Lubię czytać komentarze.
Nie dlatego, że wszystkie są miłe, ale dlatego, że czytając je, można dowiedzieć się bardzo wiele o osobie, która jest po drugiej stronie ale też o sobie samej.
Nie porównuję tych tragedii. Żałoby nie da się porównać. Inaczej przeżywa się odejście schorowanego, starszego rodzica, inaczej śmierć ukochanego męża. Każda strata ma swój ciężar, swój rytm i swoją samotność.
Pamiętam swoją żałobę. Pamiętam listy, które pisałam do taty — choć wiedziałam, że ich nie przeczyta. Pamiętam też słowa znajomej psycholog, która powiedziała mi wtedy, że żałobę trzeba przeżyć. Przejść przez nią. Nie ominąć. Nie zamienić bólu w gniew.
Ponieważ temat sepsy jest mi bardzo bliski, spróbowałam zrobić coś prostego i uczciwego — odszukać w sieci ten moment, te słowa, które miały ją tak bardzo zranić. Szukałam konkretnej wypowiedzi, nagrania, cytatu. Czegoś, co można by nazwać ośmieszaniem choroby.
Nie znalazłam nic takiego.
Jedyne, do czego udało mi się dotrzeć, to kampania informacyjna dotycząca sepsy — plakat z mocnym hasłem, który dla jednych był próbą zwrócenia uwagi na śmiertelnie poważny problem, a dla innych stał się symbolem. Skrótem. Czymś, co można było odczytać bardzo różnie, w zależności od własnych doświadczeń i ran.
Ten sam obraz. A tak różne odczytania.
W takich momentach ani czapka nie jest już tylko czapką, ani plakat nie jest tylko plakatem. Stają się wyzwalaczami — bodźcami, które uruchamiają coś znacznie głębszego niż bieżąca sytuacja. Reakcja nie dotyczy już tego, co jest tu i teraz, ale tego, co w środku wciąż boli i nie zostało domknięte.
Ten temat jest mi bliski także dlatego, że sama — po własnych traumach — miałam swoje wyzwalacze. Słowa, obrazy, sytuacje, które nagle przenosiły mnie w miejsca, w których już nie chciałam być. Z czasem nauczyłam się je rozpoznawać. Zobaczyć moment, w którym reakcja nie dotyczy teraźniejszości, tylko starego, niezaleczonego bólu.
To nie przyszło samo. To była mozolna, cicha praca. Ale warta wykonania.

Komentarze
Prześlij komentarz