Przejdź do głównej zawartości

"Rocznica", która zostaje w głowie na długo


 Zimowe dni są ciemne i długie. Takie, że człowiek chętniej zostaje w domu, niż gdziekolwiek wychodzi. W przerwie pomiędzy świętami a Nowym Rokiem udało nam się z Wojtkiem obejrzeć kilka filmów. Bez wielkich oczekiwań, raczej z potrzeby bycia razem i zajęcia myśli czymś innym niż codzienne sprawy.

Jednym z tych filmów była "Rocznica" — amerykański thriller w reżyserii Jana Komasy, polskiego twórcy, który po sukcesie Bożego Ciała zabrał się za kino o bardzo ostrym przesłaniu. Ten film mnie nie tylko poruszył. On mnie wręcz zatrzymał w miejscu. 

Rocznica zaczyna się od pozornie niewinnej rodzinnej uroczystości — 25. rocznicy ślubu Ellen i Paula, zamożnej pary z przedmieść Waszyngtonu. Syn przyprowadza nową narzeczoną, Liz — dawną studentkę matki, która została wyrzucona z uczelni za radykalne poglądy. Nikt nie spodziewa się, że ten jeden dzień zmieni ich życie na zawsze.

Liz, mimo uroku i pozornej uprzejmości, skrywa ogromne ambicje. Jej książka — manifest ideologiczny, który staje się podstawą ruchu nazwanego The Change — zdobywa szerokie poparcie, a jej wpływ na rodzinę rośnie z każdym kolejnym spotkaniem. Z czasem nie tylko więzi rodzinne rozpadają się, ale kraj zaczyna się walić. Najbliżsi stają się dla siebie wrogami, a dialog zamienia się w otwartą wojnę. Ostatecznie bohaterowie kończą nieszczęśliwie — nie tylko jako rodzina, ale także jako ludzie, którzy utracili siebie nawzajem.

Z przerażeniem patrzyłam na to, co działo się z tą rodziną. Jak skrajna polityka, którą przyniosła nowa partnerka syna, krok po kroku wkradała się w codzienne życie i rodzinne relacje. Jak pozornie niewinne spory przy stole zaczynały się zmieniać w ostrą wojnę zdań, a bliskość i zaufanie, które przez lata budowali rodzice, rozpadały się niemal niezauważalnie. To przerażające, jak jedna wizja świata potrafi zawęzić pole widzenia, zatrzeć zdolność do słuchania, współczucia i rozmowy. Nie każdy, kto ma silne poglądy, stanie się tyranem, ale film pokazuje, że kiedy zamykamy się na inne perspektywy, katastrofa — w rodzinie czy w społeczeństwie — może nadejść szybciej, niż się spodziewamy.

Wróciłam myślą do tego, co widzę w sieci. Nie chodzi o konkretne osoby ani komentarze. Chodzi o pewien mechanizm, który znamy już nie tylko z filmów: jak łatwo uznajemy własne poglądy za jedyne dopuszczalne i przestajemy rozmawiać, a zaczynamy walczyć.

Mimo upływającego czasu obraz tej rodziny wciąż zostaje ze mną. Zostało to przerażenie, ale też przestroga: jak łatwo możemy stracić rozsądek, gdy jedna wizja świata wydaje się jedyną słuszną, gdy zaczynamy patrzeć na ludzi przez pryzmat jednej partii i własnej racji. Dlatego polecam ten film każdemu — szczególnie tym, którzy czują, że mają rację zawsze i wszędzie. Bo Rocznica uczy, że warto czasem zatrzymać się, spojrzeć szerzej i pamiętać, że świat nie jest czarno-biały, a relacje międzyludzkie są cenniejsze niż jakakolwiek ideologia. 

Jeszcze zanim zobaczyłam ten film, wiedziałam, że w codziennym życiu mam swoją granicę. Śledzę różne wydarzenia, obserwuję, analizuję, opisuję je później na blogu, ale w realnym świecie polityka nie jest tematem rozmów — ani z Wojtkiem, ani ze znajomymi, ani z dziećmi. Formułowanie własnych poglądów mi wystarcza; nie muszę przenosić ich do codzienności. Piszę felieton, publikuję, a moja potrzeba zostaje zaspokojona. Może wydawać się to dziwne, ale dzięki temu potrafię zadbać o spokój wewnętrzny naszego domu. To właśnie w nim, przy zwykłych dniach, przy kawie i rozmowach o tym, co naprawdę ważne, odnajduję równowagę i bezpieczeństwo, które nic nie jest w stanie mi zabrać.


Komentarze

  1. Witaj Graszko. Mam zamiar obejrzeć " Rocznicę" i ciekawa jestem jak ja odbiorę ten film. Zobaczymy.
    Odniosę się do Twoich spostrzeżeń, bo mam bardzo podobne odczucia , kiedy obserwuję co dzieje się z ludźmi, jak zaczynają mówić o polityce.
    Ja już dawno uznałam, że o polityce i religii nie rozmawiam. Podobnie jak sprawy intymne, to dla mnie tematy zbyt delikatne i bardzo prywatne. Mam swoje poglądy, z którymi się nie obnoszę. Ale z grubsza mogę wyznać, że po wielkich rozczarowaniach politykami, na których głosowałam, nie chcę już angażować się w ten temat zupełnie. Zagłosuję na wyborach, bo to mój obywatelski obowiązek. Ale to już będzie wybór na zasadzie " wybiorę mniejsze zło". Od dawna polityka mi śmierdzi. To grząskie bagienko.
    Ale nie o tym chciałam:)
    W naszej mniejszej i większej rodzinie poglądy polityczne od zawsze były tematem zaciekłych sporów. Ja miałam inne niż mąż, moja mama, teściowa. Nawet mój ukochany śp. Tatko był w opozycji do moich liberalnych poglądów. Był konserwatystą, antylewicowcem. Na szczęście nie z tych wojujących. To był bardzo spokojny, kulturalny człowiek, który nikomu nic nie narzucał. Rozumiałam mojego Tatę i jego poglądy, ze względu na historię naszej rodziny. Dziadek mojego Taty został zesłany na Sybir i już stamtąd nie wrócił. Babcię z trójką dzieci wypędzono z majątku i przesiedlono.Mieli bardzo ciężkie życie. Żyli w biedzie osieroceni i pozbawieni dorobku całego życia.
    Ale do brzegu..
    W moim domu kategorycznie zakazałam rozmów o polityce.
    Niestety, ciągle jest wszechobecna wokół. Widzę, że budzi w ludziach demony i przeraża mnie to.
    A wystarczy tak niewiele by to zmienić.
    Wystarczy zrozumieć, że jesteśmy różni. I uszanować to. Nie przekonywać, nie nawracać. Być razem w szacunku do siebie.

    Pozdrawiam serdecznie 🤗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nino, dziękuję Ci za ten długi, szczery komentarz i za podzielenie się historią Twojej rodziny. Bardzo mocno wybrzmiewa w nim to, jak doświadczenia – także te bolesne i niesprawiedliwe – kształtują nasze spojrzenie na świat. Właśnie dlatego tak trudno jest sprowadzać poglądy do prostych ocen.

      Jestem bardzo ciekawa, jak odbierzesz Rocznicę, kiedy już ją obejrzysz. Mam poczucie, że to film, który uruchamia osobiste refleksje i zostaje w człowieku na dłużej.

      U z Wojtkiem mamy podobne poglądy. Przy naszym stole polityka nie gości — nie z ucieczki, ale z wyboru. Bo jest tyle innych tematów, które naprawdę budują więź i dają poczucie bezpieczeństwa. O polityce nie rozmawiamy też z naszymi gośćmi.
      Dziękuję Ci za spokojny, uważny głos i za to, że przypominasz, jak ważny jest szacunek mimo różnic

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nie będzie nas, będzie las

Przebieramy już nogami. Jeszcze tylko czwartek, piątek i kawałek soboty. I znowu zakaszemy rękawy, ubierzemy kaloszki i gumofilce. Czeka na nas huk roboty. Zabierzemy się za tworzenie warzywnika.

Robi się

Boli mnie bark prawej ręki, dlatego nie będzie długiego tekstu. Czy widząc poniższe zdjęcia  wierzycie, że kiedyś będzie tu pięknie?