piątek, 22 grudnia 2017

O cudach słów kilka

Dzisiaj będzie o cudach, ale nie takich biblijnych tylko  realnych, prawdziwych, na wyciągnięcie ręki. Czy wiecie, że cuda się zdarzają? Wam nie? Na pewno tak, tylko może tego nie zauważacie :-)


Ostatnio  spotkała mnie lawina dobrych rzeczy, z małym antraktem na doły związane z urodzinami.

Ponieważ  na początku napisałam, że będzie o cudach, doły ominę szerokim łukiem, żeby ponownie w nie nie wpaść.

Najpierw Jarmark.
Nie ukrywam, długo siedziałam przy moim biureczku tworząc rzeczy. Jechałam na niego z sercem na ramieniu, bo to że stworzyłam  rzeczy najlepiej jak potrafiłam, wcale nie oznaczało, że mieszkańcom  się spodobają i je kupią. To był cud, że tyle osób zapragnęło mieć cząstkę mnie samej u siebie.

Jakkolwiek to zabrzmi, ale napiszę to: uwielbiam zarabiać pieniądze. Nie dostawać od państwa, ale zarabiać własną pracą. Pieniądze zarobione własną pracą smakują wybornie.

No jak  już zarobiłam te pieniądze, to i wydałam na prezenty dla najbliższych. Dla mnie już nie wystarczyło. Proszę nie czytać tego opacznie. Cieszę, że mogłam to zrobić.

Osoby które czytają komentarze pod moimi wpisami zapewne zauważyły, że pojawiła się nowa anonimowa osoba, której znakiem charakterystycznym  jest używany na końcu komentarza zwrot:  "to co kawka?"

Więc jak jadę do miasta na zakupy, to wpadam na  kawkę, która nie koniecznie zawsze jest kawką, bo czasami herbatką, a czasami obiadem  z  kolacją.

W tym dniu wszystko sprzeciwiło się żebym tam dzisiaj nie dotarła. Najpierw wyprawa do Bartoszyc po opał, potem odbiór prezentu dla Wojtka w Lidzbarku. W mieście korki, kolejki w sklepach, a czas leci. Wpadłam do domu, zabrałam książki na wymianę do biblioteki, wsiadam do auta a ono nie zapaliło.

Nawet przez chwilę pomyślałam, że zadzwonię i powiem, że nie dam rady.
Zawołałam Wojtka a on jak magik uruchomił auto.

Wpadam do jej domu i słyszę często wypowiadane zdanie "ożesz ty orzeszku!" i myślę sobie, że dawno nie słyszałam jej żartobliwych historyjek, że dobrze czuję się w jej domu, a przecież znam ją od tak niedawna.

Siadam do stołu, a ona kręci się po kuchni parząc mi herbatę. Przyglądam się udekorowanemu świątecznie kominkowi i jakoś robi się wyjątkowo.

-To dla ciebie, do twojej chaty - mówi wręczając mi prezent.

Rozpakowuję prezent, ręce mi drżą, a ona pomaga mi przecinając taśmę nożyczkami. Otwieram karton a tam 14 koronkowych dzwoneczków. A na dokładkę anioł!

Taka choinka była moim marzeniem, o którym napisałam w listopadzie.
Nie potrafiłam  powstrzymać łez.
- Nie płacz - mówi ona, a za chwilę powtarza - płacz jeśli chcesz - a jej oczy szklą się od łez tak jak  moje.

Czy to nie cud, że w tym roku będę miała wymarzoną  choinkę?

Kochani na te święta, nie życzę wam zastawionych stołów, drogich prezentów, życzę wam żebyście na swej drodze spotykali takie osoby jak ja spotykam tu na Warmii,  na końcu świata.

To będzie wyjątkowy dla mnie czas, jutro przyjeżdża syn.

7 komentarzy:

  1. Miłego świętowania w rodzinnym gronie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne życzenia! Dziękuję! Radosnych Świąt wypełnionych obecnością bliskich:-)
    Marytka

    OdpowiedzUsuń
  3. Za wspaniałe życzenia dziękuję:))Tobie życzę aby takie cuda zdarzały się jak najczęściej:))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniałych świąt dla Was i Waszych Bliskich.

    OdpowiedzUsuń
  5. Radosnych Świąt! Pozdrawiam - M.

    OdpowiedzUsuń
  6. No i po Świętach, a może jeszcze nie. Są jeszcze wspomnienia tych dni. Mnie cud prezentowy nie spotkał, ale to że mogłam być z rodziną to jest najdroższy czas. Wróciłam do domu napełniona tym wspólnym czasem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. :)))
    Tak, cuda się zdarzają!

    OdpowiedzUsuń