czwartek, 30 maja 2019

Zmiany

Jestem szczęściarą, pomyślałam sobie kilka dni temu, siedząc w fotelu i patrząc na roztaczający się widok za oknem. Jestem szczęściarą, bo dane mi jest kosztować życie jak najlepszą potrawę. Smakować powoli, rozkoszować się każdym kęsem. Delektować się.



Nie wszystkie decyzje, tak jak i potrawy, są dobre i smaczne.  Czasami trafia się jakaś gorycz. Moją  goryczą było  zmęczenie fizyczne i stała świadomość, że jeszcze tyle do zrobienia. Uparłam się  na hektarze ziemi zrobić miejski ogród.  Wojtek mi tłumaczył, że biję się z koniem, ale ja wiedziałam swoje.

Jakiś czas temu, wjeżdżając na naszą posesję, popatrzyłam na kawałek ziemi, w który nigdy nie ingerowaliśmy. W pierwszym roku posadziłam tak kilka sadzonek świerków i brzozy, i to był koniec naszych prac.
- Jak tu pięknie - pomyślałam. - Po co ja męczę Wojtka, żeby kosił, i kosił i jeszcze raz kosił.

Sama nie wiem kiedy i jak, na tym skrawku ziemi pojawiły się lipy, głogi i jeszcze inne małe roślinki. Rośnie młody las.

I stało to się nagle, nawet nie wiem w którym momencie. Wyszłam na obchód podwórka, popatrzyłam na kwitnące irysy, które wykopałam z rowu i doszłam do wniosku, że tyle zadbanego ogrodu wystarczy, a całą reszta niech rośnie jak chce.

- Nie koś tej trawy, przecież kiedy tak faluje na wietrze jest przepiękna. - powiedziałam do Wojtka kiedy wyciągnął kosę elektryczną.
- No nareszcie - odpowiedział Wojtek.

Mam to szczęście, że w okolicy znam trzy osoby z ogrodami. Kiedy zapragnie mi się  ogrodów wersalskich, wsiądę w auto i pojadę popatrzeć. U nas będzie część oficjalna, ta zadbana przed domem a reszta to dzika natura.

Od jakiegoś czasu, tych zmian w naszym życiu jest więcej.

Zmiana dla domu - pomalowana część sypialniana. Tak, weekend był bardzo pracowity.
Zmiana dla siebie - zmieniłam sposób swojego odżywiania. Mogłabym teraz dorabiać ideologię, że nie można jeść braci mniejszych,  i takie tam. Prawda jest taka, że dostałam tabletki, które miały mi w czymś pomóc. Kiedy przeczytałam ulotkę, doczytałam, że szkodzą na coś o co muszę dbać.

Postanowiłam więc zadbać o swój organizm. Efektem ubocznym jest minimalny spadek wagi, co cieszy mnie ogromnie. Bo o ile w sklepie mogłabym kupić numer większą bluzkę , to trudniej wymienić źle działający organ w swoim ciele.

Zaczęłam szukać w internecie i tak trafiłam na Agnieszkę Mielczarek. Od pewnego czasu nie jem mięsa ani wędlin, ale nie nazwałabym się wegetarianką. Od pewnego czasu bawię się kuchnią i sprawia mi to ogrom satysfakcji.

Wstąpiła we mnie jakaś taka niesamowita pozytywna energia. Zachciało mi się żyć  i cieszyć się hektarową działką, zarośniętą falującymi trawami. I w końcu wróciła ta radość z pierwszego roku pobytu na wsi, gdzie wszystko cieszyło i zachwycało.
Ach życie jest piękne.




widok z jadalni





Tyle ogrodu wystarczy 










17 komentarzy:

  1. Ja zmieniłam swój styl odżywiania kilka lat temu. Powodem była duża nadwaga. Jem mięso, ale tylko białe. Sporadycznie wołowinę. Zapewne zmiana odżywiania spowodowała u Ciebie taki fajny przypływ pozytywnej energii - i niech ona trwa i dodaje Ci sił :) Z blogów z fajnymi i bardzo zdrowymi przepisami polecam też jadłonomię, gdzie co prawda dominują przepisy wegańskie (sama weganką absolutnie nie jestem), ale można znaleźć fantastyczne propozycje dań z warzywami, kaszami. Ja ostatnio zakochałam się w potrawie ze szparagami, cukinią i makaronem. Polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ich niektóre przepisy. Robiłam na święta pasztet z soczewicy. Jeden był ze śliwką, drugi z żurawiną. Ten drugi bardziej mi smakował.
      Postanowiłam również u siebie umieszczać potrawy które robię :-)

      Usuń
  2. Trzeba czasami odpuścić aby zrozumieć, że jest dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje takie ulubione powiedzenie Jacka Walkiewicza- człowiek uczy się na własnych błędach, ale tylko wtedy kiedy wyciąga wnioski

      Usuń
  3. Mam to przećwiczone. Dobrze że już to wiesz, przestaniesz być wiecznie sfrustrowana, że coś tam jeszcze nie jest zrobione. Za to kawałek wokół domu możesz sobie wypieścić bez uszczerbku na zdrowiu.
    Teraz mam łatwo, bo tylko 500 m2. A i tak jest co robić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hana trzy lata mi to zajęło. Sama wiesz jak jest, każdy musi sam dojść do takich wniosków.
      Dzisiaj pojechałam do Joanny na pyszne ciasteczka, bez wyrzutów sumienia, że ogród nie opielony. A po obiedzie położyłam się na leżance z palet, które zrobiłam w ogrodzie.

      Usuń
  4. Piekny ogrod, duzo pracy wlozyliscie to widac. Tez od kilku miesiecy zmienilam diete. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o to widzę , że więcej jest nas, osób dbających :-)

      Usuń
  5. W szczęśliwym miejscu gdzie ludzie są zadowoleni i zwierzęta są spokojne i szczęśliwe. Żyj tak jak Ci serce podpowiada. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo dobra decyzja, i dla Was, i dla natury, tak trzymać :-) Miło poczytać, jak dajesz sobie wreszcie prawo do wypoczynku i rozkoszowania się chwilą. Wojtek pisał o problemach z foliakiem do pomidorów, chciałam tam zostawić komentarz z cyklu "ciocia dobra rada prezentuje", ale mi się nie udało, więc wklejam go u Ciebie, może skorzystacie w przyszłości : "No cóż, żeby nie było tak całkiem bezpomidorowo, to proponuję spróbować w zacisznym miejscu, bez namiotu, może być w donicach (ja mam na ten cel przeznaczoną starą wannę, zamaskowaną obudową z desek), posadzić parę sztuk koktajlowych . Moje rosną jak szalone całe lato i na bieżąco możemy się raczyć świeżutkimi pomidorkami . Jedyne zabiegi wokół nich to podwiązywanie, podlewanie i zabezpieczenie przed chorobami grzybowymi poprzez oprysk (z konewki) wodą z rozpuszczonymi drożdżami ze sklepu spożywczego. A jak z ostatnich zachowacie nasionka, to macie własne perpetuum mobile, tym bardziej, że jakimś cudem co roku część sama się rozsiewa i w najdziwniejszych miejscach można znaleźć mnóstwo siewek ."

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest pięknie :-) I tam gdzie pracowałaś, i tam gdzie Natura zadziałała. Szczęście i wolność to stan umysłu. Naszego. Długo do mnie się ta lekcja przedzierała :-) że sama jestem odpowiedzialna za te stany. Za każdy, nawet te "złe". Korzystaj Graszko. Bo dołki przyjdą, ale już masz inne spojrzenie, łatwiej będzie wyłazić ;-)
    I nie kop się z koniem. To boli.

    OdpowiedzUsuń
  8. Spokojnie wystarczy tego wypielęgnowanego trawnika. W końcu nie o to chodzi, żeby się umartwiać, tylko cieszyć wybranym świadomie miejscem do życia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ładnie jest :)
    a koty najpiękniejsze <3
    Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  10. Podpisuję się pod każdym Twoim słowem! W kwestiach przyrodniczych, jedzeniowych, filozoficznych. Mam takie same odczucia i nawet koty podobne 😀

    OdpowiedzUsuń
  11. W temacie koszenia: macie piękną, naturalną łąkę, którą niby można wyhodować z nasion, ale tak naprawdę niewielu się ta sztuka udaje, dla pozostałych łąka kwietna zostaje w sferze marzeń. Taką łąkę kosi się góra dwa razy w roku, wtedy nie ma ryzyka zmian w ekosystemie :)

    OdpowiedzUsuń