sobota, 7 kwietnia 2018

Święta

Dzisiaj kościół prawosławny obchodzi swoje Święta Wielkanocne. To dobry czas na wspomnienie naszych, które odbyły się tydzień wcześniej.
W przemeblowanych pokojach Joanny, gdzie siedzieliśmy i rozmawialiśmy o rzeczach błahych, zadowolona z mijających świąt, zadałam pytanie Julicie, siostrze Joanny:
- Czyż nie mam racji, że święta tworzą ludzie?
- Tak - uśmiechnęła się Julita - i potrawy które ci ludzie przygotowali.


Więc najpierw ludzie i najstarsza z rodu, Mama Joanny, Krystyna.

" Kiedy miałam dziewięć lat, zmarł mój tata. Zostawił mamę, brata, mnie i jedną krowę, która była naszą jedyną żywicielką. Po dwóch tygodniach zmarła też krowa i zaczęła się  bieda.  Było nam ciężko. Mama mieliła mąkę i sama piekła chleb. Jak to na wsi, hodowała kury, kaczki i indyki. Bywało różnie, ale na święta mama  bardzo się starała, żeby święta były wyjątkowe"

To krótkie wspomnienie usłyszałam od Krystyny, w drugi dzień świąt.

Popatrzyłam na zastawiony specjałami przygotowanymi przez te cztery kobiety stół. Dzieło Krystyny, jej dwóch córek, Joanny i Julity, oraz synowej Kasi. Może ta bieda, ciężka praca na wsi,  jest właśnie przyczyną, że pani Krystyna zaszczepiła swoim dzieciom to, że Święta to czas radości, biesiadowania i dobrego jedzenia. Zaszczepiła, ale przede wszystkim wychowała  z mężem na porządnych ludzi.

Tamte czasy już dawno minęły,  odeszły bezpowrotnie, a Święta przy ich stole to raj dla podniebienia. Własnoręcznie robione przez Krystynę pasztety, pana Jana wędzone szynki. Białą kiełbasa, która była tak smaczna, że Wojtek tą naszą ze sklepu kazał oddać psu. Sałatki, surówki, schaby w galarecie, zapiekane sery z orzechami i modem - potrawy wykonane przez dzieci Krysi. Mazurki, serniki, makowce  i tort makowy mistrzowskiego autorstwa Julity.

Tak, te święta to był raj dla podniebienia i dla duszy.
Szczerze, nie chciałam jechać ze swoją rodziną na święta do Joanny. Kiedy usłyszałam, że będzie miała piętnaście osób, pomyślałam sobie, że może to nie wypada. W końcu potocznie mówi się, że to święta rodzinne, a my przecież nie jesteśmy rodziną.

Joanna moich argumentów nie chciała przyjąć do wiadomości.
- Chcę od ciebie usłyszeć dziękuję za zaproszenie, będziemy - powiedziała przez telefon.

I byliśmy. Było gwarnie, rodzinnie i bardzo wesoło. Mój syn zyskał przyszywanego dziadka i babcię. Ludzi życzliwych, troskliwych.

Jeśli się tylko chce, można i w małych pokojach pomieścić aż tylu ludzi, jeśli tylko się chce pobyć ze sobą, porozmawiać. Takich świąt życzę wszystkim :-)


I zdjęcie które bardzo lubię jako fotografię. Zrobił je Wojtek w drugi dzień Świąt.

Krystyna i Jan, przyszywani dziadkowie Karola. Nie potrafię wam napisać dlaczego, ale to ważne dla mnie.

Bardzo dziękuję za te święta rodzinie Joanny. Były wyjątkowe, bo wyjątkowi ludzie je stworzyli.

1 komentarz: