sobota, 22 czerwca 2019

O sobie i nie tylko

Jest we mnie  niesamowita sprzeczność. Jakby dwie Grażyny siedziały w mojej głowie.
Pierwsza- nie potrafi odnaleźć się w dużym towarzystwie. Każdorazowo, kiedy nie zna większości  ludzi,bardzo się denerwuje.
Druga -  jest ciekawa ludzi.  Lubi pokonywać swoje wewnętrzne bariery.
Tak, moją największą inspiracją  są  ludzie, lubię poznawać ich  historie.


Wojtek przed każdym takim wyjściem przekonuje mnie, że będzie dobrze, że mam tak tego nie przeżywać. Łatwo powiedzieć, gorzej uczynić.

Podziwiam w ludziach   umiejętności zorganizowania takich dużych spotkań. Ja, jeśli organizuję coś u siebie,  i mają być obecne  więcej niż dwie osoby, bardzo się denerwuję.  Dlatego  sporadycznie decyduję się na  takie  imprezy u nas.

Jak zwykle wczorajsze  obawy i stres były zupełnie bezpodstawne. Po powrocie  od Dziedziców Pruskich, czyli Piotra i jego żony Very, karciłam siebie samą za  moje emocje przed wyjściem.
Było cudownie, za co bardzo im  dziękujemy.

Vera prowadzi taki dom, który z założenia bardzo mi się podoba. Podoba mi się u kogoś, ale mi samej trudno wdrożyć go  w życie. Bo ja w kuchni taka Zosia samosia jestem. Jedynymi osobami które dopuściłam do własnej kuchni był Jacek z Gdańska, mąż Gabrysi i kuzynka Wojtka-  Hania, która mieszka na stałe we Francji. I uważam to za ogromny sukces :-)





Zdjęcia ukradłam Piotrowi z FB  :-)

3 komentarze:

  1. To musiało być nadzwyczaj udane spotkanie, widać chociażby patrząc na zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Grażynko, impreza była tak udana także dzięki Twojemu smalcowi z fasoli :) Dziękujemy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Doskonale rozumiem tę sprzeczność w Tobie, bo mam podobnie. W większych skupiskach tracę śmiałość, nawet gdy znam całe towarzystwo.

    OdpowiedzUsuń