piątek, 12 stycznia 2018

Nowy lokator i rezydenci

Przyszedł kilka tygodni temu, jak to na wsi bywa nie wiadomo skąd.
Kiedy się pojawił, przez krótką chwilę podejrzewałam siebie o postradanie zmysłów. Przed wyjazdem na zakupy pozamykałam nasze koty w domu, a tu nagle przy aucie kot taki jak Hana.
- Nie karm go, na pewno jest czyjś i jedynie przechodzi przez nasze siedlisko - powiedział Wojtek.


Parę dni później kiedy wracaliśmy późnym wieczorem, biegł za naszym autem aż pod sam dom, rozpaczliwie miaucząc.
- Musi być strasznie głodny- stwierdził Wojtek - trzeba go koniecznie nakarmić.

Skoro już dostałam przyzwolenie od głowy rodziny, wpadłam do domu, nasypałam jedzenia do miseczki i zaniosłam na dwór. Kot syczał i syczał, ale głód  był silniejszy. Tak bardzo się bał człowieka, że mimo, że nie stałam przy miseczce, podbiegał do niej, brał do buzi suchą karmę i zmykał w krzaki.

Dni mijały, a kot bez imienia przychodził pod dom. Syczał, jadł i chował się przed człowiekiem.

Wracałam z Joanną i Patrykiem  z jakiejś wyprawy i opowiedziałam o czarnym kocie, który powoli się oswaja. Robi postępy, bo wchodzi na ganek, ale jak podchodzę to tylko słyszę "sy, sy, sy. Zapomniałam wspomnieć, że poświęciliśmy stare drzwi od werandy, wycinając dziurę, tak żeby nasze koty mogły wchodzić i wychodzić.

Wracając do naszej rozmowy z Patrykiem.
- Miron - powiedział Patryk
W pierwszym momencie nie zrozumiałam.
- Skoro syczy to znaczy Miron.
Ta gra słów zapewnie nie dla wszystkich będzie zrozumiana, ale ludzie z Warmii zapewne zrozumieją skojarzenie. Miron Sycz jest kimś ważnym w naszym rejonie :-)

Musicie też wiedzieć, ze wszystkie zwierzęta Patryków  mają swoje imiona.
I tak syczący kot dostał imię - Miron.
Skoro miał już imię, to na werandzie dostał krzesełko na którym położyłam czerwoną poduszeczkę.

Później dostał karton, a dzisiaj kiedy Wojtek sprawdził że idą mrozy zrobił mu ciepły domek.



Z biegiem czasu Miron okazał się Mironką.
Nasze koty, o ile zaakceptowały Boba, tak zupełnie nie lubią się z Mironką.
Mironka syczy, rezydenci się boją, dlatego wzięliśmy się na sposób. Żeby nie stresować Mironki, nasze koty na spacer wychodzą przez tarasowe okno w jadalni.


Jeszcze nie wiem jak to zrobię, bo Mironka na razie daje się jedynie pogłaskać i nie mam na to pieniędzy, ale chciałabym  na wiosnę ją wysterylizować. Może do tego czasu zrobię parę rzeczy na drewnie i wystawię je na  licytację? Jakoś te pieniądze muszę zdobyć.

Zapytacie po co mi tyle kotów?
Cztery w domu i piąty na podwórku. Tak, zwierzęta w domu to i  wieczny bałagan i niestety pieniądze. Nasze koty nie dostają krowiego mleka z namaczaną bułką.
Nie zamierzałam mieć zwierzyńca w domu, jednak to my jesteśmy odpowiedzialni za to, że zwierzęta się rozmnażają, że są bezdomne.

Gdybym miała do wyboru kupić sobie np nowe buty, czy sukienkę wybiorę karmę dla zwierząt.

Temat sterylizacji kotów na wsi. Pozwolicie, że tego tematu nie będę poruszała, bo to klepanie językiem po próżnicy.

Oto Mironka:










i rezydenci

Mimi - przyprowadził ją Nołnejm. Kiedyś szkieletor, teraz najgrubszy kot na Warmii. Jedyny kot w naszym domu który mówi w kocim języku. Przeważnie mówi że jest głodny :-)



Kiler błąkał się ulicami Elbląga. Jak przystało na kocura trzyma porządek w domu.

Franciszka adoptowana z Pomorskiego Domu Tymczasowego - przychodzi tylko do mnie. Jest zamknięta w sobie, trochę autystyczna.

Hana - wykarmiona smoczkiem. Ulubienica Wojtka. Kot z ADHD. Potrafi tak długo wskakiwać na klamkę aż otworzy drzwi do sypialni.





A tak naprawdę to ja psiara jestem.








8 komentarzy:

  1. Graszka, przeciez mamy skarpete! A jak bedzie potrzeba, to zrobimy sciepe i bedziesz miala na sterylizacje. Nie ma mowy, zebys sama musiala sie tym klopotac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu będziemy radzić. Pamiętasz, kiedyś Prezes Kura zrobiła fajną licytację już nie pamiętam jaki to był cel, ale tyle dziewczyn się skrzyknęło

      Usuń
  2. No widać, że psiara przecież:))))). Koty wymiatają. Piękne. Nie dziwię się, że ich tyle. I rozumiem brak dylematów: buty czy karma:).
    pozdrawiam serdecznie
    Aśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdjęcia jedynego psa, Kudła który błąkał się po Podlasiu będzie następnym razem, bo ja psiara jestem :-)

      Usuń
  3. Wszystkie śliczne, błyszczęce. No nic, jak już przyszła to chyba musi zostać, sliczna jest. Ale zaraz okres rujek się zacznie, lepiej, żeby nie miała kolejnych kociaków. Może gdzieś w okolicy będzie darmowa sterylizacja, a jak nie to aukcja bardzo dobry pomysł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza gmina nie dokłada do zabiegu sterylizacji. Jeszcze nie wiem jak Mironkę wsadzić do kontenera? oj dużo tych niewiadomych.

      Usuń
  4. A ja głupi myślałem, że za rozmnażanie zwierząt jest odpowiedzialna Matka Natura...

    OdpowiedzUsuń
  5. Graszka już myślę, jak podesłać Ci trochę karmy dla tych "sierściuszków". Będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń