poniedziałek, 1 lipca 2019

O imprezie słów kilka

Kiedy organizowaliśmy serowarską sobotę w Bobrowni, jednogłośnie wygrał ser "chałwowy". Na tą imprezę nie robiłam serów, ale równie staranie się przygotowywałam.


Z dań które już wcześniej robiłam był:

  • burak pieczony z migdałami i orzechami nerkowca, polany sosem na bazie oliwy i syropu klonowego,
  • sałatka z zieloną soczewicą, pieczonym batatem i burakami,
  • jarmuż z pieczarkami, suszonymi pomidorami, przeróżnymi nasionkami i granatem,
  • kotleciki z kaszy jaglanej, czerwonej soczewicy i marchwi,
  • humus z fasoli,
  • humus z ciecierzycy i słonecznika

Dla mnie nowością były dwie sałatki na bazie Qunoi czyli komosy ryżowej. W dniu imprezy nie miałam czasu zrobić zdjęć. Poniższe zrobiłam w poniedziałek rano


Składniki: komosa, świeży ogórek, pomidor, cebula, mięta, rodzynki
Na suchej patelni podsmażone nasionka słonecznika, zalane syropem z agawy. Wszystko razem wymieszane
Przyprawy: kurkuma, sól i pieprz

Składniki: komosa, rzodkiewka, arbuz, ogórek, serek feta, szczypiorek, natka pietruszki, sezam. Sól i pieprz.

Na tej imprezie jednogłośnie wygrał burak, drugie miejsce zajęła komosa z kurkumą. 


Pisałam już, że przepisy czerpię z kanału pani Agnieszki "Jedz inaczej". Teraz już nauczyłam się je również modyfikować. Jeżeli czegoś nie ma, to zastępuję czymś innym. 

Nie zapytałam gości o pozwolenie na publikację zdjęć przy stole  dlatego ich nie będzie. 

To był fajnie spędzony czas przy stole, w starym sadzie, z grupką przemiłych ludzi. Czas żartów, ale też i ciekawych rozmów o życiu. Takie trochę moje pięć minut, gdzie otrzymałam całą masę pochwał. Za dobre jedzenie, za fajnie urządzony  dom. 

Niektórzy mężowie dostali zlecenie na zrobienie łóżka z palet. Bardzo spodobały się wiszące zdjęcia w łazience. No było mi miło i już. 

W niedzielę pojechaliśmy "mieszczuchom" pokazać konie u Very i Piotra. 






Goście z Gdańska,  którzy byli od piątku, pojechali w niedziele wieczorem. I wszystko wróciło do powszedniości. Poranna kawa, śniadanie, rozmowy z Wojtkiem, wizyta z Kilerem u doktora Wrotka. Lubię moje życie, to z gośćmi, ale też i to z ciszą i swoimi zwierzętami. 

Na lipiec mamy  już  plany. Ponieważ wraz z Wojtkiem wyznajemy zasadę "cudze chwalicie, swojego nie znacie" postanowiliśmy weekendy spędzać na wycieczkach po małych miasteczkach Citaslow. Z uwagi na nasze koty, będą to wycieczki jednodniowe. Już teraz ogromnie się cieszę na te wakacje. Jak mówi Wojtek - trzeba zmienić widok, żeby poczuć zapach pieczonego chleba, po powrocie do domu.

Wszystkim moim gościom bardzo dziękuję za pięknie spędzony czas. 









3 komentarze:

  1. Pieknie i smacznie musialo tam byc Graszko :)
    A ja podziwiam Ciebie w tej sukience i kapeluszu,
    piekny zestaw i pieknie w nim wygladasz!
    Uroczo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie apetyczne te potrawy z warzyw, w sam raz na mój smak;)
    Spotkanie z milymi lubianymi ludźmi dodaje sensu życiu, wspaniale mieć przyjaciół.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyjemne są takie przyjacielskie spotkania. Jedzonko wygląda smakowicie, akurat na te gorące dni w sam raz. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń