niedziela, 6 maja 2018

O weekendzie

Weekend majowy dobiega końca. Gdybym miała jednym zdaniem go podsumować, to powiedziałabym, że to był piękny czas.


Moje dwa anioły decoupage, zrobione na warmińskich deskach, pojechały do domu w górach. Na początku weekendu zadzwoniła Pani Beata i zamówiła kolejne dwa. Może to nie jest profesjonalne, ale lubię wiedzieć, co dzieje się z moimi pracami.

Pani Beata mieszka w Warszawie, jej mąż pochodzi z Warmii. Zrealizowali swoje marzenie i wybudowali niewielki dom w górach. Dwa pierwsze anioły już tam wiszą. Pani Beata powiedziała mi, że ściana jakby na nie czekała, że idealnie się tam wpasowały, dlatego zamówiła dwa kolejne.

Dzięki temu mogłam pozwolić sobie na urealnienia swojego marzenia, czyli wybudowanie kapliczki w ogrodzie. Marzenia spełniane przez kogoś cieszą, ale te które urealnia się dzięki własnej  pracy radują podwójnie. Możecie więc sobie wyobrazić, w jak pięknym nastroju byłam.

Jakby tej radości, przeplatanej z satysfakcją, było mało, w piątek rano po odbiór kolejnego anioła zgłosiła się pani Krystyna Kosińska, która jest prezesem Stowarzyszenia "Nasze Gady".

To przesympatyczna osoba, z ogromną wiedzą na temat terenów, na których mieszkamy. Przy okazji spotkania pragnęła namówić mnie na zademonstrowanie  szerszej publiczności moich prac. Miałyby wziąć udział w konkursie na produkt lokalny, w końcu anioły wykonane są na deskach stąd :-)

Chwilę po tym jak pożegnałam panią Krystynę, zjechała się moja rodzina: brat i  siostra ze szwagrem.  W sobotę zaczęli robić fundament pod kapliczkę. Budowa się jeszcze nie skończyła, bo zaprawa musi wyschnąć, dlatego na efekt końcowy musicie jeszcze trochę poczekać.

Sobota była pracowitym dniem. Panowie budowali, panie sprzątały biały budynek gospodarczy. To już kolejna wizyta mojego rodzeństwa, które przyjeżdża nam pomóc.

Najbardziej lubię wspólne niedzielne śniadania. Lubię w nich wszystko. Pozostałość po sobotnim zmęczeniu. Powolne rozmowy przerywane dźwiękiem sztuców. Czy wsłuchiwaliście się kiedyś, jak pięknie brzmi taki posiłek jedzony bez pośpiechu, w gronie najbliższych wam ludzi?  Spróbujcie kiedyś zamknąć oczy i posłuchać tych dźwięków.

Kiedy przez trzy dni słuchałam nowin z wielkiego miasta, przez głowę przeleciała mi taka refleksja - jak dobrze, że to już za mną, jak dobrze, że nie mam żadnego pracodawcy, jak dobrze, że nie stoję w korkach i nie tracę czasu na dojazd czy też powrót z pracy.

Po obiedzie pojechali.
W Domu pod Bocianem ponownie zapanowała cisza. Wrócą latem i ja na ten przyjazd już się cieszę.  Właśnie taki dom chciałam mieć. Gwarny, ale też w którym panuje cisza.

Anioł dla pani Krysi:



No tak, zupełnie zapomniałam, moja siostra przywiozła żyrandol z odzysku. Zawisł  w łazience.  I tak po półtora roku mamy w łazience żyrandol.





8 komentarzy:

  1. Bardzo ładny anioł ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna praca i niesamowite miejsce ale jakoś mi znajome :-). Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny ten Anioł. Taki inny...

    OdpowiedzUsuń
  4. piękna praca na starej desce.
    I żyrandol- nie lubię takich w eleganckim otoczeniu, tutaj fajnie łamie styl
    Świetnie że macie takich gości- pomocników.
    Wspólna praca przełamana gadaniem i śmiechem to super sprawa.
    Marta/Magnolia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej pracy lubię wszystko, począwszy od poszukania deski do efektu końcowego czyli lakierowania :-)
      Takie żyrandole, nie we wszystkich miejscach, ale w łazience, tak jak wspomniałaś przełamał styl :-)
      Taka wspólna praca to dla nas ogromna pomoc, ale też dobra lekcja dla mnie. Raczej jestem "zosia samosia" :-)

      Usuń