niedziela, 17 grudnia 2017

O biesiadowaniu

Długo zwlekałam z napisaniem tego posta, bijąc się z myślami, że to może stale przeze mnie noszone różowe okulary zniekształcają obraz ludzi  mieszkających  na Warmii.
Jednak wczoraj, kiedy wróciliśmy z Olsztyna, pomyślałam sobie: nie, tu po prostu mieszkają tacy ludzie. Staro polsko gościnni.


Wczoraj wybrałam się z Joanną i jej rodziną na jarmark w Olsztynie. Najmłodsza latorośl zmarzła i siostra Joanny zabrała ją do siebie. Po zakupach miałyśmy zajść na herbatkę. Zaszłyśmy a tam  zamiast herbatki stół zastawiony do kolacji z takimi specjałami, że palce lizać.

I może ta kolacja aż tak by mnie nie zdziwiła gdybyśmy były jakimiś dobrymi znajomymi z Julitą i jej mężem, gdybyśmy byli zaproszeni na kolację. Siostrę Joanny widziałam drugi raz w swoim życiu.

Doskonale pamiętam pierwszą wizytę naszych sąsiadów Andrzejów. Zaprosiłam ich na kawę i gościłam tak jak robi się to w dużym mieście. Zrobiłam własnoręcznie deser i dumna byłam z siebie, że mi się udał. Pojechaliśmy z rewizytą, na kawę a tam stół zastawiony jedzeniem. I ciągłe napominanie Zenobi
- jedz Wojtek, jedz!

Takie sytuacje spotykają mnie tu bardzo często. Proszony obiad u Ewy zakończył się sutą kolacją, a kiedy do niej wpadam po zakupach w mieście, Ewa najchętniej by mnie nakarmiła i stale się mnie pyta - jesteś głodna? co ci jeszcze dać?

Latem kiedy  wpadliśmy na chwilę z Wojtkiem w porze obiadowej do Iwony,  poczęstowała nas zupą, tak samo było kiedy byłyśmy z Joanną w Dobrym Mieście na zakupach. Zajechałyśmy do jej mamy, a ona stawia krupnik na stole. I jeszcze,  żebyśmy nie wychodziły z pustymi rękami to w słoiczku buraczki na zimę.

Jak pojechaliśmy do Ani do Bartoszyc na przysłowiową kawę zastaliśmy stół zastawiony  kolacją i pyszną malinową nalewką po której zaszumiało mi w głowie.

Przodownikiem w goszczeniu ludzi jest  Joanna z drugiego krańca naszej wsi, która prowadzi Bobrownię. Nie dość, że doskonale gotuje, to jeszcze czerpie z tego radość. I kiedy dzwoni, żebyśmy wpadli, a my odmawiamy bo sami mamy gości, nie przyjmuje tego do wiadomości i zaprasza nas z pozostałymi ludźmi. I czy to będzie sushi czy bliny lub placki ziemniaczane nikt od niej nie wyjdzie głodny.

Takich sytuacji było wiele, że nie dam rady ich wszystkich opisać.

Z warmińskich domów nie wychodzi się głodnym. Na początku tym częstowaniem ludzi byłam mocno zażenowana, ale kiedy te sytuację się powtarzały doszłam do wniosku, że tu mieszkają tacy ludzie.

Na Warmińskich stołach jest różnie, czasami są to wysublimowane potrawy, czasami gorąca zupa, dla mnie to nie ma najmniejszego znaczenia. Znaczenie ma ta radość częstowania.

Kiedy tu osiedliśmy  i wpadano do nas bez zapowiedzi na śniadanie, wpadałam w lekką miastową panikę. Teraz już nie. Teraz wystawiam to co mam w lodówce, proszę mi wierzyć wspólnie zjedzenie śniadania z niespodziewanymi gośćmi smakuje niesamowicie. Nawet wtedy kiedy akurat nie mam czym posmarować chleba.

W dużym mieście takiej gościnności zaznałam jedynie u najbliższej rodziny siostry czy też brata, u mojej przyjaciółki Honi, nigdy od obcych ludzi.

Tak,  w dużym mieście żyje się inaczej. Szybciej, bardziej komercyjnie. Ja sama kiedy mieszkałam w mieście i dużo pracowałam nie miałam czasu na gotowanie, celebrowanie posiłków.  Tu jest zupełnie inaczej. Spędza się czas przy wspólnym biesiadowaniu i nie jest ważne czy to będzie zupa czy homar. Tu jest czym chata bogata tym rada

Następnym razem dla równowagi będzie o tym co mi się tutaj nie podoba.

10 komentarzy:

  1. No i zachowaj tu czlowieku szczupla sylwetke, kiedy dokola tyle goscinnosci, a potrawy takie pyszne! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu mieszkam tu ponad rok i mam 15 kg więcej. Mieszczę się tylko w dres który jest na gumie :-).

      Usuń
    2. Nic dziwnego, tez pewnie bym przytyla posrod tak goscinnych przyjaciol. :)))

      Usuń
    3. Aniu, dokładnie o tym samym pomyślałam;) bądź tu szczupły...

      Usuń
  2. Z podobną gościnnością spotkałam się na Podlasiu.
    Pyszna kuchnia i mimo, że podobna do litewskiej to dużo lepsza.
    15 kg w rok do sporo - zacznij unikać tych smakołyków moja droga:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sporo- jestem przerażona. Od jakiegoś czasu próbuję coś z tym zrobić :-)

      Usuń
  3. Właśnie...wydaje się, że wszystko jest taką sielanką :)
    Aż dziw, że coś może Ci się nie podobać. Jestem ciekawa, co to takiego będzie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Tylko się cieszyć, że w Twoim otoczeniu żyją tacy gościnni ludzie. Gorzej gdybyś trafiła na takich, którzy tylko chcą się gościć u kogoś, nie dając nic w zamian.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja nie lubię, gdy idę do kogoś na umówioną kawę lub herbatę i zamiast tejże kawy lub herbaty gospodarze podają obiad lub kolację i czują się dotknięci, jeśli odmówię Męczy mnie i drażni opisana przez Autorkę i wychwalana forma gościnności.

    OdpowiedzUsuń