czwartek, 1 lutego 2018

Żegnaj przyjacielu


Początki roku nie są dla mnie łaskawe. W styczniu osiem lat temu po długoletniej chorobie zmarł mój tata. Długo nie mogłam poradzić sobie z jego śmiercią. Z tamtego czasu pamiętam, że kiedy było mi źle, ubierałam jego czarne grube skarpety, stanowczo za duże na moje nogi. I wtedy wszystkie moje problemy, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki się rozplątywały.


Na początku lutego, cztery lata temu po długoletniej chorobie zmarła moja mama. Zachorowała mając lat czterdzieści, zmarła mając 71. Tyle lat w cierpieniu, aż w końcu przestało ją boleć. Tak to sobie wytłumaczyłam. Na nocnej szafce postawiłam jej zdjęcie, kiedy była jeszcze sprawna i uśmiechnięta. Taką ją chcę pamiętać.
To mijający czas sprawił, że potrafię spokojnie o tym pisać.

W poniedziałek  niespodziewanie odszedł nasz przyjaciel Sławek. Miał zaledwie 50 lat. Wczoraj Wojtek pojechał do Trójmiasta pożegnać się z nim.


Słyszałam o nim dużo, ale osobiście znałam krótko. Towarzyszył nam w jednym z najpiękniejszych momentów naszego życia, bo podczas poszukiwania siedliska. To właśnie z nim wczesną wiosną, każdego weekendu przemierzaliśmy ileś kilometrów. Rozmawialiśmy o wszystkim, o miłości, emocjach, życiu.

Znacznie później bardzo często wracaliśmy wspomnieniami do tego okresu, do koszyka pysznych rzeczy, które przygotowywałam na wyprawę. Zdarzało się, że darliśmy ze sobą koty. Nie lubiłam jego niepunktualności i dzisiaj jak go już nie ma wśród nas, dociera do mnie, jakie to było płytkie i głupie.

Sławek był jedną z niewielu osób, którą stawiałam na wzór mojemu synowi. Bo jego historia była iście z amerykańskiego filmu w stylu od pucybuta do milionera. Był takim namacalnym przykładem, że kiepski start w dorosłe życie wcale nie przekreśla jego finału, a to, co osiągnął zawdzięcza samemu sobie, a nie koneksjom i znajomościom.

Był jednym z nielicznych ludzi, przy którym czułam się swobodnie i nie czułam zażenowania z powodu swojej niewiedzy czy też niezrozumienia tematu. Kiedy Wojtek ze Sławkiem poruszali tematy fizyki, matematyki, a ja robiłam wielkie oczy, spokojnie bez irytacji i wyższości tłumaczył mi prostym słowami poruszane zagadnienie. Był ciepłym, życzliwym człowiekiem.

W dniu pożegnania zadzwoniła do mnie Beata z Pupek, opowiadałyśmy sobie jak zapamiętałyśmy Sławka, tylko tyle mogłyśmy dla nie go zrobić.

Sławku, wierzę w to, że kiedyś spotkamy się tam u góry w wielkim siedlisku i zasiądziemy do rozmów tych ważnych i tych mniej.
A teraz- podczas pielęgnacji lawendy, którą dostałam od Ciebie i Joanny,  będę miło Was wspominać.

8 komentarzy:

  1. Za wczesnie... Nie umiera sie w tym wieku.
    Bardzo Wam wspolczuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudno znaleźć słowa, jestem z Tobą, Wami myślami...jakie to wszystko kruche, ulotne...łapmy chwile...

    OdpowiedzUsuń
  3. '...Każdy ma swój czas na życie i każdy ma swój czas na śmierć...' wczoraj przeczytałam to w książce H. Mankela i pomyślałam jaki to ma dobry sens. Tylko co jeśli ten czas przychodzi zbyt szybko, nie w tym momencie i miejscu. i pozostają tylko wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  4. ''Jeszcze nie pora by zgasić wszystkie lampy świata

    Zasłonić ciemną kurtyną okno z widokiem na gwiazdy

    Zamknąć wszystkie drzwi bez klamek i dziurek od klucza

    Przykryć się całunem chłodnym jak zimowa noc

    I już nie słyszeć więcej słów, kroków, płaczu ani śmiechu

    W ciszy niebijącego już serca i zastygłej w żyłach krwi...''- zacytowane bez zgody autora, ale może z uwagi na starą znajomość nie obrazi się i nie wyciągnie konsekwencji ...
    Kilka razy zajrzałam na stronę internetową Sławka - interesujący, jeszcze młody człowiek - trudno pojąć tak nagłe odejście. W niedzielę odeszła również moja sąsiadka niewiele starsza od Sławka. Wiedziałam, że była miła, dobra, właściwie niewidzialna, a moja współpracownica powiedziała, że to jej przyjaciółka, taka której nie trzeba było mówić że jest potrzebna pomoc, bo ona już to czułą i ją niosła - dyskretnie, z taktem.
    Zwyczajni - niezwyczajni, w psychologii tzw. dla nas ''znaczący'', i niech tak zostanie.
    Graszka dbaj o swoje zdrowie, a Wojtek niech nie odpuszcza swoich marszów z kijami, których zwyczajnie Mu zazdroszczę, bo ja o swoje 10 km marszruty o tej porze roku mogę pokusić się tylko w weekendy.
    macham - sarna


    OdpowiedzUsuń
  5. Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać.

    Antoine de Saint-Exupéry
    Zawsze odchodzą za wcześnie ludzie dobrzy i bliscy nam.

    OdpowiedzUsuń
  6. To bardzo przykre.szczere wyrazy współczucia.Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Trafiłam tutaj dopiero dzisiaj ... strasznie mi przykro :(

    OdpowiedzUsuń