Przejdź do głównej zawartości

„Co wyzwala w nas Jerzy Owsiak?”


 Lubię czytać komentarze.

Nie dlatego, że wszystkie są miłe, ale dlatego, że czytając je, można dowiedzieć się bardzo wiele o osobie, która jest po drugiej stronie ale też  o sobie samej.

Czytając jeden z komentarzy, pomyślałam, że mamy z tą Panią  jedną wspólną rzecz. Bliskie nam osoby zmarły na sepsę.
Mnie, wiele lat temu, zmarł tata. Jej — mąż.

Nie porównuję tych tragedii. Żałoby nie da się porównać. Inaczej przeżywa się odejście schorowanego, starszego rodzica, inaczej śmierć ukochanego męża. Każda strata ma swój ciężar, swój rytm i swoją samotność.

Pamiętam swoją żałobę. Pamiętam listy, które pisałam do taty — choć wiedziałam, że ich nie przeczyta. Pamiętam też słowa znajomej psycholog, która powiedziała mi wtedy, że żałobę trzeba przeżyć. Przejść przez nią. Nie ominąć. Nie zamienić bólu w gniew.

Mam wrażenie, że ta Pani tej żałoby nie przeżyła.
Całe swoje nieszczęście związała z jednym nazwiskiem — Jerzy Owsiak. Uwierzyła, że to on ośmieszył sepsę. Że to on jest winny. I od tej pory nienawiść stała się dla niej sposobem radzenia sobie z bólem.

Ponieważ temat sepsy jest mi bardzo bliski, spróbowałam zrobić coś prostego i uczciwego — odszukać w sieci ten moment, te słowa, które miały ją tak bardzo zranić. Szukałam konkretnej wypowiedzi, nagrania, cytatu. Czegoś, co można by nazwać ośmieszaniem choroby.

Nie znalazłam nic takiego.

Jedyne, do czego udało mi się dotrzeć, to kampania informacyjna dotycząca sepsy — plakat z mocnym hasłem, który dla jednych był próbą zwrócenia uwagi na śmiertelnie poważny problem, a dla innych stał się symbolem. Skrótem. Czymś, co można było odczytać bardzo różnie, w zależności od własnych doświadczeń i ran.

I wtedy zrozumiałam, że to działa dokładnie tak samo jak z moim zdjęciem i czapką.
Jedni widzą po prostu kolorową czapkę.
Inni — znak pomagania i solidarności.
A jeszcze inni zobaczyli w niej politykę, prowokację, opowiedzenie się po jakiejś stronie.

Ten sam obraz. A tak różne odczytania.

W takich momentach ani czapka nie jest już tylko czapką, ani plakat nie jest tylko plakatem. Stają się wyzwalaczami — bodźcami, które uruchamiają coś znacznie głębszego niż bieżąca sytuacja. Reakcja nie dotyczy już tego, co jest tu i teraz, ale tego, co w środku wciąż boli i nie zostało domknięte.

 Powiedziałam Pani , że nie łączę sepsy ani śmierci bliskich ani z  Owsiakiem.
Ale ona już wybrała swoją narrację. Znalazła winnego. A kiedy znajdzie się winnego, żałoba może zostać zatrzymana — bo gniew wydaje się łatwiejszy niż bezradność.

A potem pojawiam się ja. W tej czapce.
I nagle staję się kolejnym wrogiem. Dostaję w komentarzach kijem bejsbolowym: za czapkę, za jej męża, za sepsę, za cudzą nieprzeżytą żałobę.

I chcę to powiedzieć jasno: wiem, kim jestem.
Dlatego te komentarze mnie dziś nie ranią. Wiem, że one nie są o mnie. Są o bólu, który nie znalazł innej drogi. O żałobie, która utknęła. O emocjach, które muszą gdzieś uderzyć.

Ten temat jest mi bliski także dlatego, że sama — po własnych traumach — miałam swoje wyzwalacze. Słowa, obrazy, sytuacje, które nagle przenosiły mnie w miejsca, w których już nie chciałam być. Z czasem nauczyłam się je rozpoznawać. Zobaczyć moment, w którym reakcja nie dotyczy teraźniejszości, tylko starego, niezaleczonego bólu.

To nie przyszło samo. To była mozolna, cicha praca. Ale warta wykonania.

Dlatego dziś, nawet jeśli ktoś kopie mnie po kostkach, nie biorę tego do siebie.( coraz mniej) 
Zostaję przy sobie. Przy tym, co wiem. Przy drodze, którą przeszłam.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nie będzie nas, będzie las

Przebieramy już nogami. Jeszcze tylko czwartek, piątek i kawałek soboty. I znowu zakaszemy rękawy, ubierzemy kaloszki i gumofilce. Czeka na nas huk roboty. Zabierzemy się za tworzenie warzywnika.

Robi się

Boli mnie bark prawej ręki, dlatego nie będzie długiego tekstu. Czy widząc poniższe zdjęcia  wierzycie, że kiedyś będzie tu pięknie?