Nie chciałam jednak zatrzymać się na pierwszym wrażeniu. Wiem, jak łatwo dziś ulec własnym przekonaniom i jak chętnie media, niezależnie od politycznych sympatii, pokazują jedynie tę część rzeczywistości, która pasuje do budowanej przez nie opowieści. Zaczęłam więc czytać relacje z różnych źródeł, próbując oddzielić fakty od interpretacji. Im więcej czytałam, tym bardziej miałam poczucie, że sprawa jest znacznie bardziej złożona, niż wynikałoby to z dramatycznych nagłówków.
Z dostępnych informacji wynika, że niemiecka policja nie zatrzymała przypadkowych ludzi modlących się przy krzyżu. Doszło do sporu dotyczącego formy zgromadzenia i przemarszu, a policja twierdziła, że uczestnicy nie mogą kontynuować go w zaplanowanej formie. Można oczywiście dyskutować o tym, czy interwencja była adekwatna, czy funkcjonariusze nie przesadzili i czy całe zdarzenie można było rozwiązać spokojniej. Trudno jednak nie zauważyć, że w medialnych relacjach niektóre istotne szczegóły zostały zepchnięte na dalszy plan.
Jednym z nich były okrzyki „Gestapo” kierowane pod adresem niemieckich policjantów. Przyznam, że ten fragment szczególnie zwrócił moją uwagę, ponieważ jeśli naprawdę zależy nam na poważnym traktowaniu historii, to nie możemy jednocześnie lekko posługiwać się słowami niosącymi tak ogromny ciężar. Gestapo nie było zwykłą policją. Było narzędziem terroru odpowiedzialnym za prześladowania, tortury i śmierć tysięcy ludzi. Dlatego nie potrafię zrozumieć, dlaczego część komentatorów z oburzeniem mówi o zachowaniu niemieckich funkcjonariuszy, a jednocześnie przechodzi do porządku dziennego nad porównywaniem ich do jednej z najbardziej zbrodniczych organizacji w historii Europy.
Właśnie wtedy wróciło do mnie pierwsze odczucie, które pojawiło się po obejrzeniu materiałów. Nie była to pewność ani oskarżenie, lecz niepokojące skojarzenie. Kiedy czyta się o wyjeździe do Berlina z krzyżem, o śpiewaniu pieśni zawierającej słowa „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”, o konfrontacji z policją, o okrzykach „Gestapo”, a następnie ogląda materiały przedstawiające całą sytuację jako kolejną odsłonę konfliktu między Niemcami a Polakami, trudno nie zastanawiać się, czy konflikt nie był od początku wpisany w ten scenariusz.
Historia nauczyła mnie jednego: bardzo ostrożnie podchodzę do ludzi i środowisk, które swoją popularność budują na narodowych urazach, poczuciu krzywdy i przekonaniu, że cały świat jest przeciwko nam. Jeszcze większą ostrożność zachowuję wtedy, gdy widzę, jak sprawnie pojedyncze wydarzenie zostaje zamienione w opowieść o narodzie niewinnie prześladowanym przez innych. Być może dlatego tak bardzo razi mnie wizja Polski przedstawianej wyłącznie jako kraju bez win, bez błędów i bez odpowiedzialności za cokolwiek. Nie dlatego, że nie znam naszej historii cierpienia, lecz dlatego, że znam ją wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że żaden naród nie składa się wyłącznie z bohaterów, tak samo jak żaden nie składa się wyłącznie z oprawców.
Najbardziej niepokoją mnie jednak nie sami politycy ani nawet nie same media. Najbardziej niepokoją mnie komentarze, które czytam pod artykułami i filmami. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że wiele osób żyje w stanie nieustannego wzburzenia, jakby czekały na kolejny sygnał potwierdzający, że są otoczone przez wrogów. Wystarczy kilka odpowiednio dobranych obrazów, kilka emocjonalnych nagłówków i kilka wielkich słów o zdradzie, prześladowaniu czy walce o ojczyznę, by natychmiast pojawiły się setki komentarzy pełnych gniewu, pogardy i pragnienia odwetu.
Być może właśnie dlatego oglądając berlińskie wydarzenia nie myślałam o patriotyzmie ani o zwycięstwie w jakimkolwiek sporze. Myślałam raczej o tym, jak łatwo można dziś rozpalać ludzi za pomocą historii i jak często pamięć o ofiarach staje się jedynie tłem dla współczesnych politycznych przedstawień. A przecież pamięć o wojnie, o cierpieniu i o ludziach, którzy stracili życie, zasługuje na coś więcej niż rolę rekwizytu wykorzystywanego do budowania kolejnych podziałów.
- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje
Etykiety
rozmowy przy kawie- Pobierz link
- X
- Inne aplikacje

Komentarze
Prześlij komentarz