niedziela, 17 czerwca 2018

Subiektywnie o wizycie w przedszkolu

W zeszłym roku roku byłam z wizytą w przedszkolu. Właściwie miał pojechać Wojtek, bo to jego poproszono o przeczytanie przedszkolakom fragmentów naszej książki, ale udał bardzo zapracowanego, więc pojechałam ja.


Mimo, że minął już rok od tamtego spotkania, doskonale pamiętam pewnego chłopca w okularach, który siedział na samym końcu sali. Nieśmiało podniósł paluszki, dając znak, że chciałby zadać pytanie: „Proszę pani, a jak długo piszę się książkę?”.

Mimo, że nie jestem górowianką, a mój syn nie uczęszczał do tego przedszkola, jest mi ono, dzięki tamtemu spotkaniu bardzo bliskie. 70 rocznica założenia to bardzo ważne wydarzenie. Musiałam tam być.

Uroczystość odbywała się na zewnątrz, przed budynkiem przedszkola. Pogoda dopisała. Piękne, stare drzewa udekorowano balonami, zielona trawa pięknie kontrastowała z ustawionymi dla gości krzesełkami.

Jak to bywa na takich uroczystościach, najpierw nastąpiła prezentacja licznie zaproszonych gości. Ponieważ nie chciałabym kogokolwiek z osób obecnych urazić tym, że go nie wymieniłam, pominę ten temat.

Przed samą sceną siedziały dzieci i one dla mnie w tym dniu były najważniejsze. One i panie, które w przedszkolu pracują. Przyglądałam się im (dzieciom rzecz jasna) i zastanawiałam, kim zostaną kiedy dorosną?

Pani w niebieskiej sukience opowiedziała historię przedszkola. Nie było ani łatwo, ani prosto je stworzyć. Odszukałam wzrokiem starszego pana, który wiele lat temu również do niego uczęszczał. Kiedy wróciłam do domu, żałowałam że nie podeszłam do niego, nie zapytałam jak potoczyły się jego losy.

Nieopodal sceny stały panie nauczycielki, oczekując na występy swoich podopiecznych. To niesamowite, że nawet Pani która złamała nogę, przyszła w tym dniu do pracy, z gipsem na nodze, żeby poprowadzić swoją grupę na scenę.

Dzień był piękny i radosny, ale widać było po paniach poddenerwowanie związane z występami dzieci. Malowało się ono na ich twarzach. Jak grupa wypadnie, czy maluchy dadzą radę zatańczyć? A dzieciaki, nawet te najmniejsze 2,5 letnie, pięknie sobie poradziły. Każda z grup tańczyła przy innym podkładzie muzycznym i z inną choreografią. Panie nauczycielki wspierały je słowem a nawet tańczyły razem z nimi. To był bardzo miły widok.

Jedne z nich dobrze się bawiły, tańcząc w takt muzyki, nic nic nie robiąc sobie z tego, że są na scenie. Na innych, szczególnie na chłopcu tańczącym w pierwszej parze, w czarnej kamizelce, malowało się skupienie. To wystąpienie zapewne kosztowało go dużo emocji.

Mój wzrok skierowałam na elegancko ubrane panie nauczycielki. Po występach odetchnęły z wielką ulgą. Ich dzieci spisały się na szóstkę, lub jak kto woli na medal.

A później, już w budynku, była prezentacja multimedialna. Osoba za to odpowiedzialna zadała sobie wiele trudu. Znane osoby z telewizji i polityki, oraz zwykli zjadacze chleba składali życzenia. I tak dzięki temu, ktoś po drugiej stronie monitora, mieszkający gdzieś tam w Polsce dowiedział się gdzie jest to małe miasteczko i że ma takie ważne święto. Fajny pomysł, zapewne wymagał wiele własnego wysiłku w jego realizację.

Myślę sobie, że nie każdy ma predyspozycje do bycia nauczycielem. Mimo, iż bardzo lubię dzieci, nie mogłabym nim być. To bardzo trudny zawód, wymagający wielkiej odpowiedzialności i bardzo często nie doceniany przez rodziców. Rodzic widzi tylko efekt końcowy. Taniec na scenie swojego dziecka, nie widzi prób, ćwiczeń i pani, która ich tego wszystkiego nauczyła. I jeszcze ta odpowiedzialność, świadomość, że są tak samo ważne jak rodzice, bo to w końcu one, w dużym stopniu kształtują dzieci chodzące do przedszkola.

Kim zostaną dzieci które tak pięknie występowały? Czy będą pamiętały, że zatańczyły podczas ważnego święta przedszkola?

Na sam koniec, była cała masa prezentów od gości, a uśmiechnięta pani Dyrektor przedszkola zaprosiła wszystkich na 100 lecie. Hmm- pomyślałam. Dzieciaki będą po 30, ja będę miała ponad 80 lat. Nie wiem ile pani Dyrektor :-)


Pani Dyrektor, Burmistrz Miasta 


























4 komentarze:

  1. Ale skupione buziaczki, przejete wystepami. Slodkie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieci niesamowite, ile emocji w te tańce wkładali. Zdjęcia rewelacyjne, tylko dzieci potrafią być takie naturalne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny wpis, taki pozytywny. Cudowne dzieciaczki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Graszko! Pomyśl, może w zimie, o odszukaniu tego starszego pana i porozmawianiu z nim. Może wiele pamięta? Jak wtedy wyglądało przedszkole? I w kontraście wypowiedzi teraźniejszych przedszkolaków, jak oni odbierają przedszkole, kim chcą być, jak dorosną? Może z tego powstać fajny artykuł. Temat ciekawy, bo o ile o powojennej szkole jest sporo wspomnień, to o przedszkolu niekoniecznie, zresztą, w tamtych czasach chyba nieliczni chodzili do przedszkola.

    Ogród jest cudny. Założony tak niedawno, a wygląda jak kilkuletni. Gratuluję! Pomysł z trawą i rudbekiami świetny. D razu dopominam się o zdjęcia, jak kwiaty zakwitną.

    OdpowiedzUsuń