poniedziałek, 27 listopada 2017

Listopad

Lakier musi wyschnąć, zanim będzie się można zabrać się do kolejnego etapu ozdabiania. Wykorzystując tą chwilę, chciałam wam opowiedzieć o listopadzie, podobno najbardziej depresyjnym miesiącu w roku.







Za oknem zrobiło się szaro, mokro i brzydko. Nie lubię widoku bezlistnych drzew, jest w nich jakiś smutek. Co prawda listopad jeszcze całkowicie nie minął, ale muszę przyznać, że pomysł Wojtka z wymyślaniem rocznic bardzo się w naszym domu sprawdził.

Zaglądaliśmy do Wojtkowego telefoniku, przypominając sobie zdarzenia z ubiegłego roku. Na początku miesiąca świętowaliśmy przyjazd naszych kotów do domu pod bocianem. Była rocznica kupna, a potem uruchomienia pralki. Skoro rocznica pralki, musiała też być rocznica suszarki.

Śmiechów i żartów było co nie miara.

Jednak jedną z najważniejszych rocznic, było spotkanie na sushi u Patryków na drugim końcu naszej wsi. Takie spotkanie odbyło się ponownie przy ich stole z tą różnicą, że dodatkowo Joanna poczęstowała nas przepyszną tajską zupą. Mówię wam palce lizać.





Kiedy najedzeni i zadowoleni ze spotkania wychodziliśmy, Joanna powiedziała, że to stanie się naszą tradycją. co roku będziemy spotykać się na suhi.

Byliśmy też w odwiedzinach u naszych sąsiadów. I tu muszę przyznać, że po raz kolejny jestem zaskoczona gościnnością tutejszych mieszkańców. Od Ewy na wynos dostałam kawałek swojskiego pasztetu, a jej mąż Wojtek zrobił coś dla mnie, nie chcąc zapłaty za wykonaną pracę. Czy jest tak na wszystkich wsiach Polski, czy tylko mi przytrafiają się takie miłe rzeczy? Nie wiem.

Dom pod bocianem w listopadzie odwiedziło też dwóch młodych chłopców z rodzicami. Podczas spotkania otrzymałam taki oto piękny obrazek, który stoi teraz u mnie na półeczce w pracowni.


Czy ja mam na nosie różowe okulary?
Nie, przytrafiają mi się rzeczy, które mnie uwierają, przeszkadzają, negatywnie zaskakują. Zapewne i o nich kiedyś napiszę, bo życie nie jest tylko słodkie, czasami potrafi być gorzkie.  Ważne żeby te złe rzeczy nie zepchnęły tych dobrych. Czasami niestety ja sama mam z tym problem.

5 komentarzy:

  1. To prawda, że za oknem ponuro i szaro, ale skoro choć trochę radości czerpiecie z obchodzenia kolejnych rocznic to czyńcie tak dalej.
    Jedzonko wygląda zachęcająco, a Ty potwierdzasz jego walory smakowe. Wszystkim czytelnikom bloga zapewne ślinka cieknie. Do tego mile spędziliście czas.
    Graszko, a może warto od czasu do czasu ponosić różowe okulary? W życiu potrzebne jest zachowanie równowagi w każdej dziedzinie i optymistyczne nastawienie. Sama trafnie zauważyłaś, że ważne jest żeby złe rzeczy nie zepchnęły tych dobrych.
    Pozdrawiam.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  2. Drzewa bez liści mają szanse pokazać piękno swego pokroju, te rozłożyste konary. Graszko ciesz się z tych pięknych chwil i nie myśl w tym czasie o niepowodzeniach. Nasz naród ma już tak chyba we krwi, że boimy się cieszyć miłymi chwilami, częściej narzekamy. ty jesteś tego zaprzeczeniem i niech tak zostanie. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. No i zrobiłaś mi apetyt tą tajską zupą:-)
    Patrzę na zdjęcie Waszego domu, jakie ładne, myślałam, ze to rysunek. Na moim ekranie wyglada jak ilustracja z książeczki dla dzieci, tylko to listopadowe niebo stalowe, ciężkie.
    Ale talerz z zupką, ojej, pyszności. Idę zrobić sobie obiadek, no, łasuch ze mnie i już:-))
    Serdecznie pozdrawiam
    Marytka

    OdpowiedzUsuń
  4. Mysle, ze jak czlowiek, jest szczesliwy, to nosi rozowe okulary, a ty, wy, jestescie szczeskiwi!!!!
    Zrobilas bardzo nastrojowe zdjecia! Podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Taki już jest ten nasz listopad, mało słońca, mało witaminy D to i depresyjnie. Drzewa bez liści mają w sobie jakiś smutek, masz rację, ale mają też jakąś iskrę nadziei. Że jeszcze będą piękne, zielone, że koło się obróci i po każdej jesieni ;) nadejdzie wiosna :)
    Dobrze mieć takich ludzi wokoło. Polacy nie tacy źli, jak ich malują :D
    Cudowny obrazek.

    OdpowiedzUsuń