sobota, 18 maja 2019

Moja prawda o życiu na wsi.

Człowiek jest dziwną istotą. Wie, że konsekwencje tego co robi mogą być negatywne, a mimo to czyni to. Po trzech latach mieszkania na wsi, przekonałam się, że nie jestem w stanie pracować ciężko fizycznie od świtu do zmierzchu.

Zmęczenie fizyczne bardzo źle na mnie wpływa. A jednak wiosną wpadam, jak tylko trochę przygrzeje słońce, rzucam się do ogrodu i haruje niczym wół cały dzień. Wojtek straszy mnie, że jak nie skończę i nie wrócę do domu, to wyciągnie mi bateryjki.

Przeważnie gubię gdzieś w ogrodzie robocze rękawiczki, a potem ze zdumieniem patrzę na moje zniszczone dłonie, bo amoku nie zauważyłam, że ich nie mam. Ubrana w zielony szlafrok Mamy ronię łzy nad moimi spracowanymi dłońmi, myśląc sobie, że na pewno nie chciała takiego życia dla mnie. 

W chwilach takich jak ta przypominają mi się te wszystkie panie w kolorowych gazetach, które szczerząc zęby, w czystych roboczych rękawiczkach, roztaczają wizję sielankowego życia na wsi.

I przypomni mi się rozmowa z pewną blogerką.
- Napisz o tym, będzie ci lżej.
- Mam przyznać się do swojej porażki? Dać ludziom satysfakcję? Niedoczekanie!

Tej wiosny, mimo niesprzyjającej pogody, zaczęłam dość szybko. Mimo wiatrów i deszczu wykarczowałam dziką śliwkę uzyskując piękny widok. Uporządkowałam warzywniak, wytyczając miejsca na krzaki czarnej porzeczki, kolejne miejsce na jagodę kamczacką i kolejne na borówkę amerykańską. Rozsadziłam truskawki, tworząc kolejny zagon w warzywniaku.

Taką miałam wizję: wchodząc do warzywniaka, skubnę coś prosto z krzaczka, to tu, to tam. Ponieważ było mi szkoda skrzyń w warzywniaku na uprawę dyń, zaatakowałam teren po byłej stodole. Miejsc na bób i fasolę zrobiłam za starym sadem. Reaktywowaliśmy tunel foliowy pod pomidory i paprykę.

I kiedy taka styrana wracam do domu, Wojtek zadaje mi pytanie: „Czy nas nie stać na kupno kilograma bobu w czwartkowy rynek?”

Jeszcze tego nie wiem. Może za rok dojdę do wniosku, że własne warzywa okupione ciężką pracą nie są warte takiego zachodu. Jedno wiem na pewno, nie dam rady zagospodarować hektara ziemi.

Nawet o tym nie marzyłam, ale udało się kupić żywotniki i posadziłam je wzdłuż domu. Zrobiłam kolejną rabatę z żywotnikami i dereniem wzdłuż białej szopy. Zlikwidowałam schodki, po których i tak nikt nie schodził i posadziłam iglaki i inne byliny. Obsadziłam skarpę przy jabłoni irgami. Obsadziłam i wysiałam skrzynie, których mamy 6. Wojtek posadził brzozy i topole A to wszystko w ciągu 2 miesięcy.

Tak, wiosna na wsi, to ciężka praca fizyczna. Wiosną nie można nic przełożyć na czas kiedy się chce. Tu pogoda dyktuje warunki.

Zmęczyłam się i dopadło mnie zwątpienie. Musiałam troszkę posiedzieć, odpocząć, doprowadzić dłonie do porządku. Podziwiam i chylę czoła neowieśniakom – miastowym którzy przeprowadzili się na wieś i czerpią radość z prac fizycznych. Ja nie potrafię. Nie czerpię radości z ciężkiego wysiłku fizycznego. Za to jego efekty bardzo mnie cieszą.

Kiedy zmęczenie mija, i siedzę o poranku w fotelu z kubkiem kawy, nigdzie się nie śpiesząc, kiedy z okna widzę stare, kwitnące jabłonie, kiedy na polu sąsiada przechadzają się majestatyczne żurawie, kiedy bocian krąży wkoło, znosząc do gniazda jedzenie dla piskląt, kiedy Wojtek przychodzi z porannego spaceru z psem i opowiada, że coś tam zakwitło, coś tam nagle urosło, albo jedynie stwierdza - nie wychodź dzisiaj z domu, strasznie wieje. Tak wtedy jestem szczęśliwa, wtedy myślę, że było warto porzucić miasto, pracodawców i te wszystkie układy związane z pracą zawodową.

Lubię patrzyć na zieleniące się Karagany, którą posadziłam w zeszłym roku wzdłuż naszej granicy. Zachwyt zaciera pamięć o bólu spowodowanym kopaniem dołów w glinie. Lubię te moje poranki.

Kroczek po kroku przemieniamy dawne gospodarstwo rolne w piękne siedlisko, prawie, że leśniczówkę otoczoną młodym lasem. Zniszczone maszynami rolniczymi podwórko zamienia się w mini park z małym oczkiem wodnym.

Kiedy czytam wypowiedzi ludzi na grupach związanych z porzuceniem miasta, kiedy patrzę na elegancko ubraną panią, która mówi, że życie na wsi jest sielanką i ona uwielbia ekologiczne ogórki, którymi (a jakże!) zajmuje się ogrodnik, nie irytuje to już mnie, uśmiecham się tylko pod nosem.

Każdy z nas ma prawo do własnej prawdy o życiu na wsi. Ja wiem jedno, jeśli chce się coś osiągnąć, coś mieć własnego, to kosztuje to wszystko mnóstwo pracy, pracy i jeszcze raz pracy. No chyba, że jest się  bardzo bogatym, i  stać go na ogrodnika, stajennego i gosposie.
Konie na pastwisku wyglądają uroczo, ale konie to też stajnie, które trzeba sprzątnąć.
Sery na drewnianej desce wyglądają uroczo - ale to też brudne garnki i cała kuchnia podczas ich tworzenia. Zdrowe warzywa to praca w ziemi, sadzenie, pielenie, podlewanie. Piękne ogrody to pielenie na kolanach i usuwanie chwastów, to dbanie i troska o nie, walka ze szkodnikami.

Po raz kolejny obejrzeliśmy z Wojtkiem kilka odcinków serialu „Siedlisko” z Anną Dymną, i zadałam sobie pytanie: ile osób po oglądnięciu tego starego serialu, doszło do wniosku, że życie na wsi to sielanka i trzeba rzucić miasto? Ile osób zauważyło, ze państwo profesorowie mieli gosposię która lepiła te pierogi, podawała do stołu i robiła przetwory :-)

Jedyna prawda o życiu na wsi, która przychodzi mi teraz do głowy to, że na wsi żyje się zgodnie z porami roku. Wiosna to ciężka praca, zima to czas na regeneracje. I to jest właśnie piękne.

























27 komentarzy:

  1. Tak to właśnie jest - cięzka praca to podstawa życia na wsi.Trzeba tylko umieć ją sobie ograniczyć, gdy człowiek czuje, że bierze na siebie zbyt duzo. Poskromić marzenia i zapędy. Nie zaharować się żeby nie zrobic krzywdy kręgosłupowi, stawom, nogom i dłoniom, żeby umieć sie jeszcze cieszyc tym, co sie ma.
    Pozdrawiam Cię ciepło, Grażynko z mojego pracowitego zakątka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, chwile zwątpienia zdarzają się czasem. Ale dobrze, że mijają, prawda? Mieszkam w mieście, ale nigdy nie sądziłam, że wieś to sielanka. To naprawdę ciężka praca, nawet ten przydomowy ogródek, a gdzie jeszcze gospodarstwo!
    A jednak jestem pewna, że byś się nie zamieniła na 38 metrów w bloku na 6 piętrze z widokiem na garaże i dwie doniczki na mikrobalkonie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tez ze wsi ale troche innej18 maja 2019 08:40

    Przeciez kazdy ma prawo odkrywac Ameryke od nowa. :)))) Twoje obecne zycie na wsi jest jednak tylko namiastka zycia porami roku. Nie masz krow, swin, baranow, kur i tysiaca innych mniejszych braci, ktore maja zwykle za zadanie utrzymanie rodziny przy zyciu otrzymujac tyle opieki ile wymagaja aby byc wydajnymi. Grazynko, Ty tylko chcesz stworzyc sobie malownicze miejsce do zycia i masz do tego prawo i przyjemnosc tworzenia czegos pieknego. Zycze wytrwalosci w pracy fizycznej!!! Zycze duzo zdrowia i pogody ducha - ta pogoda ducha jest jak piata pora roku! A rece spracowane swiadcza dobrze o czlowieku choc mozna o nie dbac tak, ze patrzenie na nie nie stanie sie wielka ulewa duszy i oczu!
    Ja tam Ci zazdroszcze (w pozytywnym tego slowa znaczeniu, jezeli zazdrosc moze byc pozytywna) tej wolnosci, mimo wszysko , na WSI. Nie poddaj sie jakims sztampowym trendom mody i urody. Masz wyobraznie, wizje krojobrazu dzialki i hart ducha, i duzo jeszcze sil witalnych! Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie tam u Ciebie, a to dopiero początki. Nie poddawaj się:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Co roku sobie powtarzam, że na działce najwyżej drzewka i krzewy owocowe i co roku wiosną przekopuję kilka metrów trawnika na powiększenie grządek warzywnych i ziołowych, choć sobie powtarzam jak Twój Wojtek : czy nie stać mnie na kupienie na ryneczku fasolki czy cukinii?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja moge jeszcze mniej w ogrodzie niz ty (nie klekne, nie kucne) i nie ludzilam sie, ze zaloze warzywnik. Mam tylko ziola w duzych wiadrach (namiastka wysokich grzadek), i lubczyk w ziemi. Krzewy owocowe sa zawsze opanowane przez mszyce, drzewka wisni objedzone przez ptaki.
    Salaty nie mam, bo walka ze slimakami byla z gory przegrana, a ile glowek musze w sezonie kupic? 10, 15? Zostal mi krzak josty (krzyzowka agrestu i czarnej porzeczki), tego ptaki nie lubia, krzak agrestu i sliwka, ktora daje rocznie od 2-5! sztuk owocow :)
    Posadzilam za to aronie, winogrona (pna sie same po plocie) w celu ozdoby plotu.
    Za to sadze sobie od wiosny kwiatki w najprzerozniejszych naczyniach, zeby sie nie schylac do pielenia...
    Czlowiek potrzebuje tak malo do jedzenia, zwolnij moze z grzadkami warzywnymi, bo to musisz potem pielic i podlewac :(
    Jak sie policzy koszty nasion, sadzonek, wody, nawozow, to w efekcie mozna wyjsc na minus + bolace stawy :(
    Oczywisie kazdy decyduje sam, u mnie musial zwyciezyc rozsadek i koszty ekstra :)
    Jedyne, co niestety musze, to utrzymywac przedogrodek od ulicy w stanie przyzwoitym, czyli i tak nie omija mnie pielenie... na szczescie nie jest duzy :)
    Pozdrawiam cie serdecznie, ladnie masz z tymi nowymi drzewami, stawikiem i ciezko wypracowanym porzadkiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo widać różnicę w porównaniu z tym co było zastane. Jest pięknie , twoje poczucie estetyki wymaga coraz więcej. Ty po prostu chcesz tam stworzyć " raj". Już jest utworzony piękny ogród warzywny , kwiatowy , piękny zagajnik - jest cudnie. Daj sobie samej nacieszyć oczy i zastopoj . Nigdy nie będzie dosyć . To studnia bez dna. 😆☺

    OdpowiedzUsuń
  8. no i dlatego u mnie zaniedbane bo ne mam siły, ale wieś kocham

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknieje Wam otoczenie, cięko na to pracujecie, ale warto.Stworzenie sobie miejsca do życia kosztuje, przemyslcie tylko tak, by nie zaharowywać się. Ja po sezonowej pracy w cudzych obejsciach juz sie nauczyłam, ze żeby było pięknie trzeba o to dbać, czytac, by wiedziec jak pielegnowac krzewy czy kwiaty.
    Że owszem krzewy i kwiaty z kolcami sa super, ale ile to trudu i kolcow w dloniach i nie tylko, podczas pielęgnacji. Że jak zachorujesz, czy chocby bolą plecy, nogi, rece, to pojawia się problem. Duzo jeszcze mozna wyliczac, tego wszystkiego trzeba sie nauczyc, ale i tak z pewnoscią warto.
    Prace ogrodowe mozna podzielic na jesienne i wiosenne, wtedy ciut mniej zasuwania wiosną.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękna i mądra puenta! Ja całe życie praktycznie mieszkam na wsi a też bardziej cieszą mnie efekty niż dążenie do nich ;) Miło tutaj, rozgoszczę się :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czekam zawsze na wiosnę, bo to planów w głowie tyle, że hej. A potem czekam z utęsknieniem na jesień, kocham jesień za te wczesne ciemności :) Można wtedy bez wyrzutów sumienia odpocząć, oddać się swoim pasjom.
    Też wiem, że wraz z wiekiem sił coraz mniej a marzenia ciągle takie jakby się miało lat 40. Śmiać mi się chce jak oglądam na blogach panie mieszkające na wsi i pozujące do zdjęć w nówkach rękawiczkach, w kaloszkach za grube setki, z koszyczkami i sekatorkiem. I nie oglądam już "Mai w ogrodzie" gdzie po ogrodzie lata tabun ludzi do pomocy. Jeszcze zerknę na ogrody gdzie ludzie sami, swoją pracą stworzyli swój mały raj na ziemi. A co do upiększania swego otoczenia, to chyba wszyscy tak mamy, że pragniemy by było miłe dla oka. By nas cieszyło. A warzywa swoje to swoje, wiadomo, że bez chemii.
    Też zapominam o rękawiczkach i ręce takie, że wstyd pokazać. Ale tak jak Anna, nigdy bym nie wróciła do miasta. Duszę się a ludzi bym pozabijała :) Jak sił braknie to wszędzie będzie trawa .....
    Pozdrawiam i pamiętaj Graszko, że jutro też jest dzień .....jeszcze piękniejszy niż dzisiejszy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mogłabym się podpisać pod Twoim postem obiema rękami i nogami :)
    Właśnie zrobiłam sobie chwilę przerwy od ogrodu....siedzę z piachem nawet na plecach ... ręce zorane ,szorstkie ,paznokcie z ziemią..bo te rękawiczki to tylko na początku sezonu ,raz z 5 minut na dłoniach były .Zanim zamieszkaliśmy na wsi naoglądałam się w kolorowych magazynach pięknych ,zadbanych pań w wypielęgnowanych ogrodach .Jakież moje zdziwienie było ,gdy odkryłam ile to się człowiek delikatnie mówiąc narobić(żeby nie napisać dosadniej i bardziej adekwatnie ) musi aby cokolwiek było .Wieczorem zdyszana ,zziajana ,z piachem nawet na plecach....leżę i nie mam siły ani nogą ani ręką ...a efekty pracy może będą za kilka ładnych lat...dzisiaj siejąc myślę sobie dokładnie to co powiedział Twój mąż...czy mnie do cholery nie stać na marchewkę ,bób (dziś sadziłam ) czy pora ,że tak zachrzaniam ?! ale z drugiej strony wiem ,że takiego nie kupię nigdzie ,wiadomo,że to ma inny smak niż te kupowane.Nie wiem jak u Was sprawa z domem ...ja wczoraj najpierw wysprzątałam chatę ,wyszorowałam podłogi potem do ogrodu...dziś znowu ogród ...a w chacie tona mokrego piachu ....doprawdy nie wiem ,gdzie się podziały te moje czyste podłogi...usunęłam FB ,bo nie mam czasu ,zostawiłam sobie bloga (nie prowadzę ,lubię poczytać ...jak mam czas - czyli najczęściej w przerwie między jedną robotą ,a drugą ).
    Wczoraj miałam umyć włosy ...nie umyłam ,bo wieczorem nie miałam już siły -to są właśnie realia -dla mnie -życia na wsi.
    Grażynko ja pisałam do Ciebie na fb ,miałam odpisać na następny dzień ,przepraszam ,że nie odpisałam ...FB już nie mam...no i my jeśli nadal aktualne zaproszenie to my bardzo chętnie byśmy z Wami się spotkali :)
    Tylko proszę daj znać najlepiej konkretnie kiedy.Agnieszka z Woryn :)
    Aaaa ! nie wiem czy tu ,czy na FB widziałam ,że kupowałaś brzozę .My mamy na działce bardzo dużo samosiejek , już całkiem sporych ,więc jeśli potrzebujecie to się podzielę .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, na naszej stronie Dom pod Bocianem są telefony- zadzwoń, a jak nie to wpadajcie kiedy chcecie. Najwyżej zastaniesz nieposprzątanie mieszkanie

      Usuń
  13. Trzecie zdjęcie od dołu piękne!!! 💗💗💗💗
    Moi dziadkowie latami na działce sobie mieli taka pamiątkę po mieszkaniu na wsi, sądzili wokół altanki szpinak, sałatę, ziemniaki nawet i buraki! Ale z czasem z czasem więcej trawnika tam jest... Jest jeszcze marchewka dla wnuków, pomidory , sałata , czosnek itd, ale już po jednym rzadku.

    OdpowiedzUsuń
  14. Twoja mama chciałaby byś była szczęśliwa. Tak po prostu.
    I myślę, że jesteś :-)
    Jak tak siądziesz wieczorem, popatrzysz na swój kawałek ziemi, posłuchasz ptaków, wiatru i przytulisz się do Wojtka...Niebo.

    OdpowiedzUsuń
  15. Już jest pięknie,u mnie po 15 latach nie jest tak ładnie .
    pozdrowienia Ewa Szczypińska

    OdpowiedzUsuń
  16. Jakby nie patrzył, żeby fajnie wokół nas było - trzeba włożyć dużo wysiłku. Są jednak tacy, którzy wyjeżdżają na wieś i mają pretensje, że kogut za wcześnie i głośno pieje, że rolnik jadący z obornikiem na pole zanieczyszcza im powietrze. Dobrze, że to tylko wyjątki. Większość wie, żeby coś mieć trzeba pracować. Graszko wydaje mi się, że za dużo chcesz zrobić za jednym razem i przez to tracisz siły. Zwolnij troszkę, nie trać zdrowia. A wokół Twojego domu jest coraz ładniej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo tam masz ładnie. Dużo już zrobiłaś, może nadszedł czas na skonstruowanie bardzo wygodnego fotela ogrodowego i małego stoliczka kawowego ze starego pniaka i kilku potłuczonych kafelków (wszak duszę artysty masz, a pewnie i różnych przydasi mnóstwo). Podoba mi się ta soczysta zieleń wokół Waszego domu. Tu gdzie mieszkam, trudno o taką (ostatnia trawa,jaką posiałam ,wymaszerowała na drugi dzień....na plecach całego stada mrówek ;)). Pozdrawiam serdecznie i pamiętaj, że spieszyć się należy tylko przy łapaniu pcheł ;D

    OdpowiedzUsuń
  18. Z uwagą przeczytałam wszystkie komentarze, i bardzo za nie dziękuję
    Wczoraj mieliśmy gości, a wieczorem źle się poczułam i szybko poszłam do łóżka.
    Dzisiaj nowy dzień, fotel, kawa i inne spojrzenie na życie. Postanowiłam zakończyć nasadzenia w ogrodzie, nie martwić się, że obora traci dach. Przełożyć malowanie podłogi i ścian w sypialni.
    Teraz odpocznę, może zrobię jakąś deseczkę, poleżę.
    Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak obora straci dach , to ja rozbieszcie , chyba ze jest potrzebna a cegły wykorzystaj na np. niewysoki murek ogrodowy , ścianki.
    No chyba,że np. Chcecie tam zrobić garaż. ☺😉

    OdpowiedzUsuń
  20. Rozbierzcie obore . Błąd się zakradl i aż krzyczy .😂

    OdpowiedzUsuń
  21. Grażynko, każdy ma chwile zwątpienia. My w tym roku zrezygnowaliśmy z warzywniaka ponieważ na miesiąc wyjeżdżamy do sanatorium, kto by o to dbał pod naszą nieobecność? Posadziłam tam młodziutkie truskawki, żeby nie zarosło perzem..ale nie wiem czy nie zostaną tam na zawsze, bo coraz częściej zastanawiam się czy warto. Wśród kwiatów też zrezygnowałam z uciążliwych upraw - mój ogród to byliny. Wdzięczne, nie wymagające ciężkiej pracy a dające spektakularne efekty. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem, możliwe, i my zrezygnujemy w przyszłym roku. Skrzynie przykryje kartonami i niech ziemia odpoczywa

      Usuń
  22. No powiem ci,że jak dla mnie jesteś meeeega bohaterką, bo tak bez żadnych maszyn czy pomocy innych, obrobić taki areał tylko łopatą, to trzeba mieć niezłą parę w rękach i niesamowite zacięcie...
    Nie dziwie się, że masz chwile zwątpienia!
    Pozdrawiam : I dbaj o zdrowie, bo ten tylko je ceni, kto je stracił ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że rozumiesz. To można się zmęczyć, kopiąc, kopiąc i jeszcze raz kopiąc łopata

      Usuń
  23. Wiesz, co Graszko, Wasz teren i tak jest piękny, więc odpuść sobie trochę.
    Nie wszystko da się zrobić, kiedy by się chciało, i trzeba mieć też trochę litości i troski w stosunku do swojego ciała. Ono może mniej niż chce duch.
    Zrobisz coś rok później, nic się przecież nie stanie. A może w ciągu tego roku stwierdzisz, że dany pomysł nie był aż tak dobry, jak się wydawało, i że dobrze się stało, że odłożyłaś go na potem.
    Sama widzę po sobie, że kiedy zmuszam się do zasuwania, to przeginam, a potem kręgosłup nawala i mam na przykład przymusową przerwę w ogrodowaniu długości miesiąca. Niepraktycznie.
    Lepiej zachować umiar i używać dnia. Jak to pokazujesz w następnym poście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to tak jak było ze schodkami. Najpierw je zrobiłam, w tym roku rozebrałam, męcząc się okrutnie, bo cegła mocno weszła w ziemię.
      Dzisiaj dałam sobie na luz. Posadziłam pomidory, ale podwiązywać będę je jutro

      Usuń