wtorek, 14 listopada 2017

Przypominajka

Chciałam Was dzisiaj namówić do prowadzenia bloga/pamiętnika. Pamięć człowieka jest ulotna. Pamięta się jakieś wydarzenie, ale niekoniecznie dokładnie.

14 listopada 2011 roku, napisałam poniższy  tekst. Gdyby moje myśli i emocje związane z tamtym wydarzeniem nie zostały spisane, zapomniałabym o nim. W końcu upłynęło od tego czasu aż 6 lat. Warto spisywać swoje życie, spróbujcie.




Przede mną na stole leży bilet wstępu na SmackDown World Tour – Ergo Arena, 11 listopada 2011, wejście D rząd 3 miejsce 10, cena 110zł. Szczerze mówiąc o istnieniu takowych igrzysk nie miałam zielonego pojęcia, aż do piątkowego popołudnia.
Na to wielkie show, tak uwielbiane przez Amerykanów, zaprosiła mnie moja przyjaciółka Honorata, nazywana przeze mnie Honią. Podczas rozmowy telefonicznej, wytłumaczyła mi o co w tym wszystkich chodzi. Poszłam z ciekawości.
Mimo mojej kiepskiej orientacji przestrzennej trafiłyśmy bez pudła. Jechałyśmy, a raczej posuwałyśmy się w korku, w tym samym kierunku co wszyscy. Naszym celem była wielka, przeszklona hala sportowa zwana Ergo Areną.
Hala położona jest na niewielkim wzniesieniu. Tego wieczora wyglądała z daleka jak wielki, rozświetlony statek UFO połykający (Przybywamy w pokoju!) aborygenów. Otaczające ją parkingi były wypełnione do ostatniego miejsca. Nie chciałam ryzykować, skręciłyśmy w boczną ulicę osiedlową, i tam pozostawiłyśmy auto. Tłum ludzi zmierzał na stadion.
Dzięki obsłudze udało się nam znaleźć wyznaczone miejsca. Blisko przejścia zawodników na scenę. 15 tysięcy ludzi wrzeszczało, klaskało, mlaskało, szurało nogami, i wydawało różne inne dźwięki, które zlewały się w przeraźliwą kakofonię. Siedziałam sparaliżowana. Boję się tłumów.
Przypomniały mi się córki mojej koleżanki, które mocno ucierpiały podczas koncertu Golden Life w hali stoczni w 1994 roku. Chcąc odgonić złe myśli, zwróciłam uwagę na szczupłego fotoreportera, jak się później okazało z Dziennika Bałtyckiego. Na szyi miał przewieszone dwa aparaty. Właściwie to te aparaty bardziej mnie interesowały aniżeli ten paparazzi.
Punktualnie o 20 w świetle jupiterów pojawiła się szczupła amerykanka w połyskującej srebrnej sukience, tak krótkiej, że siedzącym obok panom oczy rozjarzyły się jak kotu na widok waleriany. Za nią szli bohaterowie spektaklu – gladiatorzy 21 wieku.
Chłopcy malowani. Wysocy, dobrze zbudowani, opaleni. Żeńska część widowni wydała z siebie zbiorowe westchnięcie, męska stłumiła w sobie jęk zazdrości. Choć pewnie znalazłoby się parę panów, którzy zamiast zgrzytać zębami z zazdrości, wzdychało, zwłaszcza na widok gladiatorskich pośladków.
A było na co patrzeć! Cały ich strój stanowiły obcisłe slipki z połyskującymi haftami na pupach. Wzory kaszubskie to na pewno nie były. Zerkałam to na fotoreportera to na zawodników. Zastanawiałam się ile nastrzelał zdjęć,a ile będzie nadawało się do opublikowania. Biedaczysko nabiegał się w te i wewte uwieczniając każdego osiłka.
A walka? No cóż, po prostu dobrze wyreżyserowane przedstawienie. Zawodnicy, jak bojowe mróweczki skakali na siebie, podrzucali się, przerzucali, walili sobą o glebę, wydając buńczuczne okrzyki. Nie podzielałam euforii widzów, którzy albo wydawali okrzyk „uuuuuuuu!” pokazując kciukiem w dół, albo bili brawo gdy kończyła się kolejna runda.
Sala wprost oszalała, kiedy jeden z zawodników, schodząc po zwycięskiej walce, wziął od jednego z widzów polską flagę, unosząc ja do góry. Mało brakowało a sala zaśpiewałaby jak wojowie przed bitwą pod Grunwaldem „Bogurodzicę dziewicę”, choć pewnie byłby problem ze znajomością słów, łatwiej by było „Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina”.
Nastała przerwa. Odetchnęłam z ulgą. Wyruszyłyśmy na poszukiwanie przede wszystkim toalety, a później czegoś do zjedzenia. W holu, tłok. Głównie mężczyźni. Szłam za Honią, i śmiać mi się chciało widząc jak samce ślinią się na jej widok, rozbierając ją wzrokiem.
Fakt faktem, Honia jest atrakcyjną kobietą. Wysoka, szczupła dziewczyna o brązowych włosach do pasa. W czarnych wąskich spodniach, białej bluzce ze sporym dekoltem i wysokich szpilkach wyglądała bardzo atrakcyjnie.
– Wiesz chyba muszę z Tobą częściej wychodzić – szepnęłam jej do ucha.
Wróciłyśmy na miejsca. Chyba obie miałyśmy już dość tego sztucznego widowiska. Honia rzuciła coś kurczakach w KFC. Spojrzałyśmy na siebie, i bez słowa wstałyśmy i wyszłyśmy.
Na zewnątrz było zimno, wręcz lodowato. To zapowiedź tego co nas czeka w najbliższych miesiącach. Zza morenowych wzgórz napływała mokra lepiąca się do wszystkiego wata. Zadrżałam i mocniej otuliłam się kurtką.
Siedział na ławce pomiędzy blokami. Zgarbiony, zziębnięty. Wiek trudny do określenia, mógł mieć 40, a może i 60 lat. Posklejane włosy i zmierzwiona broda. Przed ławką stary, pordzewiały dziecięcy wózek zapakowany kartonami, i zgniecionymi puszkami. Nie zaczepił nas, o nic nie poprosił, siedział i czekał, aż skończą się igrzyska, żeby móc pozbierać aluminiowe puszki po piwie, i mieć na chleb.
– Jakbym tego człowieka spotkała kupując bilety, to wolałabym mu dać te 220 zł – powiedziała Honia. Doskonale ją znam. Wiem, że na pewno by tak zrobiła. Nie raz wyciągała mnie z opresji robiąc mi chociażby zakupy, gdy miałam do jedzenia tylko smażony czerstwy chleb.
Zdania są podzielone na temat bezdomnych. Jedni gardzą nimi, wyzywając od pijaków, nierobów, inni litują się. Jestem coraz bardziej świadoma, tego, iż bardzo szybko można do nich dołączyć. Wystarczy stracić pracę.
Dzisiaj rano próbowałam dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego sportu, przeglądałam strony internetowe, czytałam o zawodnikach. Wrestling jest niebezpiecznym rozrywkowym show, żyjącym ze swojej widowiskowości i brutalności, którą gwarantują zawodnicy często przyjmujący środki przeciwbólowe i sterydy (dla uśmierzenia bólu, zwiększenia muskulatury oraz siły np. przy podnoszeniach).
Często zdarzają się poważne urazy ciała, np. głowy lub kręgosłupa. Nie obywa się bez wypadków śmiertelnych. Zawodnicy po zakończeniu kariery zmagają się z problemami finansowymi, zdrowotnymi i osobistymi, co jest wynikiem prowadzonego stylu życia. Niektórzy z nich kończą karierę na wózku inwalidzkim.
O gustach się nie dyskutuje. Byłam, widziałam, teraz wiem, że nie dla mnie takie igrzyska. Nasz świat stałby się lepszy, gdyby ludzie zamiast wywalać forsę na takie rozrywki, pomagali tym którym nie mają na chleb.

4 komentarze:

  1. Nie wiem, tak się napisałam i nic nie weszło. Chciałam tylko napisać , że obecnie u nas jest celowo prowadzona propagandą , by dyskredytowac ludzi , którzy odpadają z tego wyścigu szczurów.
    Natomiast bardzo chwali się tych , którym się powiodło. Byłoby może i Ok. Tyle ,że chwali się wszystkich bogaczy. Nieważne jak się dorobił. Ważne ,że ma duże pieniądze. Potem dopiero malutka notatka ,że ten,czy tamten biznesmen jest po prostu zwykłym gangsterem. Mała ,bo byli kolegami znanych polityków itd...
    A zajmowali się , ci biznesmeni taka działalnością jak handlem " niewolnikami" do burdeli, przemytem kokainy, kradzieżą mienia państwowego i nie tylko , przemytem samochodów i inna bardzo rozległa działalnością , czasami nawet zgodna z ustawą , bo ta była dzięki ich kolego posłom odpowiednio " zmodyfikowana". Mam na myśli przekręty ze sprzedają domów z lokatorami po niskiej cenie w atrakcyjnych miejscach w dużych ale nie tylko miastach w Polsce. W ogóle cały przekręt z wysprzedaza mienia państwowego za grosze itd.. , itd...
    No cóż mają pieniądze i się im klaniamy dla ich bogactwa. Wartości ludzkie się zdewaluowaly.
    Dlatego tak chętnie zaglądamy do Ciebie i do innych blogów.
    Bo jeszcze chcemy wierzyć , że istnieją ludzkie uczucia. ☺😘

    OdpowiedzUsuń
  2. Bogacze nie po to zarabiaja, zeby pomagac biednym. Przede wszystkim juz samo zarabianie odbywa sie kosztem tych slabszych socjalnie, takie usankcjonowane niewolnictwo. I zeby byla jasnosc, nie mowimy tu o krajach trzeciego swiata, ani nawet o Polsce. To dzieje sie wszedzie, tylko w zachodniej Europie ubrane jest w elegencki garnitur o nazwie demokracja i prawo pracy.

    OdpowiedzUsuń
  3. NIc nie dzieje się samo z siebie,to zaplanowana i skutecznie realizowana globalna polityka ogłupiania mas, przeważnie poprzez niski poziom nauczania.Polecam wykłady Krzysztofa Karonia np ostatni u Marcina Roli i wiele innych
    https://www.youtube.com/watch?v=OzwsMWHpCAE
    Hanna

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż trudno zmienić zachowań ludzi. Najlepiej kiedy my robimy wszystko, żeby nie krzywdzić się nawzajem. A kiedy możemy pomóc innym to już dobra sprawa.

    OdpowiedzUsuń