środa, 21 marca 2018

Pani Jadwiga

Doskonale pamiętam tamten dzień, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam ją na zdjęciu. To było 8 marca zeszłego roku w Centrum Barka. Starsza kobieta o wykrzywionych dłoniach. Siwe, upięte włosy i ten łagodny wzrok.


Doskonale pamiętam co wtedy w pierwszej chwili pomyślałam: wygląda jak moja mama. Nie wiem czy to z powodu fryzury, czy pokrywających twarz zmarszczek, a może  dłonie, zupełnie takie same jak miała moja Mama.

Potem jeszcze wielokrotnie wracałam do  zdjęcia zrobionego przez panią z Centrum Barki. Mijały dni, zajęłam się  innymi sprawami i zapomniałam o starszej kobiecie.

Wczoraj pojechałam  do Barki w zupełnie innej sprawie. Zaszłam do pracowni krawieckiej zobaczyć szyte na Misterium stroje, a ona tam siedziała, pochylona nad stołem, trzymając w ręce jakąś robótkę.


Potem los się do mnie uśmiechnął. Pani się przesiadła, a ja chcąc sfotografować modela usiadłam na przeciwko niej. Popatrzyłam w jej niesamowicie błyszczące łagodne oczy i zaczęłyśmy rozmawiać.
- Pani jest z gazety, z Bartoszyc? - zapytała patrząc na mój aparat.
- Nie, rozmawiam z ludźmi i robię zdjęcia dla własnej przyjemności.

Pani Jadwiga zaczęła mi opowiadać swoją historię, a ja żałowałam, że nie wzięłam dyktafonu. Wróciłam dzisiaj ponownie do Barki, bo nie mogłam zapomnieć oczu tamtej kobiety.

Kiedy jej ojciec poszedł na wojnę, poprosił swoją żonę, żeby przeprowadziła się wraz z dziećmi do ich wspólnych znajomych mieszkających w Warszawie. Miasta nie zapamiętała dobrze, ciągłe bombardowania i odgłos walących się domów.

Losy dzieci wojny nie są losami pełnymi dziecięcej beztroski. Jej tata zginął. Brat taty został zagazowany w Treblince. Jej mama, za pomoc żydom została rozstrzelana. Widok matki leżącej na śniegu w ogromnej kałuży krwi, a tuż wcześniej jest szloch i rozpaczliwy okrzyk "ja mam dzieci!"  pamięta do dzisiaj.

Trójką sierot zaopiekowali się sąsiedzi. Codziennie przynosili im coś do jedzenia. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, wraz z rodzeństwem, trafiła do stryja, który sam miał pięcioro dzieci. Wszystkich ich razem było jedenaścioro. Panowała okrutna bieda, a dodatkowo jej stryj musiał się ukrywać.

Zaraz po wojnie rodzeństwo zostało oddane do domu dziecka, a ponieważ po wojnie był podział na żeńskie i męskie sierocińce ona trafiła Ciechanowa, a bracia do Glinojecka.

W Ciechanowie skończyła szkołę podstawową. Do szkoły średniej odesłano panią Jadwigę do Piaseczna pod Warszawą. Mieszkała wtedy w domu młodzieży. Pobyt w tych domach wspomina bardzo miło. Przede wszystkim miała własne łóżko z czystą pościelą i nie chodziła głodna.

Kiedy skończyła 18 lat musiała opuścić dom młodzieży. Poszukała sobie stancji. Zamieszkała w suterenie, w której mieszkała z jeszcze jedną osobą. Nie było tam żadnych warunków, a przede wszystkim było bardzo zimno, bo nie było pieca.

Zaczęła pracować w Warszawie, na poczcie na ulicy Nowogrodzkiej. Ponieważ mieszkała na Żoliborzu, do pracy dojeżdżała dwoma środkami transportu. Pensja była mała, z ledwością wiązała koniec z końcem. Właściwie wystarczało jedynie na opłacanie stancji, bilety i bardzo skromne życie.

W całym tym nieszczęściu uśmiechnął się do niej los. Odszukała ją, poprzez kuratorium, mieszkająca w Górowie koleżanka, której mąż pracował w urzędzie gminy. - Przyjedź, pomożemy ci - napisała.

I tak w 1952 roku Pani Jadwiga trafiła do Górowa.

Trudno było młodej dwudziestoletniej letniej kobiecie zaaklimatyzować się w małym miasteczku na końcu świata. Postanowiła popracować przez rok, a później wracać do Warszawy. Stało się jednak inaczej, została tu na zawsze.

Do emerytury pracowała w księgowości w Gminnej Spółdzielni. Wyszła za mąż, urodziła troje dzieci, ma siedmioro wnuków. Doczekała się pięcioro prawnuków.

Mimo, że rodzeństwo zostało rozdzielone, i jako już dorośli mieszkali w różnych częściach kraju, nie stracili kontaktu z sobą. Jeden z braci został nauczycielem na Kaszubach, drugi mieszkał na Śląsku. Po śmierci brata, który mieszkał na Śląsku, sprowadziła jego prochy i pochowała na Górowskim cmentarzu, żeby po swojej śmierci być blisko niego.
Do Centrum Barki przychodzi dla ludzi. Lubi z nimi rozmawiać, lubi tu być.
Kiedy zapytałam się ją o czym marzy, jej odpowiedz zaskoczyła mnie bardzo. Nie wspominała o swoim zdrowiu, o zbliżającej się poważnej operacji. Jej marzenia dotyczą dzieci, wnuków i prawnuków. Bardzo pragnie aby byli szczęśliwi.



Pani Jadwidze bardzo dziękuję za rozmowę

10 komentarzy:

  1. Masz szczęście spotykać na swej drodze bardzo ciekawych ludzi. Piękny portret bardzo pogodnej Osoby. Też mi przypomina moją Mamę. Pozdrawiam chociaż wirtualnie Panią Jadwigę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Graszko pisząc o tych znanych i tych nieznanych mieszkańcach Górowa robisz kawał dobrej roboty. Życie pani Jadwigi mogłoby posłużyć za kanwę np. filmu. Zdjęcie - portret cudne. Ogromne pokłady ciepła bijące z oczu p. Jadwigi sprawiają, że przyciąga do siebie innych ludzi.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo pozytywna osoba. Lubie takie opowiesci o losach konkretnych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy, wzruszający życiorys ma pani Jadwiga i jest przy pięknym, ciepłym człowiekiem. Miałaś świetny pomysł na rozmowy z takimi ludźmi i spisywanie ich historii.Przynajmniej nie przeminą nie zauważeni a każdy z nich na uwagę przecież i zapamiętanie zasługuje...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nic dziwnego, ze Pani Jadwiga przypomina Ci Mame, ona ma po prostu wyglad uosabiajacy Matke, Twoja, moja, kazdego z nas. Straszne jest stracic rodzicow w tak mlodym wieku i w tak dramatycznych okolicznosciach.
    Historia nadajaca sie na film. Moze namowilabys Pania Jadwige do spisania swoich wspomnien, szkoda byloby, gdyby odeszly razem z nia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowna kobieta, trudny los i pogoda bijąca z twarzy. I tak myślę, patrząc na moich uczniów (V klasa), że nie zrozumieliby co nas w niej zachwyca. Dziękuję Grażko,że dajesz nam chwilę refleksji. A przy okazji- uświadomiłam sobie, że historia mojego śp. ojca jest równie, a nawet bardziej "filmowa" -zabranie 5 letniego dziecka do germanizacji do bauera, Ukrainka, która go pielęgnowała i chroniła przez 3 lata, wyzwolenie i wyjazd do sierocińca w Danii, powrót do Polski i pobyt u Salezjanów a w 47r odnalezienie rodziny na Ziemiach Obiecanych . Chyba trzeba to spisać :) Pozdrawiam Was i panią Jadwigę ! BDB

    OdpowiedzUsuń
  7. Popłakałam się
    Zdrowia życzę Pani Jadwidze ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękna twarz, pięknej kobiety. Tyle ciepła i zgody na życie. Wzruszyła mnie jej historia.
    Marytka

    OdpowiedzUsuń
  9. dziękuję za tę historię. Szkoda, że jest tak mało książek o ludziach, którzy żyli w tamtych okrutnych czasach. Czytam wiele wspomnień Żydów i uważam, że to dobrze, że nie dopuszczają do zapomnienia ich tragedii. Żałuję, że tak mało jest wspomnień Polaków, których losy były często tragiczne.

    OdpowiedzUsuń