzemy się za tworzenie warzywnika.

Robi się

Boli mnie bark prawej ręki, dlatego nie będzie długiego tekstu. Czy widząc poniższe zdjęcia  wierzycie, że kiedyś będzie tu pięknie?