środa, 7 lutego 2018

Znam ów stany niemocy.

O poranku, kiedy tylko oporządziłam koty, poszłam z Kudłem na spacer w pola. Bezkresna przestrzeń, niesamowita cisza zakłócana skrzypieniem śniegu pod butami. Ja i pies. Lubię te poranne spacery.


I kiedy tak spacerowałam powolnie, rozmyślałam, że ludzie, którzy tu mieszkają od pokoleń i my przyjezdni z dużych miast, jesteśmy niby z jednej Polski, a jednak z dwóch różnych światów. Oni  nie zrozumieją naszego zachwytu nad Warmią, bo oni tę ciszę przestrzeń mieli od zawsze, a codziennie borykają się z zupełnie innymi problemami niż my.

Wczoraj Wojtek na swoim profilu na Fb, opisał sytuację, która mi się przytrafiła. Nie był to odosobniony przypadek. Kiedy wracam z miasta i widzę kobietę z siatkami, zatrzymuję się. Nasz sąsiad śmieje się z tego. Nie wchodzę z nim w dyskusję.

Lubię słuchać ludzkich opowieści. Słuchałam kobiet, które ze mną leżały na sali w szpitalu, słucham też i tych, które czasami podwożę. Wczorajszy wpis Wojtka wywołał lawinę komentarzy.

Nie ze wszystkimi komentarzami mogę się zgodzić, bo jak to w życiu bywa, nic nie jest białe albo czarne. Jest jeszcze całą gama odcieni szarości.

Wczorajszej kobiety było mi żal. Jej barki były pochylone, mówiła cicho i takim zrezygnowanym głosem. Psychologowie twierdzą, że stres z utratą pracy jest porównywalny jak po utracie kogoś bliskiego.

Znam ów stany niemocy.
Doskonale pamiętam rozpacz, kiedy po prawie 30-letniej pracy w jednym zakładzie pracy, straciłam ją. I tak byłam w znacznie lepszej sytuacji aniżeli tamta kobieta. Mieszkałam w dużym mieście, miałam auto i środki komunikacji miejskiej pod nosem, a mimo tego wszystkiego nie potrafiłam się odnaleźć w nowej sytuacji.

Znam też wizyty w Urzędzie Pracy w Gdańsku z autopsji. Wiem jak tam podchodzi się do petenta. Podczas kilkudziesięciu wizyt, tylko raz obsługiwała mnie pani, która tak naprawdę chciała mi pomóc.

Im dłużej byłam bez pracy, tym bardziej zapadałam się w czarną dziurę. I wtedy, gdyby nie pomoc mojej przyjaciółki Honi, nie wiem, jak to by się skończyło.
Może dlatego, że sama kiedyś przez to przeszłam, tamta kobieta stała mi się bliższa, i, mimo że było mi nie po drodze, zawiozłam ją do jej wsi
Tak, takim ludziom, jak pani Iksińska należy pomagać.

Jest tu też inny rodzaj ludzi, roszczeniowych, kłócących się w kolejce po żywność, bo jej się należy. Takie kobiety siadają na tylnej kanapie mojego auta i jak tylko zamkną drzwi zaczynają narzekać. Na panią Wójt, że nic nie robi, tylko jeździ na wycieczki, wystrojona, że dają im śmieszne pieniądze w formie zapomogi, o które muszą walczyć jak lwice. Pieniędzy nie ma, ale na to aby wysłać taksówkę po wódkę jest.

I w takim przypadku, kiedy wracam swoją kochaną piaszczystą drogą, a moje auto podskakuje na dziurach i rozsypują się wszystkie zakupy szlag mnie trafia. Na pomoc ludziom roszczeniowym to jest, ale porządną naprawę drogi to już nie.

Nie wiem jak tym ludziom można pomóc, jednak sądzę, że paczki żywnościowe i zapomogi nie są dobrym rozwiązaniem. Rozleniwiają osoby, nie uczą kreatywności.

Jak odróżnić dobre ziarno od plew? W dużym mieście łatwo naciągnąć urząd, w małym mieście wszyscy o wszystkich wiedzą. Wiadomo kto jest bezradną Iksińską, a kto roszczeniowcem.

I przyszedł pan do pana:
- Daj na chleb - powiedział starszy człowiek.
- Dam ci nie tylko na chleb, bo dam ci stówkę, tylko pomóż mi posprzątać teren
- Co? ja mam sprzątać, a weź się pan odpier....

Do tego prowadzi dawanie ryby a nie wędki.

7 komentarzy:

  1. Tak to bywa przy zmianach ustrojowych, mlodzi ludzie jeszcze sobie predzej jakos poradza, a ci starsi, przesiaknieci tamtym ustrojem, nie potrafia sie w nowej rzeczywistosci odnalezc. Sa zagubieni, zdezorientowani, nie nadazaja za wyscigiem szczurow, przeraza ich stosunek pracodawcy do pracownika, boja sie przyszlosci. Nie odwazylabym sie ich oceniac negatywnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli nigdy nie staliśmy w kolejce "do bezrobotnych",mieszkamy w miejscu gdzie o pracę łatwiej to nie oceniajmy i nie proponujmy pracy jak np.przy sprzątaniu kościoła. Jak dla mojej wiedzy to kościół sprząta się za "Bóg zapłać " :), przynajmniej tak jest w mojej wsi :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co tutaj mówić, jednak "w dużym mieście łatwiej". Dziękuję Bogu, że jestem tak uprzywilejowana.

    OdpowiedzUsuń
  4. W świecie rządzi teraz pieniądz. Miałam to szczęście, że po przepracowaniu kilkudziesięciu lat w jednym zakładzie odeszłam spokojnie na emeryturę. Widzę jednak jak wygląda teraz walka o pracę, ale też widzę, że wielu nie chce się wprost pracować.

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie. Wielu ludziom po prostu nie chce się pracować - wolą pójść po zapomogę, ale nie robić kompletnie nic. Taki współczesny minimalizm....
    Jedni chcą za dużo, inni w ogóle się nie starają, żeby poprawić swój byt, a najlepiej, żeby utrzymywało ich państwo.

    OdpowiedzUsuń
  6. No właśnie, zbyt łatwo przychodzi nam ocenianie innych, zwłaszcza to negatywne, bez znajomości indywidualnego kontekstu sprawy.
    Przeczytałam część komentarzy do wpisu Wojtka, ale nie byłam w stanie spokojnie tego czytać, bo czasami były moim zdaniem zwyczajnie niesprawiedliwe. Ktoś pisze, że czas pracy pracowników w byłych PGRach planował i nadzorował brygadzista - no i co w tym jest takiego karygodnego? Przecież struktura organizacyjna zakładów pracy opera się na zależnościach funkcjonalnych i hierarchicznych, tak było i tak jest obecnie. Nawet wówczas, gdy ma się taką dużą swobodę organizowania swojej pracy jak ja, to jednak jest przełożony, który wytycza granice i ingeruje w przebieg pracy.
    Warmia i Mazury to środowiska typowo rolne, każdy kto tu mieszka od dawna znał realia PGRów i zna realia obecnych wsi poPGRowskich. Ci ludzie mają naprawdę pod górkę, i nie tylko z własnej winy, ale przede wszystkim z tytułu prowadzonej od zawsze, krzywdzącej polityki państwa. Nawet dzisiaj, burmistrz mojego miasteczka "zsyła" ludzi z tzw. marginesu społecznego do wolnych lokali w pięknym kiedyś PGRze, a opinia o nich rozciąga się na wszystkich dotychczasowych mieszkańców. Uwaga o sprzątaniu kościoła za kasę też wprawiła mnie w osłupienie - takich niedorzecznych kwiatków jest w tych komentarzach więcej.
    Ta kobieta nawet nie jechała "na gapę" miejskim, bo tu, na peryferiach ma żadnej komunikacji transportu zbiorowego, Ona tylko szła i marzła. Nie rozumiem tej fali niechęci względem środowiska po dawnych PGRach, górnicy kosztują podatników o niebo więcej, nasze państwo wypłaca im odprawy a potem dotuje kopalnie w których się ponownie zatrudniają, i jakimś cudem nikt z komentujących nie zarzuca górnikom, że ich pracę organizuje brygadzista, że nie potrafią zdobyć lepszego wykształcenia czy się przekwalifikować, gdzieś wyjechać i zarobić Nie, im się zabezpiecza na siłę miejsca pracy i podnosi wynagrodzenia po groźbach rozruchów. Ech, szkoda słów.
    pozdrawiam sarna

    OdpowiedzUsuń
  7. Pozdrowienia dla Sarny od żony górnika !!!

    OdpowiedzUsuń