wtorek, 27 marca 2018

Ósmy kolor tęczy


Miałam pisać o kiermaszu zorganizowanym przez nasze miasteczko. Nie mogę się jednak nad nim skupić, bo po głowie chodzi mi tamta kobieta, która podeszła do mojego stoiska, i z którą zamieniłam kilka słów. Nie mam podzielnej uwagi, głośna muzyka, zamieszanie, harmider spowodowały, że nie mogłam skupić się na rozmowie.


Kiedy rozmawiam z moim synem, mówię mu, że  jeśli ma możliwość  niech wyjeżdża  z Polski i nigdy nie wraca. Nie mówię tak dlatego, że go nie kocham, mówię tak bo martwię się i troszczę o niego.

Kiedy rozmawiałam z moją przyjaciółką Honią, która  na kilka godzin przyleciała na nasz ślub z Anglii, mówię - nie wracaj. W Polsce młodzi ludzie mają niewielkie szanse na normalne życie.

My z Wojtkiem jesteśmy po pięćdziesiątce, porzuciliśmy wielkie miasto i zamieszkaliśmy na warmińskiej wsi, nieopodal małego miasteczka. Gdzie tu logika? Radze komuś coś innego, sama robię coś innego. Tak, tylko nam już bliżej do końca niż dalej.

Życie na wsi ma się nijak do publikowanych zdjęć  w kolorowych pismach. No chyba, że dysponuje się pokaźnym stanem konta. My takowego nie posiadamy. Czasami jak oglądam zdjęcia wiejskich domów z drewnianymi, pobielanymi podłogami, zastanawiam się ile pracy kosztuje utrzymanie ich w czystości.

Jeśli przygarnia się wszystkie napotkane na swej drodze zwierzęta i traktuje je po miastowemu, to w domu jest stale piasek na podłodze. Przyjeżdżając tutaj mieliśmy trzy koty i psa. Teraz mamy sześć kotów i psa. Na szczęście dwa są zewnętrzne, nie wchodzą do domu.

Późną jesienią i zimą piaszczyste drogi są nieprzejezdne dla osobowych aut. Błoto, błoto i jeszcze raz błoto.

Trudniej tu też o pracę, a rachunki wszędzie są podobne, wszędzie podobnie kosztuje życie. Dzisiaj o poranku przeczytałam na blogu podesłanym przez Wojtka, że łatwiej stąd wyjechać, aniżeli wrócić.

Takich jak my jest tutaj wielu, czasami udaje mi się z nimi porozmawiać. Jest różnie. Jedni klepią straszną biedę i twierdzą, że ich status znacznie się pogorszył . Innym się udało, osiągnęli, to co zamierzali. Nie wiem z czego to wynika, że jednym się udaje a drugim nie. Z dobrego planu początkowego, uśmiechu losu? Nie analizuję tego.

Przyjeżdżając tutaj na wieś nie miałam żadnych oczekiwań. Nie planowałam niczego oprócz ogrodu i remontu domu. Może dlatego nie czuję rozczarowania, że coś mi nie udało.  Założenie było takie, że Wojtek pracuje, a ja zajmuje się domem i ogrodem, a  Wojtek do pracy potrzebuję Internet, no i zleceń.

Plany, planami a życie samo zaczęło pisać scenariusz. Wojtek wpadł na pomysł wydania książki. Skorzystał z tekstów umieszczonych na tym blogu. Potem była prezentacja książki. Poznałam bardzo ciekawych ludzi z miasteczka. Ktoś zaproponował kiermasz, ktoś inny powiedział, a czemu nie. I jakoś tak samoistnie zaczęło mnie cieszyć, że mogę uczestniczyć w życiu tej małej społeczności.

Tak, przeprowadzając się z dużego miasta gdzie człowiek jest anonimowy  wyobrażałam sobie, że ludzie w małych miasteczkach działają dla ogólnego dobra. Strzelają do jednej bramki, żeby ludziom przyjemniej, milej mieszkało się. Idealistka. Wojtek czasami żartuje, że jestem komunistą.

Miewam czasami dni gorsze, bywam  zmęczona. Kiedy w kaloszach broczę w błocie skłamałabym, gdybym nie napisała, że przelatuje przez głowę myśl - co ja najlepszego zrobiłam? Kiedyś siedziałam sobie w pracy, elegancko ubrana, a  każdego 10-tego na moje konto wpływała pensja.Takie myśli zdarzają się sporadycznie, bo tak naprawdę tutaj znalazłam ósmy kolor tęczy.

Tu jest więcej radości aniżeli smutków. Tu mamy fantastycznych przyjaciół. Dzięki ich staraniom nasz ślub był wyjątkowy i bardzo uroczysty. Tu nigdy nie spędzamy samotnie świąt. Czy to nie miło usłyszeć przez telefon od Joanny, że jesteśmy miłymi gośćmi, że jej mama nie wyobraża sobie świąt bez nas. Tu inaczej wschodzi i zachodzi słońce, tu czuje się tą bezkresną przestrzeń.

Lubię tu wszystko, brukowane wąskie uliczki naszego miasteczka, dwie strzeliste ceglane wieże kościołów, stary zegar na ratuszu.
A po zakupach spokojnie bez pośpiechu lubię wpaść do niej, na przysłowiową kawkę. I słuchać opowieści o życiu.

Tu jest moje miejsce.
Czy tu będzie również pani miejsce?







30 komentarzy:

  1. Niedawno przeczytałam na moim ulubionym blogu, jak potraktowano jego Autorkę w szpitalu Niemczech, tylko dlatego, ze nie miała ich obywatelstwa. Wtedy pomyślałam, że równie złe potraktowanie u nas, tak by nie bolało, bo byłaby inna przyczyna...Nie, nigdy nie namawiałabym nikogo do emigracji...Ja mam ciągle nadzieję, że rozum w Polsce zwycięży:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, kiedyś byłam największym wrogiem emigracji. Mogłam wyjechać, zostałam. Kiedyś wierzyłam, że można godnie tutaj żyć. Moja sytuacja znacznie się poprawiła, w końcu mieszkam na wsi, nie zrywam się do pracy, nie pracuję po kilkanaście godzin dziennie, jednak patrząc na to co się dzieje, nie mam złudzeń.
      Kiedyś krążyło takie powiedzenie "lepiej płakać w mercedesie aniżeli w maluchu czy jadąc rowerem" Dla mnie łzy zawsze smakują tak sama. Czy tam przy złym potraktowaniu obcokrajowca czy tu podczas baraku sprzętu lub złego podejścia lekarza.

      Usuń
    2. Graszko, ja też byłam przeciwna emigracji, babcia męża mieszkała od zawsze w Paryżu i chciała przygarnąć...ale wolę, żeby mnie ktoś źle potraktował za to , ze jestem głupia albo leniwa czy roztargniona, niż za to, że jestem Polką:)wszedzie są dobrzy i źli:)a wolę, zeby moje dziecię było blizej, niż dalej:)Idzie wiosna i bedzie juz tylko pieknie! I tego sie trzymajmy! Pozdrawiam, Graszko!

      Usuń
  2. Ludzie chyba powinni brać pod uwagę, że trzeba zmieniać na lepsze warunki w kraju, w którym się urodzili, a nie z niego uciekać. Tak się porobiło, że po świecie przepływa fala emigracji. Jest takie przysłowie "Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma". Kraj jest taki, jacy ludzie w nim mieszkają. Ostatnio ludzie są coraz bardziej roszczeniowi, chcą mieć dobre warunki nic z siebie lub niewiele z siebie dając. To kto ma zmienić nasz kraj na lepsze? Muzułmanie i Ukraińcy, którym tu się podoba?
    Bożena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bożeno w Twoim komentarzy jest dużo racji. Mój brat, w jakimś stopniu i ja sama pracowaliśmy na to to, żeby naszym dzieciom żyło się lepiej. Znam od zaplecza jak działały Związki Zawodowe. Mogłam, ale nie wyemigrowałam.
      Przestałam wierzyć. I tu wyszło moje rozczarowanie krajem w którym mieszkam.

      Przestałam zajmować się polityką, nie chwalę ani PO ani PiS. Doszłam jedynie do wniosku, że polityk przed wyborami a po wyborach to nie jest ten sam człowiek.

      Usuń
    2. To rozczarowanie krajem jest rozczarowaniem ludźmi, bo wszystko zależy od ludzi. I tak wszystko sprowadza się do tego, że jak ludzie staną się lepsi, to świat się zmieni.

      Usuń
    3. dlatego zamieszkałam na wsi z dala od skupiska ludzi. Mamy dobrych znajomych i tyle mi wystarcza :-)

      Usuń
  3. Ostatnio rzadko bywam w blokowisku i dopiero dzisiaj dotarło do mnie, jaki piękny moment Waszego życia przegapiłam!
    Wszystkiego najlepszego, niech rozpoczęta wspólnie wstęga życia mieni się kolorami radości i miłości!
    Przepięknie wyglądasz Graszko:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy bym nie namawiała innych do emigracji,zwłaszcza "w ciemno".Bo to jest bardzo trudna i skomplikowana decyzja.I przeważnie bardzo trudne życie tam, na emigracji.Poza tym materialna strona to nie wszystko,przyzwoici ludzie mają jeszcze zobowiązania wobec starzejących się rodziców,w normalnych rodzinach kocha się też rodzeństwo,dba o relacje z nimi.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ale ja nie napisałam, że ma ktokolwiek jechać w ciemno. Skąd takie wnioski? Napisałam, że jeśli ma możliwości. Pod słowem ma możliwości, rozumie - zna język, ma pracę, ma dobrych przyjaciół którzy pomogą. I też nie chodzi mi o materialną stronę a jedynie o godne życie.

      Wyobraź sobie, że ja akurat wiem co oznacza opiekowanie się schorowanymi rodzicami. Opiekowałam się nimi do śmierci. I nie traktowałam tego jako zobowiązanie :-)

      Usuń
    2. Graszko,jeśli ma się świetną prace,dobra rodzinę, przyjaciół, to i u nas może być znośnie, a nawet bardzo dobrze:)
      Wierzę, że opiekoWalas się rodzicami z potrzeby serca,ja też i to jeden z powodów dla którego bym nie wyjechała. Ale nie każdy tak ma..
      pozdrawiam,Ania

      Usuń
  5. No popatrz, a ja z kolei znam przynajmniej kilka osób i to z bliskiego otoczenia, które wyjechały za granicę i po kilku, kilkunastu i więcej latach wróciły do Polski. Ci młodzi wyjechali na studia, które tam ukończyli, pracowali żeby się utrzymać na tych studiach, żeby nie było, że to rodzice opłacali naukę. Ci starsi założyli tam własne i dobrze prosperujące bjznesy, ich dzieci ukończyły tam szkoły. Ci najstarsi powrócili do zostawionej w kraju rodziny. Wszyscy pytani przeze mnie o przyczynę powrotu, właściwie nie potrafili podać konkretnego powodu, zamyślali się przez chwilę nad zadanym przeze mnie pytaniem i z reguły padała odpowiedź - nie wiem, tak jakoś ciągnęło mnie do kraju, do siebie. No było dobrze finansowo, ale to nie było to, czegoś brakowało...Nie drążyłam, nie mam zwyczaju. Widzę tylko, że dobrze sobie radzą po powrocie i są zadowoleni.
    Marytka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no może z tymi powrotami przesadziłam. Rozmawiałam też o tym z Honią. Kiedyś na pewno tu wróci :-), na emeryturze :-)

      Usuń
  6. Miła Pani Grażynko... :)
    Wszystkiego najlepszego dla Pani i Pana Wojtka Z OKAZJI ŚLUBU... bądźcie dalej szczęśliwi i pełni miłości w tym wspaniałym miejscu, które wspólnie stworzyliście... pomyślności zdrowia z całego serca !

    Zdjęcie z tęczą niewiarygodnie piękne i powalające :) Gdzie indziej niż w naszej wspaniałej Ojczyźnie takie widoki?
    Marszałek Piłsudski ponoć tak mawiał, kiedy był wkurzony: "Kraj piękny, tylko ludzie k....y"
    Nie ogólniałabym tego na większość, ale dużo w tym prawdy :(

    Raz jeszcze powodzenia na nowej drodze życia ! M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podobno też mówił "że prawda jest ja dupa,każdy ma swoją"

      Uogólnienia są najgorsze, bo każdy z nas jest inny, i czego innego oczekuję. Są tacy którzy pojechali gdzieś i osiągnęli sukces, są też tacy którzy spali pod mostem.

      Dziękuję

      Usuń
  7. Oj, Michaelino, gdzie indziej tez sa takie piekne widoki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. I to jest szczęście, żeby na takich terenach znaleźć swój dom, swoje miejsce. Nie idealne, jak z okładki, ale swojskie, proste i serdeczne. Podziwiam i pozdrawiam zza miedzy. Z Kiwit mam blisko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. panie Zbyszku, skoro blisko to serdecznie zapraszamy.

      Usuń
  9. Graszko, dlaczego namawiasz syna na emigracje?
    On moze tego posluchac - gdybym wiedziala, co wiem teraz to nigdy bym tu nie zostala na stale, moj syn tu byl, pobyl i wrocil do Gdanska... Takie warunki jakie opisujesz u siebie na wsi, takie sa i tutaj na wsi - ludzie zyja podobnie wszedzie, tu tez chodza do kolan w blocie i to w duzo wiekszym, bo tu ciagle pada - to Anglicy wymyslili kalosze. Tak samo borykaja sie w malych miasteczkach z brakiem pracy i perspektyw.
    W duzych miastach jest praca, ale jest tez wielka przestepczac, napady, drogie mieszkania, inne zwyczaje i styl zycia - bedac emigrantem jest sie "obcym" - czy sie tego chce czy nie.
    Te wiezi, ktore macie w Polsce ciezko odtworzyc tutaj jesli nie ma sie najblizszej rodziny - skazujesz siebie i syna na teskonte i rozdarcie , czy warto? W duzym miescie jak Gdansk sa o wiele lepsze i ciekawsze mozliwosci - a twoj syn jest bardzo zaradnym czlowiekiem.
    Gina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gina mój syn jest dorosły sam decyduje o swoim życiu. Jeżeli czegoś nie będzie pewien, zapewne tego nie zrobi.
      Zastanawia mnie jednak zupełnie coś innego, skoro tam tak źle to dlaczego nie wracasz, dlaczego ty tam a syn tutaj. Mi było źle w mieście zamieniłam na wieś :-)

      Usuń
  10. To czy jest dobrze czy zle to bardzo subiektywna sprawa. Wiesz, nie zawsze wybiera sie emigracje ze wzgledow finansowych. Czasem stoi sie przed zupelnie innymi wyborami : a rozdwoic sie czlowiek nie da rady. Moj syn wrocil, tez jest dorosly, wiec podjal decyzje sam, ja wrocic nie moglam. Zrozumiesz to rozdarcie, jesli Twoj znajdzie sie po drugiej stronie.
    Gina

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja córka już 10 lat jest na emigracji.Jest dobrze wykształcona,pracuje w swoim zawodzie,do niedawna mieszkała na wsi,aktualnie w małym miasteczku, do pracy dojeżdża do metropolii.Często odwiedzam ją i moje obserwacje pokrywają się z tym o czym pisze Gina.To nie jest tak, że życie na emigracji jest bezproblemowe i sam miód, cud.Jest to sprawa indywidualna,wielopłaszczyznowa.Wiktoria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nigdy nie twierdziłam, że za wielką wodą jest tylko miód i orzeszki. Wszędzie trzeba pracować. Jednym się udaje innym nie. Jedni nadają się na emigrację inni niekoniecznie. Nie można uogólniać, twierdzić że tam lepiej albo gorzej. Trzeba próbować - i samemu zdecydować co dla nas jest najlepsze. Jeżeli ktoś wybrał życie na emigracji, lub też z niej wrócił - uszanujmy jego decyzję. Tyle i aż tyle

      Usuń
    2. Graszko, nie napisałam,że tam jest gorzej.Jest różnie, pod jednym względem może być lepiej, pod innym gorzej.To nie jest jednoznaczne a raczej złożona sprawa i każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie bo każdy człowiek to inna osobowość ale jest wiele spraw,momentów, które z biegiem lat dotykają każdego.I trudno w szczegółach pisać o tym w poście..Podobnie jak Ty dziś,ja przed dziesięciu laty przyklasnęłam pomysłowi wyjazdu Córki, czy wręcz namawiałam.Wiem jedno, dziś już tego nie zrobiłabym, mimo, że ona tam radzi sobie dosyć dobrze.No i nie zawsze jest tak,że powrót jest prosty z różnych względów.Pozdrawiam świątecznie.Wiktoria.

      Usuń
  12. A w ogóle to co to jest sukces? I co to jest godne życie? Dla jednych to miłość i praca nad sobą, dla innych taki stan konta, co niby ma zastąpić albo zagwarantować coś, czego i tak stanem posiadania nie da się zastąpić. Bo zawsze jest coś kosztem czegoś. Na kapustę kiszoną i szczypiorek w Polsce każdego stać a swoją wartość i godność można budować inaczej, niż nakazują nam reklamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. całkiem niedawno pytałam kobiety i mężczyzn, co daje im szczęście. Ile osób tyle odpowiedzi. Każdy z nas co innego potrzebuję, co innego cieszy. Temat rzeka.

      Mnie jedynie w tym wszystkim zaskakuje wybiórcze czytanie posta.

      Usuń
  13. Dużo szczęścia na dalszą wspólną drogę ! :-) Nadrobiłam wreszcie blogowe zaległości i takie niespodzianki wyczytałam :-) Pięknie wyglądałaś w tej sukience, Graszko.
    Co do emigracji- z żalem zgadzam się z Tobą. Z żalem, bo zmarnowaliśmy możliwość stworzenia kraju, w którym będzie nie tylko pięknie, ale i będzie żyło się w miarę bezpiecznie i wśród życzliwych ludzi. Niestety, mam sporo rodziny i znajomych za granicą i widzę, jakie są różnice w byciu tu i tam, i nie są to sprawy wyłącznie wyższego statusu finansowego.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiesz, odnośnie mieszkania na wsi mam bardzo podobne przemyślenia. BYł czas, kiedy życie nas przeczołgało okrutnie. Droga rozdyźdana wiosną i jesienią tak, że kilometr dygałyśmy do samochodu ( terenowego Jeepa, Grand Cherokee ) pieszo i z reklamówkami obwiązanymi na nogach do samego tyłka, żeby się błotem nie pochlapać, bo samochód utykał w błocie po osie. Wojtka nie było - za chlebem wyjechał, a mnie samej z dorastającym dzieckiem i Ciocią pod opieką było wówczas naprawdę trudno wszystko ogarnąć. Praca w redakcjach i pisanie nie dawały stałego dochodu, a jedynie " strzały ". Przeżyliśmy, wpadliśmy na pomysł i jest dobrze, choć nadal bywa niełatwo. A jednak nie zamieniłam tego naszego " kawałka niczego" na ciepłe mieszkanko w kamienicy w Gdańsku. Wrośliśmy w wieś i w społeczność, działa stowarzyszenie, bardzo wiele się nauczyłam przez ten czas. Ale córki na wyjazd za granicę nie namawiam, a i ona by nie chciała. Tu jest u siebie. O dobrą robotę nie jest łatwo, załozyła więc własną firmę - robi ksiązki, ma coraz więcej klientów, pracuje na swoim i w domu, kończy studia. Ja myślę, że wiele zależy od determinacji i od tego co umiemy robić, albo...czego się nauczymy. I od szczęścia oraz dobrego układu przypadków... I tego Wam życzę z okazji Świąt Wielkiejnocy - szczęścia i nieustająco dobrego układu przypadków:-)) Asia z Siedliska pod Lipami

    OdpowiedzUsuń
  15. Nigdy nie wyjechałabym z Polski na stałe i bynajmniej nie ze strachu przed obczyzną ani z powodu wieku. Takie przekonanie udzieliło się także moim dzieciom, żadne z nich nigdy nie miało w planie wyjechać i ja nigdy żadnego nie namawiałabym. Człowiek, który w głowie ma niezadowolenie, nigdzie nie będzie zadowolony. W Polsce jestem u siebie. Także mieszkam na wsi, ale nie integruję się ze wsią. Moje życie nadal jest w mieście, tam jest moja praca, rodzina, znajomi. Na wsi jest dom - moja "twierdza", moje miejsce wolne od ludzi.

    OdpowiedzUsuń