niedziela, 20 maja 2018

O dobrych uczynkach i ludziach którzy je spełniają

Gościu strudzony, połóż się wygodnie na szezlongu w starym sadzie, gdzie wiatr igra z zasłonami, układając je jak chce. Zatrzymaj się na moment, zamknij oczy, a ja usiądę nieopodal, pod brzozą, i opowiem ci bajeczkę. Nie, to nie będzie bajka, ale moja rzeczywistość. Coś, co mnie  spotyka, odkąd zamieszkaliśmy na spokojnej wsi, pod Warmińskim niebem. Niebem pełnym cudów.



Położyłeś się, jest ci wygodnie? Mogę zaczynać swoją opowieść?

Od tamtego telefonu upłynęło już trochę czasu, ale ja nie byłam gotowa o tym napisać. Za dużo emocji, niepotrzebnych pytań zadawanych samej sobie, dlaczego właśnie mnie to spotyka? Czym sobie zasłużyłam, czym zapracowałam?

Pytania, na które nie znajduję odpowiedzi. To była ogromna dawka różnych stanów ducha, od zażenowania, poprzez  euforię i łzy radości. Dzisiaj już wiem, że nie potrafię bez emocji przyjmować prezentów. Drogich prezentów.

Pani I, bo o niej będzie dzisiejszy post, zadzwoniła do mnie jakiś czas temu i zamówiła świętą Rytę - patronkę rzeczy beznadziejnych. Zaraz potem, jak ustaliłyśmy szczegóły powiedziała, że ma potrzebę zrobienia dobrego uczynku. Wyczytała na moim blogu, że zbieram na ławeczkę i postanowiła mi ja kupić.

Zaniemówiłam, nie wiedziałam co powiedzieć. Tak, obie doszłyśmy do wniosku, że dość często mi się to zdarza. Przytrafiają mi się takie sytuacje, a ja wciąż jestem ogromnie zaskoczona miłym gestem i w danej chwili nie wiem, co powiedzieć. No jak nie być tu zaskoczonym.

Dzwoni do mnie ktoś, kogo zupełnie nie znam, ktoś kto mnie czyta, ale nigdy nie pozostawił żadnego komentarza i chce mi zrobić prezent. Przegadałam z Wojtkiem pół nocy.  Potem przegadałam to z trzema dziewczynami stąd. Każda z nich użyła innych argumentów.

W końcu ławeczka, którą sama sobie wybrałam, przyszła i dodatkowo karma dla zwierząt. Emocje ze mnie opadły, i dopiero teraz, w pełni mogę radować się piękną ławeczką. Wojtek ją dzisiaj złożył.





- Może kiedyś i pani będzie mogła pomóc - powiedziała pani I.
Nie chciałam czekać na kiedyś, bo to kiedyś, w naszym przypadku, może nigdy nie nastąpić. Postanowiłam trzy swoje prace ofiarować ot tak. Ikony, bo one najwięcej wymagają pracy i kosztów finansowych. Do pani I św. Ryta już pojechała.

Kolejna ikona (jeszcze nie zrobiona) będzie przeznaczona na "Bazarek Za moimi Drzwiami". Skontaktowałam się już z administratorem, panią Ewą Thomas. Licytacją odbędzie się w czerwcu. I kolejną trzecią zamówiła Joanna dla swojej córki Julki z okazji Bierzmowania, nie wiedząc o moim postanowieniu.

Dlaczego tak zrobiłam? Dla mojego lepszego samopoczucia, bo zrobienie komuś prezentu smakuje równie dobrze, jak jego otrzymywanie, a może nawet lepiej.



Pani I, bardzo Pani dziękuję. Jedna z moich koleżanek powiedziała, że ma ogromny szacunek dla ludzi, którzy są w stanie coś takiego zrobić :-)

Na koniec kilka zdjęć z dzisiejszego poranka

miniaturowy bez 




wejście do warzywniaka


rabata pomiędzy starym sadem a warzywniakiem

stary sad, na tym leżącym pniu bardzo lubił siadać Sławek
Czosnki od Gabrysi

Widok ze schodków domu :-)

Rabata przy domu, głównie kwiaty od Ewy i Grzegorza

Widok z kuchennego tarasowego okna


Dom pod bocianem, wieczorową porą 



6 komentarzy:

  1. Rozsiewasz wokol dobra energie, jestes jednnym klebkiem entuzjazmu, robisz tyle rzeczy calkiem bezinteresownie i zawsze dajesz z serca i z przyjemnoscia. A karma lubi wracac, zarowno ta dobra, jak i zla. Dlatego warto czynic dobro i byc ogolnie pozytywnym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Graszko, tyle fajnych rzeczy Cię spotyka, tylu fajnych ludzi masz wokół! Życie potrafi być piękne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo dobra wraca dwa razy więcej :), ławeczka cudo :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiadomo dobro, to cenna cecha. Jak miło o poranku przeczytać taki post. Daje to siłę na cały dzień. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. oj dobro wraca, tak samo jak zło, tyle że ludzie o tym nie chcą pamiętać :-)
    ściskam i powiem (napiszę) że ławeczka prześliczna!
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ u Was pięknie! Napatrzeć się nie mogę! I ten bukiet w wazonie - uwielbiam takie. Miejsce jak z raju, więc nic dziwnego, że taki anioł jak Ty tam mieszka. Dobro przyciąga Dobro. Wzajemna pomoc zawsze ma sens, dla obu stron, ale też zawsze lepiej czuję się jako obdarowująca, a nie obdarowywana, więc doskonale rozumiem tę potrzebę. A wspaniałe ikony piszesz!

    OdpowiedzUsuń