Przejdź do głównej zawartości

Kiedy mówi się: musimy - Dariusz Matecki


 Siedzę przy biurku. Za oknem zima w pełni. Od dłuższego czasu wszystko przykryte jest grubą warstwą śniegu, mróz trzyma mocno, świat zwolnił i ucichł. Kot leży obok, mruczy i co chwilę próbuje położyć się dokładnie tam, gdzie mam ręce.

I pewnie bym nie pisała, gdyby temat znów nie przyszedł sam.

Mignęła mi dziś w internecie wypowiedź Dariusza Mateckiego . Napisał, że „musimy dążyć” do tego, żeby w Polsce powstały jednostki podobne do amerykańskiego ICE – służby zajmującej się wyłapywaniem i deportowaniem emigrantów. Zatrzymałam się na tym zdaniu na dłużej. Nie dlatego, że było nowe. Raczej dlatego, że było tak bardzo znajome.

Dla tych, którzy polityki nie śledzą: Matecki to poseł PiS. Kilka miesięcy temu został aresztowany. Prokuratura postawiła mu poważne zarzuty finansowe związane z publicznymi pieniędzmi i fikcyjnym zatrudnieniem. Spędził w areszcie kilka tygodni, a wyszedł po wpłaceniu wysokiej kaucji. Sprawa nadal się toczy.

I nie wiem, czy to tylko moje wrażenie, ale od tamtego czasu jego wypowiedzi stały się ostrzejsze. Jest w nich więcej złości, więcej twardości, mniej zastanowienia. Jakby wszystko trzeba było rozwiązywać siłą. Chyba czuje, że nie ma nic do stracenia, że atak jest najlepszym wyborem. 

Patrząc na takie słowa, wraca obraz Stanów Zjednoczonych i tego, co dzieje się tam teraz. Wyciąganie ludzi z domów. Dzieci patrzące na zatrzymywanych rodziców. Protesty na ulicach, bo coraz więcej osób mówi wprost: to już nie jest bezpieczeństwo, to jest strach.

Historia pokazuje, że takie mechanizmy zawsze zaczynają się podobnie. Od przekonania, że „musimy”. Że dla dobra większości można poświęcić innych. Kiedyś wyłapywano Żydów. Dziś wyłapuje się emigrantów. Zawsze najpierw pojawia się grupa, którą łatwo nazwać problemem.

I zaczynam się zastanawiać, czy naprawdę chcemy mieć w Polsce „drugie Stany”. Czy naprawdę chcemy kopiować rozwiązania, które tam dzielą ludzi i rozbijają społeczeństwo. Patrząc na zachwyt części polityków Trumpem i jego sposobem myślenia, mam wrażenie, że niektórzy przestali widzieć, dokąd to wszystko prowadzi.

Nie piszę tego z oburzenia. Raczej z niepokoju. Bo najgroźniejsze rzeczy rzadko zaczynają się od krzyku. Częściej od spokojnych, stanowczych zdań wypowiadanych z przekonaniem, że nie ma już miejsca na wątpliwości.


Kot znów mruczy, domaga się uwagi. Zima za oknem trwa. I zostaję z myślą, że warto bardzo uważnie słuchać tych, którzy zbyt łatwo zachwycają się siłą. Bo historia już wiele razy pokazała, czym takie zachwyty się kończą.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nie będzie nas, będzie las

Przebieramy już nogami. Jeszcze tylko czwartek, piątek i kawałek soboty. I znowu zakaszemy rękawy, ubierzemy kaloszki i gumofilce. Czeka na nas huk roboty. Zabierzemy się za tworzenie warzywnika.

Robi się

Boli mnie bark prawej ręki, dlatego nie będzie długiego tekstu. Czy widząc poniższe zdjęcia  wierzycie, że kiedyś będzie tu pięknie?