Przejdź do głównej zawartości

Wszystko zostawiam za płotem

 Ostatnio dużo maluję.


Sięgam po duże formaty, po faktury, po gips, po warstwy farby, które zostają pod paznokciami jeszcze długo po skończonej pracy. Remont poddasza otworzył przede mną nową przestrzeń — także dosłownie. W końcu moje obrazy zawisną na ścianach naszego domu. Nie będą schowane w kącie, oparte o ścianę, czekające na „lepszy moment”.

I chyba właśnie dlatego tworzę teraz inaczej. Odważniej.

Nigdy nie usłyszałam od Wojtka: „po co ci to?”, „szkoda ściany na takie bohomazy”.
A uwierzcie mi, wiele kobiet słyszało podobne zdania nie tylko o obrazach, ale też o swoich marzeniach, pomysłach i potrzebach.

Czasem największą miłością jest po prostu niepodcinanie skrzydeł.

Kiedy maluję, często słucham podcastów. Lubię rozmowy, które coś wnoszą. Nie plotki. Nie kanały, które żyją z oceniania innych ludzi. A tych jest dziś coraz więcej. Wystarczy mikrofon, trochę pewności siebie i przekonanie, że własna opinia jest prawdą objawioną.

I powstają kolejne „kanały komentujące”.
Ludzie nie mają czasu sami śledzić różnych osób, oglądać wywiadów czy wyciągać własnych wniosków, więc dostają gotową papkę — pełną emocji, wulgaryzmów, uproszczeń i często zwykłej pogardy.

Najbardziej niepokoi mnie jednak coś innego.
To, że bardzo często ci ludzie nie komentują świata — oni odreagowują siebie. Swoje zranienia, frustracje, własny gniew. A odbiorca dostaje to wszystko podane jako „obiektywną prawdę”.

Dlatego unikam takich miejsc.

Ostatnio słuchałam rozmowy z Kasią Nosowską. Powiedziała coś, co zostało we mnie na długo. Opowiadała o hejcie, którego doświadczała i wspomniała, że kiedy była na szczycie popularności, sama komentarzy nie czytała. Czytała je jej mama. I bardzo to przeżywała. Nie potrafiła sobie z nimi poradzić. 

To jedno zdanie mnie zatrzymało.

Bo czasem mam wrażenie, że ludzie piszą komentarze tak, jakby po drugiej stronie nie było człowieka. Jakby aktor, piosenkarka czy celebryta byli tylko obrazkiem na ekranie. A przecież oni mają matki. Dzieci. Bliskich. Kogoś, kto czyta te słowa i cierpi.

Podobnie pomyślałam ostatnio słuchając podcastu Małgosi Rozenek.
Nie jestem jej adwokatem. Jest mi raczej obojętna jako postać medialna. Ale słucham jej rozmów, bo są dobrze przygotowane, merytoryczne i naprawdę ciekawe. Widzę, ile pracy wkłada w research i przygotowanie do wywiadów.

I pod rolką promującą rozmowę o hejcie przeczytałam komentarze… o operacjach plastycznych.

To było uderzające.

Kobieta mówi o czymś ważnym, prowadzi wartościową rozmowę, a część ludzi widzi tylko jej twarz. Przestaliśmy słuchać. Ocenianie wyglądu stało się ważniejsze niż treść.

A przecież każdy ma prawo wyglądać tak, jak chce.

Im jestem starsza, tym bardziej doceniam spokój, który stworzyliśmy tutaj, w naszym siedlisku.
Ktoś ostatnio zapytał mnie, jak reaguję na to wszystko, co dzieje się w miasteczku, wokół ludzi, emocji, plotek i internetowego hałasu.

Odpowiedziałam wtedy bardzo szczerze:

Płot, który postawiliśmy wokół naszego domu, jest moją psychologiczną zaporą.

Wszystko zostawiam za płotem.

I może właśnie dlatego tak dobrze mi się tutaj maluje.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nie będzie nas, będzie las

Przebieramy już nogami. Jeszcze tylko czwartek, piątek i kawałek soboty. I znowu zakaszemy rękawy, ubierzemy kaloszki i gumofilce. Czeka na nas huk roboty. Zabierzemy się za tworzenie warzywnika.

Robi się

Boli mnie bark prawej ręki, dlatego nie będzie długiego tekstu. Czy widząc poniższe zdjęcia  wierzycie, że kiedyś będzie tu pięknie?