wtorek, 17 kwietnia 2018

Miesiąc po

Dzisiaj mija miesiąc kiedy to wyszłam za mąż i zmieniłam nazwisko. Przed samym ślubem  nie chciałam o tym pisać. Dzisiaj po miesiącu, doszłam do wniosku, że prowadzone przez nas kroniki domowe straciłyby gdybym nie wspomniała o tym ważnym dla nas dniu. Innym powodem jest również myśl, że nasi przyjaciele warci są tego, żeby o nich napisać.


Miało być inaczej. Planowaliśmy ślub za kilka lat, po skończonym remoncie. Miał się on odbyć na górce, na której kiedyś rozbiliśmy namiot, na początku remontu domu. Upalne lato, na głowie wianek z polnych kwiatów, huczne wesele w gronie rodziny, przyjaciół i znajomych. Takie były plany.

Kiedy człowiek trafia do szpitala i czeka trzy dni na diagnozę, a potem umiera nagle bardzo dobry przyjaciel Wojtka, człowiek zupełnie inaczej zaczyna patrzeć na życie. Sławek miał tyle planów, tyle marzeń. Miał dopiero 50 lat, wspaniałą partnerkę z którą odwiedzał nasz dom. Jego śmierć bardzo mocno przeżyliśmy. Tak, to  jego śmierć i mój pobyt w szpitalu spowodowały, że zmieniliśmy plany.

- Nie czekajmy, zróbmy to teraz - powiedział Wojtek kiedy jechaliśmy autem.
- Dobrze - odpowiedziałam - jedź do ratusza i zarezerwuj, pierwszy wolny termin.

Nie byliśmy przygotowani finansowo na zorganizowanie wielkiego wesela.
Zresztą każde z nas miało za sobą  te duże, huczne, pierwsze. Z orkiestrą, złotymi obrączkami i tłumem gości.

Podeszliśmy do tego jak do rzeczy, którą trzeba zrobić, żeby uregulować swoje życie. Zaczęliśmy nawet sobie żartować, że ja to robię dla nazwiska, Wojtek dla mojej emerytury :-)

My i świadkowie czyli Joanna z Patrykiem. 
Wyszło troszkę inaczej. Moja przyjaciółka Honia, jak tylko usłyszała jaki jest termin tej skromnej uroczystości, postanowiła przylecieć na kilka godzin z Anglii. Mnie zaczęły drążyć wyrzuty sumienia, że robię to w tajemnicy przed rodzeństwem. Osobami mi najbliższymi, którzy zostali po śmierci rodziców. Zadzwoniłam, przyjechali na kilka godzin. Tak sama zrobili Wojtka przyjaciele z poprzedniego życia.

Właściwie dopiero parę dni przed uroczystym obiadem, który odbył się w klimatycznej knajpce Natangia,  podaliśmy  pani Wiesi, ile będzie osób na obiedzie. I tu podziękowania dla pani Wiesi, która podpowiedziała nam, żeby oprócz obiadu zaserwować również potrawy regionalne. Były pyszne.

Pomyślicie sobie, zwykły ślub w urzędzie. Taki miał być, ale za sprawą naszych przyjaciół był niezwykły.

Na początku wszystko szło źle.
Sukienka, którą zamówiłam przez Internet,  przyszła tuż przed ślubem i okazała się za duża. Pani Krystyna, mama Joanny, stanęła na głowie, żebym jakoś w niej wyglądała.

Jedyną rzeczą, którą bardzo chciałam mieć, to wiązanka z kali. W Górowie i okolicy nie do zdobycia. Wiązankę załatwiła nam koleżanka Wojtka z Trójmiasta, przywiozła siostra. 

Dzień przed, nasi przyjaciele zrobili nam niespodziankę i w różnych miejscach odbył się panieński i kawalerski wieczór.

Dziewczyny, tak knuły poza moimi plecami, że w dniu ślubu jedna zabrała mnie na profesjonalny makijaż, inna  do fryzjera.  Jeszcze inna wyszukała wiersz Szymborskiej, który córka Joanny przeczytała podczas ceremonii.  A jeszcze inna postanowiła nam zrobić zdjęcia, żeby po latach móc je oglądać i wspominać. 

To wszystko zostało zorganizowane dla nas. Zadano sobie tyle trudu, zadbano o tyle szczegółów. Wyłapano wypowiedziane kiedyś słowa dotyczące prezentów. 

Wszystko to razem i świadome wypowiadanie słowa przysięgi spowodowały, że się zacięłam. Chwila konsternacji u Wojtka i gości. Trwało to chwilę, zanim dokończyłam przysięgę.

Tak, gdyby nie nasi przyjaciele ten dzień byłby ważny ale nie wyjątkowy i właśnie dlatego postanowiłam ubrać go w słowa, żeby nigdy o tym nie zapomnieć.

Za tą dawkę wzruszeń, starań wszystkim bardzo dziękuję. Nie mogłam wymarzyć sobie piękniejszej uroczystości. Dziękuję naszym gościom, że zechcieli przemierzyć wiele kilometrów, żeby być z nami dosłownie na kilka godzin, w tym ważnym dla nas dniu.

Niby to papier, i on przecież nie jest wykładnią szczęścia. Ślub przecież nie daje gwarancji, że żyje się do śmierci razem, a jednak lepiej się z nim czuję. Czuję się bardziej bezpieczna. Nigdy nie sądziłam, że ten podpisany papier, tak bardzo wewnętrznie mnie wyciszy i uspokoi. Mnie, przeciwniczkę drugich ślubów :-)

Nie publikuję dużo zdjęć, bo nie wiem czy nasi goście by sobie tego życzyli.





Kiedyś powiedziałam, że chciałabym mieć starą maszynę do pisania


Bardzo ważni mężczyźni w moim życiu: brat, chrześniak, syn



z świadkową :-)


z świadkiem

z mężem




Moim czytelnikom, życzę odwagi aby żyć po swojemu i wśród takich przyjaciół jakich my mamy.







31 komentarzy:

  1. Juz miesiac??? A dopiero co zapowiadalas, ze slub sie odbedzie. Alez ten czas leci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dwa lata minęły od zakupu domu, a wydaje mi się jakby to było tydzień temu

      Usuń
  2. Masz rację bez Przyjaciół życie jest ubogie, wspaniałych godzin, dni, miesięcy i lat u boku Mężczyzny swojego Życia, pozdrawiam Dusia

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak ładnie to opisałaś. Z radością przeczytałam Twój post ciesząc się Waszym szczęściem. Niech zostanie przy Was na zawsze!
    Marytka

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak pięknie. Dużo szczęścia życzę

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne zdjecia, w niebieskim Ci bardzo do twarzy :-)
    Duzo szczescia zycze ponownie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkiego najlepszego dla Was!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dawno nie widziałam, nie słyszałam o tym co się dzieje w Twoim królestwie! A tu cóż za niespodzianka!!!! Wszystkiego najlepszego dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyszła w końcu wiosna, pochłonął mnie ogród.
      Dzisiaj obdarowana zostałam sadzonkami drzew. Nas już nie będzie, las pozostanie :-)
      Wracam z podwórka tak zmęczona, że nic mi się nie chce.

      Dziękuję

      Usuń
  8. Gratuluję z całego serca! Piękni Wy, piękne zdjęcia. Oby się Wam szczęściło!

    Przypomniał mi się mój drugi ślub... Minęło prawie sześć lat i już na pewno wiem, że drugie śluby są super!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratulacje! Muuuitos anos de felicidade :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, juz mi sie narzecza kickaja, czyli "Wielu lat szczescia"

      Usuń
  10. Jeszcze raz! Wszystkiego najlepszego!

    OdpowiedzUsuń
  11. Raz jeszcze GRATULACJE! Spełniacie marzenia, a to bardzo ważne w życiu, które przecież jest takie krótkie. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Serdeczne gratulacje! :) Wspaniali Wy, wspaniali przyjaciele i bliscy :)
    wzruszyłam się nieco. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyobraź sobie jak ja się wzruszyłam :-)

      Usuń
  13. Serdeczne zyczenia milego, pieknego zycia ... jak spiewalo kiedys : Combi! Piekny slub - gratulacje ! Gina

    OdpowiedzUsuń
  14. O, mialo byc : milego, slodkiego zycia :) Tak wiec i pieknego i slodkiego i milego ! Gina

    OdpowiedzUsuń
  15. Grażko, ranyy... taka byłam zabiegana, że zapomniałam o bożym świecie z blogosferą włącznie... a Ty zdążyłaś ślub wziąć... :) z całego serca Wam gratuluję :)))) Wzruszyłam się tym postem. Wiesz, my mieliśmy podobną sytuację - kiedy u mojego Radka w pracy w zeszłym roku zginęło ośmiu chłopaków (górnicy), nasz siostrzeniec od razu zaplanował swój ślub, bo - podobnie jak Wy - uznał, że nie ma co tracić czas. Jesteście świetni (wiem, choć Was nie znam osobiście), a gniazdko, które wijecie, z miesiąca na miesiąc jest coraz piękniejsze... Wszystkiego dobrego kochana.. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Kasiu. Czytam o twoich poczynaniach, więc wiem, że masz dużo, dużo obowiązków. Skąd na to wszystko bierzesz siły?- zastanawiam się czasem
      Jak będziesz kiedyś w okolicy, wpadaj. Zapraszamy

      Usuń
  16. Ja tez upiekszam swoj maly swiat, co prawda nie na tak wielka skale jak Ty, ale i miejsca tyle nie mam.
    เกมส์สล็อต

    OdpowiedzUsuń