sobota, 3 lutego 2018

Pisz, nie pisz, pisz

Pisz, nie pisz, pisz, nie pisz - myśli kłębią się w mojej głowie i w końcu wiem, że jeśli tego nie napiszę, nie  wyrzucę z siebie, nie odzyskam wcześniejszego spokoju.
Do tego tekstu podchodziłam jak do jeża, bo temat służby zdrowia to temat trudny, a ja swoim pisaniem nie chciałabym nikogo skrzywdzić czy napiętnować, bo w tym przypadku nic nie jest oczywiste i nie ma tej jednej prawdy, słusznej racji.


Nie wiem jak dotarłam na SOR w Bartoszycach. Wojtek opisywał sytuację na FB. Z jego opisu wiem, że trudno tam było trafić.

Młoda pani doktor, z długimi prostymi włosami i łagodnymi oczami, podtyka mi pod nos dokumenty. Ból jest tak silny, że trudno mi jest utrzymać długopis.
- Jeśli pani tego nie podpisze nie będę mogła pani zbadać.

W tamtym  momencie byłam oburzona na panią doktor, i wiem, że gdyby wtedy dała mi do podpisu wyrok śmierci, albo darowiznę wszystkiego co posiadam, podpisałabym, byleby tylko przestało boleć.
Czy powinnam być wtedy na nią zła? Nie, bo to nie ona wymyśliła takie durne procedury. To jest chory system stworzony przez bezdusznych urzędników.

Leżę na łóżku podłączona do kroplówek i leków przeciwbólowych. Ból mija na tyle, że mam większy kontakt z tym co mnie otacza. Pani doktor przychodzi do mnie trzy razy.
- Pani doktor, a może USG, wtedy będzie wszystko wiadomo - mówię.
- Nie ma radiologa - pada krótka odpowiedź i jakby chcąc wytłumaczyć zaistniała sytuację mówi dalej - Wie pani, że ja jako jedyna z roku wróciłam do Bartoszyc. Młodzi lekarze wybierają duże miasta.

Smutna ta wiadomość. Smutna rzeczywistość.

Pani doktor decyduje, że zostanę na oddziale chirurgii. Dostaję męską zużytą piżamę z wyrwanym rękawem. Czy ja mam o to pretensje? No nie, przecież mogłam mieć z sobą swoją. Ale kto gnając po pomoc myśli akurat o piżamie.

Piękny, wyremontowany oddział chirurgii. Nowe łóżka i szafki. Pościel czysta i schludna.

Przez cały weekend przeleżałam bez jedzenia, bez badań, ale za to podpięta do kroplówki z której sączyły się mocne leki przeciwbólowe.
Miałam pecha, weekendy to czas martwy. Ale ja i tak jestem szczęśliwa, bo już mniej boli. Panie pielęgniarki uśmiechnięte i życzliwe człowiekowi. Robią na oddziale chirurgii najlepszą robotę.

Przychodzi poniedziałek. Z panią z sąsiedniego łóżka czekamy na USG. Zapada decyzja, że tylko ja pojadę na USG, bo pani radiolog w poniedziałek ma dużo pacjentów.

Badanie trwa ponad godzinę. Pani doktor pyta czy mam wcześniejsze badania. Nie mam, bo nigdy nie robiłam USG jamy brzusznej.
Paradoks, bo przecież ostatnie trzy lata pracowałam w prywatnej przychodni z naprawdę dobrymi specjalistami. Szewc bez butów chodzi czy jakoś tak.
- Nie leczyła pani nigdy nerek? - jest mocno zaskoczona.

Po skończonym badaniu informuje mnie, że  lekarz prowadzący wszystko mi wytłumaczy, ona się śpieszy.

Poniedziałkowy wieczorny obchód.
Pan doktor podchodzi do pierwszego łóżka, na którym leży chora w ciężkim stanie.  Mówi coś do pielęgniarki i wychodzi, pozostawiając resztę pacjentów w osłupieniu. Nie zasłużyliśmy na audiencje.

Wtorkowy poranny obchód.
Pan doktor podchodzi do mojego łóżka. Patrzy na mnie, a ja uprzedzam go pytaniem.
- Panie doktorze, mam już komplet badań, co mi dolega?
- Hmm, czytałem, ale nie wiem co czytałem - mówi i odchodzi do kolejnego pacjenta.

Wtorkowy wieczorny obchód.
Przed moim łóżkiem przystaje młody lekarz.
- Co pani dolega?
Rozwala mnie tym pytaniem.
- Co mi dolega? - powtarzam za nim.
- To ja się pani pytam co pani jest? - ripostuje.
- Mam sprzeczne informacje, radiolog mówi co innego, lekarz na porannym obchodzi mówi co innego, wiec ja nie wiem co mi jest i chciałabym w końcu się dowiedzieć od pana - mówię.
-  W środę będzie urolog, będziemy konsultowali.
Koniec audiencji.

W środę, po czterech dniach pobytu trafiam na kompetentnego lekarza, urologa. Przemiły i kulturalny lekarz. Bierze kartkę rysuje nerki, moczowody. Tłumaczy na czym będzie polegała operacja.

Spanikowałam, bo to była moja  pierwsza wizyta w szpitalu. Spanikowałam, bo moja mama zmarła z uwagi na niewydolność nerek. A zmarła, bo żaden lekarz w Gdańsku, a badało ją wielu, nie postawił odpowiedniej diagnozy. Spanikowałam, bo właśnie zmarła pacjenta obok mojego łózka.

Dla lekarzy z oddziału chirurgii, zapewne przyszłam z błahostka, na którą tak naprawdę sama sobie zapracowałam. Zła dieta, stres, dużo pracy zawodowej - za ten stan sama sobie mogę podziękować.

Mogę zrozumieć, że wyżywienie w szpitalu jest podłe. To nie jest wina lekarzy a szpital to nie restauracja. Mogę też zrozumieć, że lekarze są przepracowani, zmęczeni. Operacje, dyżury, praca w przychodni.
Tak jestem za tym, żeby zarabiali godnie, żeby nie musieli tak dużo pracować.

Rozumiem, że jesteśmy biednym krajem, że szpitale nie mają pieniędzy, odpowiedniego sprzętu. Jednak nigdy nie zrozumiem opryskliwego podejścia lekarza do pacjenta. Pacjent nie jest partnerem do rozmów. I to jest najsmutniejsza rzeczywistość. W szpitalu jest traktowany jak intruz.

Nie oczekiwałam od lekarzy empatii, pocieszenia. To pocieszenie przyszło od naszych znajomych stąd. Oczekiwałam jedynie konkretnej diagnozy i rzeczowej rozmowy.

Wystarczyłyby dwie, trzy minuty rzeczowej rozmowy: Pani Grażyno, na prawej nerce stwierdzono to, na lewej nerce stwierdzono to, w moczowodzie ma pani to, dodatkowo szwankuje pani to. Zajmiemy się najpierw stanem zapalnym i moczowodem, a jak pani odpocznie, po 3 miesiącach zajmiemy się innym organem. Tyle i aż tyle. Czy moje oczekiwania są wygórowane?

Z informacjami których oczekiwałam od lekarza zapoznałam się czytając wypis ze szpitala. I tak nie był on pełny, bo nikt nie pofatygował się wpisać, że walczono z moim wysokim ciśnieniem. Nie wpisano jakie tabletki podawano mi na jego zbicie.
Na wypisie jako lekarz prowadzący widnieje pieczątka kobiety. Rozmawiałam z nią raz, podczas przyjęcia na oddział. Właściwie to nie byłą rozmowa, a kolejne podpisywanie papierów.


Dziękuję Panu urologowi ze szpitala w Bartoszycach, dziękuję wszystkim pielęgniarkom oddziału chirurgii za troskę, uśmiech.

O pracy pielęgniarek na tym oddziale i pracy niektórych pielęgniarzy być może będzie następnym razem.



20 komentarzy:

  1. Pewnie Cię to nie pocieszy, ale...
    Szpital w jednym z wiekszych bawarskich miast. Pacjentka - starsza pani poruszająca się na wózku, wymagająca pomocy przy wszystkich czynnościach. Przyjęta do szpitala na badania w środę około południa, wypisana w piątek o godzinie 14. Po przyjęciu zacewnikowana, bo nikt nie będzie do niej latał co chwila. Rano dzwoni po personel, bo chce do toalety. Ktoś wsadza do sali głowę i mówi, że salowa przyjdzie za 20 minut. Nie przychodzi. Drugi dzwonek i prośba o pomoc w skorzystaniu z toalety. "Ale po co? Przecież ma pani pieluchę!" Koniec dyskusji. W czwartek wykonano kilka badań,w tym USG, określono zalecenia.
    Tydzień później przyszedł rachunek opiewający na 2060 euro, z czego 30% pokryje Kasa Chorych. Zaznaczam, że pani jest ubezpieczona i co miesiąc płaci składkę w wysokości 300 euro.
    Życzę Ci Grażynko zdrowia! Uważaj na siebie. Może poszukaj nefrologia i urologa w Gdańsku? Lepiej nie ryzykować, bo z nerkami nie ma żartów. Coś o tym wiem.
    Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Absolutnie chory system :(. Zostawic kogos tyle dni bez wytlumaczenia, co sie dzieje, to po prostu nieludzkie, nie mówiac juz o skandalicznym wypisie. Czy oni licza na to, ze nastepni lekarze beda mieli szklana kule, zeby dalej prowadzic pacjenta?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie będzie nas,bedzie las - mawiała moja babcia:))Nawet najlepsza służba zdrowia nie zastąpi
    dbania o siebie,profilaktyki.Jesteście zbyt mądrymi ludźmi,aby odpuścić sobie całościowe "przeglądy techniczne" przynajmniej raz w roku.Trzymaj się Graszko,myśl przede wszystkim o sobie,dbaj o siebie najlepiej jak potrafisz!pozdrawiam serdecznie,Ania

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyli masz (mialas) kamyk w moczowodzie, witaj w klubie nerkowcow.
    Z polska sluzba zdrowia mialam niedawno do czynienia i mam dokladnie takie same wnioski, totalny brak empatii i traktowanie pacjenta jak intruza. A w koncu to akurat nic nie kosztuje. Nie wiem, czy tam do sluzby zdrowia ida pracowac same aroganckie osobniki, czy na czym to polega? To boli najbardziej, a nie braki sprzetu czy czegos tam innego.
    Wracaj szybko do zdrowia, moze warto pomyslec o jakiejs specjalnej diecie, a na pewno powinnas bardzo duzo pic. Zeby Ci sie uszami przelewalo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz, Graszko, przechodziłam przez takie traktowanie, gdy chorowały mi dzieci i byłam miła, spokojna, przepraszajaca niemal , że dzieci są na tyle bezczelne, że chorują.. aż zrozumiałam, ze większość lekarzy, personelu to zwykłe chamy, znieczulica i konowały, że to nie ja jestem dla nich , a oni dla mnie i zaczęłam żądać, opierdalać i traktować jak kogoś równego mi, takiego samego zwykłego człowieka. Od tamtej pory łatwiej mi się z nimi dogadać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Graszko, to co napisałas -mogło się zdarzyć w każdym innym miasteczku...lekarze sprawiaja wrażenie, ze pracuja tam za karę...alboo wpadaja na pare godzin, zeby dorobić...tak więc-zdrowiej nam, zdrowiej, zeby już tam nie wracać:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Brak słów. Każda z nas mogłaby podobne przykłady podawać. Jedynie "Warszawka" niczym się nie musi martwić. Życzę spokoju i zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Smutno się robi jak to się czyta.
    Dbaj o siebie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Graszko, trafiłaś nieszczególnie. Wszędzie pracują ludzie i to od nich zależy, jak ich odbierzemy. Ciepło piszesz o średnim personelu medycznym, i coś w tym jest... Mam siostrę- pielęgniarkę na oddziale dziecięcym- od niemowląt po naćpane nastolatki- 30 lat! Czasami mówi o warunkach w jakich muszą pracować. Niedawno byłam na diagnostyce na oddziale reumatologii w szpitalu w Kościanie. Subiektywne odczucia- lekarze kompetentni i nie traktujący pacjentów jak zło konieczne, średni personel miły i pomocny, obsługa bez zarzutu. Szpital stary, ale w miarę zadbany, czysty. Co do wyżywienia- wiadomo, Hilton to nie jest. Ale widzę, że naprawdę dużo zależy od ludzi. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia :) BDB

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie ma czegoś takiego jak średni personel medyczny i wyższy personel medyczny....

    OdpowiedzUsuń
  11. Zatem co Ci jest?
    Lepiej idź do specjalisty, bo istnieje powiązanie między chorobami nerek a wysokim ciśnieniem (tzw.wtórnym).Nerki są baaardzo ważnym organem i nie wolno tego zaniedbać.Czy masz przekroczone normy kreatyniny i kwasu moczowego?Profilaktycznie na obniżanie kwasu znakomita jest pigwa,jedz w sezonie i zrób przetwory.Pozdrawiam,
    Hanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To brzmi jak przesłuchanie.Graszka powiedziała tyle,ile uznała za stosowne.Uszanujmy to bez pouczania i zadawania pytan.

      Usuń
    2. Dziękuję,że mnie pouczyłeś.Napisałam z życzliwości i sympatii,mając na uwadze nie lamentowanie z powodu oschłości lekarzy ale aktualną kondycję Graszki.Proszę usunąć moje wpisy,jeśli czujecie się urażeni.
      Hanna

      Usuń
    3. Haniu, nie mam w zwyczaju usuwać komentarzy, odczytałam go jako troskę o mnie za którą bardzo dziękuję.
      Nie chcę też w szczegółach pisać o swoim zdrowiu, jeśli podasz mi maila, chętnie odpowiem na każde Twoje pytanie :-)

      Usuń
  12. po pierwsze ZDROWIA i jeszcze raz ZDROWIA Ci życzę!!!! A po drugie, wszystko zależy od ludzi...bez względu na pieniądze i warunki gnojki pozostaną gnojkami, ludzie z sercem na dłoni, serce będą mieli w tym samym miejscu. czy nauczyciel, czy sędzia, czy lekarz, pielęgniarka...kiedy serca i powołania zabraknie, a rutyna i żółć wezmą górę, na kim się wyżyją? Na uczniu, kliencie, pacjencie - nad tym, który jest słabszy, mniej chroniony, czasami na straconej pozycji. Wiele osób w komentarzach radzi - idź do specjalisty - a co to tak naprawdę znaczy? Że ma specjalizację, że przyjmuje prywatnie czy właściwie co? Teraz prawie każdy lekarz chodliwej "specjalizacji" przyjmuje prywatnie - jeżdżą po przychodniach, gabinetach i nabijają kabzę. Teoretycznie nie mam nic przeciwko temu, aby zapłacić, tylko kiedy za 5 minut widoku nadąsanej gęby "doktora nauk medycznych", czy nie daj boże "profesora" płacę minimum 150 zł i nadal nie wiem co się ze zdrowiem dzieje, to krew może zalać. Albo obecnie upowszechniony wytwór czyli prywatny gabinet i kontrakt z NFZ - w zeszłym tygodniu odwiedziliśmy na NFZ jedną z prywatnych klinik kardiologicznych (kardiolog dziecięcy) w Trójmieście - pacjenci byli zapisani co 5 minut, w ciągu czekania okazało się, że 3 osoby mają na tą samą godzinę. Ścisk, tłok, zaduch, na szczęście lekarz był miły i kompetentny. W każdym razie zgadzam się z Sonic - skoro chcą relacji usługa - zapłata, to ja jako klient mam prawo żądać należytej usługi.

    OdpowiedzUsuń
  13. Graszko, czy skasowałaś post"Refleksyjnie, poszpitalnie" czy tylko u mnie się nie otwiera?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skasowałam, bo to jeszcze nie to co chciałam napisać. Dziwi mnie to, że u Ciebie się wyświetla

      Usuń
    2. U mnie nie, ale na stronie kolezanki w ulubionych jest, ze 4 godz.temu:)

      Usuń
    3. A u mnie, że 14 godz.temu :)

      Usuń
  14. W ciąży byłam dwa razy w szpitalu - przy porodzie i trochę wcześniej. Pomoc i zachowanie pielęgniarek, położnych, salowych - bez zarzutu. Za to lekarze.. . Podobnie jak opisujesz. Lekarze na studiach podobno nie mają żadnych zajęć na temat rozmowy z pacjentem, empatii itd. Tak nie powinno być. Są od początku przesuaknieci jakimś takim snobizmem? Miałam styczność z lekarzem przed 30.zachował się tak, że planuję napisać do niego, że z kobietą w ciąży tak się nie rozmawia. Z resztą, z nikim. Taki młody, a już takie zblazowanie...

    Grassko, pomału nadrabiam zaległości. Dużo zdrówka Ci życzę! :*

    OdpowiedzUsuń