wtorek, 27 lutego 2018

Bo kocha malarstwo, przestrzeń i ciszę

Doskonale pamiętam tamten dzień, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam obraz Mariusza Lewandowskiego. Stałam przed nim chwilę  zastanawiając się czy namalował go Beksiński. Nie, to nie może być Beksiński, jego obrazy są mroczne, a ten przedstawiający jeźdźca na koniu emanował światłem.


Troszkę to trwało, zanim zdecydowałam się zadzwonić do artysty. Umówiliśmy się na niedzielę na siedemnastą, w domu państwa Lewandowskich na obrzeżach Górowa Iławeckiego.

Pierwsze zaskoczenie nastąpiło już na samym początku, po otwarciu drzwi. Nie wiem dlaczego, ale po obejrzeniu obrazów, wyobraziłam sobie ich twórcę jako osobę o pochylonych barkach, w lnianej pogniecionej koszuli i siwych, rozwianych włosach do ramion.

Przede mną stał normalny mężczyzna, którego być może mijałam wiele razy podczas zakupów w Polo, Biedronce bądź sklepie państwa Szkudlarków. Jego głos był spokojny i opanowany. Nie było w nim nic sztucznego, nic udawanego.

Usiedliśmy do stołu w pokoju gościnnym. Na ścianach wisiały prace artysty, a ja nie wiedziałam co mam robić w pierwszej kolejności, rozmawiać czy podziwiać obrazy. Wojtek włączył dyktafon.

Mariusz Lewandowski urodził się w Działdowie. Kiedy miał dwa lata, jego rodzice postanowili przeprowadzić się do Górowa Iławeckiego, bo tu była praca. Tata pana Mariusza pracował w nieistniejącym już POM-ie jako instruktor.

Pan Mariusz miał jeszcze starsze rodzeństwo, dwóch braci i siostrę. Pierwsze mieszkanie, z którego niewiele pamięta, było na rynku. Drugie, dwupokojowe znajdowało się na Wyszyńskiego, nad rzeczką. Tam mieszkali z babcią.

Rysował odkąd sięga pamięcią. Kiedy brakowało czystych kartek, a zdarzało to się bardzo często, zarysowywał każde wolne miejsce, marginesy w zeszytach, ostatnie kartki książek. W ósmej klasie zaczął malować farbami olejnymi.

Zaczął uczęszczać wtedy na plenery malarskie organizowane przez Wojewódzki Ośrodek Kultury. Takimi jak on, artystami nieprofesjonalnymi zajmował się nieżyjący już Aleksander Wydorski z Olszyna. Pan Mariusz stwierdził jednak, że woli pracować w samotności, ma naturę pustelnika, więc grupowe plenery szybko go zmęczyły.

Rodziców nie było stać na wysłanie syna do szkoły plastycznej w dużym mieście. Przeważyła racjonalna postawa ojca pana Mariusza, który powiedział synowi - pójdziesz do szkoły zawodowej, nauczysz się zawodu, i będziesz pracował w POM. Tym samym artysta musiał samodzielnie opanować sztukę malarską. Chodził do szkoły, później do pracy, a malował nocami.

Ojciec wielokroć upominał młodego artystę -  gaś światło, rano trzeba wstać do pracy. To pana Mariusza nie zniechęcało. Ćwiczył, próbował, dochodził do perfekcji. Podglądał pracę innych i zastanawiał się jak na przykład namalować powietrze?

Początkowo zauroczyły go obrazy mistrzów holenderskich, zwłaszcza Rembrandta, zwanego malarzem dusz i mistrzem światła. Tysiące prób i błędów aby osiągnąć zamierzony cel. Udało mu się, trudno odróżnić jego kopię od oryginału.

W latach 70 zobaczył zdjęcia dzieł Beksińskiego i wtedy zaczęła się trwająca do dziś fascynacja tym artystą.  Pan Lewandowski nie ukrywa, że jego prace są inspirowane  obrazami Beksińskiego, ale z uwagi na ogromny szacunek do niego,  nigdy nie wykonał żadnej kopii.

Początki były trudne. Pan Lewandowski wystawiał swoje prace na różnych kiermaszach i jarmarkach. Podobały się, ale nie wpisywały w klimat jarmarków. Oddawał też swoje dzieła do różnych galerii w Polsce. Zdarzali się nieuczciwi kontrahenci, jedna z galerii do dzisiaj nie zapłaciła za sprzedane prace. Teraz w dobie Internetu jest prościej i łatwiej. To dobry czas - powiedział.
Jeden z synów pana Mariusza, który odziedziczył talent po tacie i  skończył Akademię Sztuk Pięknych prowadzi stronę internetową i FB. Obecnie sam nie maluję, bo jego pasją jest  grafika.

- Dlaczego tak wybitny artysta, który do perfekcji opanował kopiowanie malarzy holenderskich, nie maluje portretów i pejzaży w tym stylu - spytałam. - Obrazy, które sprzedają się łatwo, bo trafiają w gusta przeciętnego odbiorcy.
- Nie, maluję to co mi w duszy gra - odpowiedział pan Mariusz. - Szkoda mi mojego czasu, jestem coraz starszy.

Maluje nocą, wtedy nikt ani nic go nie rozprasza, słuchając muzyki elektronicznej lub heavy metalu. Jego niezaprzeczalnym sukcesem jest to, że cztery jego obrazy zostały wykorzystane jako okładki płyt zagranicznych zespołów.

Zespoły muzyczne skontaktowały się z artystą i zaproponowały współpracę wysyłając swoje utwory. Pan Mariusz, żeby poczuć odpowiedni klimat słuchał ich wielokrotnie, a potem siadał do sztalug i stworzył obrazy.

Z tworzeniem jest różnie. Czasami siada i już wie jak ma  wyglądać dzieło, czasami musi odłożyć swoją pracę na jakiś czas i ponownie do niej wrócić. Bywa też tak, że nie jest z niej zadowolony i ją zamalowuje.

W 2017 roku niesamowitym wyróżnieniem było dla Pana Lewandowskiego umieszczenie okładki albumu Mirror Reaper  zespołu Bell Witch, opartej na jego obrazie, w prestiżowym albumie wydawanym przez Heavy Music Artwork. Znalazł się tam pośród setki innych twórców z całego świata.

Wrodzony talent po ojcu, samozaparcie, pasja i konsekwencja w tym co robi. Taki zwykły niezwykły człowiek, od 30 lat szczęśliwy małżonek, ojciec dwóch dorosłych synów. Dziadek czworga wnucząt - Julci, Hani, Lucka i Wandzi. Artysta spełniony, samouk, zawdzięczający wszystko własnej pracy  i determinacji.

Kiedy wychodziliśmy pan Mariusz powiedział - wygrałem los na loterii.
Wracając zmrożonymi ulicami Górowa, pomyślałam sobie, że i ja wygrałam taki los, bo dane jest mi spotykać na swej drodze ludzi utalentowanych, pełnych twórczej pasji, a do tego skromnych,  pełnych dystansu do siebie. To moja wygrana.

Marzeniem pana Lewandowskiego jest wykończenie domu, gdzie w końcu będzie miał pracownie z prawdziwego zdarzenia, z dużą ilością światła i ogromną przestrzenią za oknem. Bo właśnie to kocha, malarstwo, przestrzeń i ciszę.









10 komentarzy:

  1. Gratuluję. Teraz przydałby się cykl artykułów publikowanych w lokalnej prasie.
    Pozdrawiam.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  2. ogromny talent! powodzenia, panie Mariuszu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam talent malarski i determinację Pana Mariusza.
    Ale również podziwiam Twój talent Graszko do znajdowania wokół siebie tak ciekawych postaci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne obrazy!Graszko,masz dar odkrywania w ludziach tego,co najlepsze.
    Potrafisz interesująco rozmawiać,a to sztuka.
    Gratuluję,
    Ulka

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak miło jest czytać "Tylko same dobre wiadomości" (przed chwilą skończyłam czytać książkę o tym tytule). I Ty potrafisz spotykać wokół siebie takich ludzi, którzy emanują takimi dobrymi wiadomościami. Życzę aby spełnił swoje marzenia Pan Mariusz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szczesciara z Ciebie, Graszka! Moglas byc blisko sztuki, chlonac, dotknac, a przede wszystkim rozmawiac z Autorem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne obrazy - niewątpliwy talent.
    Nie wiem czy znasz Graszka na Facebooku stronę: Vladimir Volegov. Niesamowite wrażenia, bo nie tylko widzisz porażająco piękny efekt końcowy, ale możesz śledzić proces twórczy. Za każdym razem Mistrz wbija mnie w fotel, gdy na idealny, moim zdaniem rysunek wyciska np. czarny kleks farby i z tego czegoś wyczarowuje coś bardziej doskonałego niż "idealny". Trudno to wytłumaczyć - musisz sama to zobaczyć, polecam.

    macham, sarna

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepiekny ten obraz z rekami - cos niesamowitego. Przepiekne malarstwo i piekny czlowiek.
    Podziwiam cie Graszko - wspaniale umiesz docierac do ludzi, do ludzkich serc i dusz.
    Obraz kupilabym od reki.
    Pozdrawiam Gina

    OdpowiedzUsuń
  9. Z przyjemnością przeczytałam Twoją opowieść o takim niezwykłym człowieku. Iluż to ciekawych i utalentowanych ludzi żyje z dala od fleszy, ścianek i trybun z mównicami, szkoda, że w ogłupiającym codziennym hałasie i pędzie zazwyczaj ich nie dostrzegamy. Cieszę się, że masz zamiar ich pokazać w swoich opowieściach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne prace, takie spotkania są niezwykle cenne :)

    OdpowiedzUsuń