czwartek, 8 listopada 2018

O warsztaciku i nie tylko

Już chciałam otwierać FB, kiedy przypomniał mi się komentarz Agniechy pod postem o książkach. Wiele z was nie ma  konta na FB, a ja stale o tym zapominam. Dlatego postaram się zmienić swój nawyk. Nawet krótkie przemyślenia będą na blogu. 



Mimo, że nie mam wielu teraźniejszych zdjęć, dzisiaj będzie o warsztaciku. Miejscu dla mnie ważnym, w którym spędzam dość dużo czasu. Oczywiście że marzy mi się ogromny blat przy oknie, gdzie wpadałoby dużo światła, ale jeśli tak nie może być, to musi być jak jest. 

Jednym z naszych żartobliwych powiedzonek jest: "Jak będziemy bogaci to..." - i tu wymieniamy wiele rzeczy, które byśmy chcieli. Jak na razie w tym celu nic nie robimy, wiec to bogactwo zapewne nigdy nie nastąpi, ale...... 

- Jak będziemy bogaci, to wyburzymy ścianę u góry, wstawimy  ogromne okno i tam postawie ogromny blat i zacznę malować na płótnie obrazy abstrakcyjne, tak jak Kusy z filmu Ranczo :-). 

Wracając jednak do warsztaciku.

Ten porządek na zdjęciu jest niestety chwilowy. Mam wiele wad, a jedną z nich jest nie odkładanie na miejsce.  Jak zapewne zauważyliście na zdjęciu, w końcu po prawie trzech latach ściany zostały pomalowane na oliwkowy kolor. To zasługa mojego syna i jego partnerki, którzy nas odwiedzili  w piątek.  O jego wizycie kiedyś może napiszę. A na razie powiem tylko tyle, że to był jedna z najpiękniejszych wizyt :-)

Na pierwszej półeczce znalazła miejsce dość spora skrzynka, którą dawno temu dostałam od nieżyjącego już Sławka. Ja wiem, że dla moich czytelników nie ma najmniejszego znaczenia, w którym miejscu trzymam preparaty. Dla mnie jest ona ważna, bo przypomina mi Sławka. Jest też drewniane serduszko, które kupiłam będąc z Joanną na kiermaszu w Lidzbarku, od jej koleżanki. 

Na górnej  półce, jak widać na poniższym zdjęciu, jest sporo moich prac. Wszystkie one zawisną w Galeryjce pod Ratuszem (o ile nie rozpocznie się tam remont), ale najpierw pojadą 24 listopada do Gad. 


Wszystko jest dziełem przypadku i przeznaczenia. Pani prezes stowarzyszenia "Nasze Gady" znalazła mnie w Internecie, przyjechała do Galeryjki i zaprosiła na IX Galę Marki Lokalnej. Bardzo długo się krygowałam ze swoimi "Warmińskimi deseczkami", bo gdzież tam moje prace, takie niedoskonałe.  

- Zawiozę cię, jedź - powiedział Wojtek. No i się zdecydowałam. Zresztą Jacek Walkiewicz w swoich wykładach stale powtarza, że należy być uważnym i wykorzystywać dawane przez los sytuacje. 

Trochę się tą galą emocjonuję, ale wtedy dla równowagi, przypominam sobie rozmowę z moją czytelniczką, dla której robiłam anioły do domu w górach.
- Jednym pani prace się będą podobały, innym nie. Mi się podobają dlatego je kupuje. 

Moje prace nie są wymuskane, nie są doskonałe, ale ja tego nie zmienię, bo właśnie taka jestem. Niedoskonała. Pracuję techniką decoupage, chociaż do  zakupionej grafiki staram się coś od siebie domalować farbami akrylowymi. Maluję pędzlem, palcami, gąbką. Co mi w duszy gra. Dla mnie grafika, jest tak samo ważna jak sama deska. Jej kształt, słoje, uszczerbki wykonane przez upływający czas. Nie potrafię (i to mnie czasem gubi) pracować na zawołanie. Można to nazwać brakiem profesjonalizmu, bo bywa, że bardzo długo szukam odpowiedniej deski, do odpowiedniej grafiki. 

Na tej samej półce są dwie kolejne rzeczy ważne dla mnie. Pudełko które kiedyś dostałam od Gabrysi, mojej czytelniczki. Przerobiłam je na skarbonkę. Pisakiem napisałam "zbieram na marzenia" i tam wrzucam, każde, no dobra prawie każde pieniądze zarobione na sprzedaży moich prac. Dlatego też kupując je, przyczyniacie się do realizacji planów. A marzy mi się taras. Pieniądze zarobione własną pracą inaczej smakują niż  otrzymane od kogoś, dlatego to zbieranie jest takie ekscytujące. 

I ważna dla mnie kartka z napisem: "Nie oczekiwać, nie oceniać"
To bardzo trudne. Kiedy tak siedzę i pracuję, medytuję, rozmyślam o tym co mnie spotyka. I kiedy się zagalopowuję, zerkam na karteczkę. Dzisiaj postanowiłam dopisać kolejne, które przeczytałam u Klarki - w pewnym wieku, spokój ważniejszy jest od własnej racji. 

2 komentarze:

  1. Odnajduję wiele podobieństw, mimo, że Ty malujesz, a ja pisze. Też nie potrafię "na zawołanie" i jestem niedoskonała. Taka jest po prostu nasza wrażliwość. a obrazy cudowne, z duszą...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze jest tak, że jedym się podoba, a innym nie :-) I dobrze, tak powinno być, różnorodność podstawą życia jest. Gratuluję wizyty syna i jego partnerki ;-) Ja się zastanawiam jak to będzie dopiero...choć bym może już chciała ;-) Twoje anioły mnie zachwycają :-)

    OdpowiedzUsuń