czwartek, 26 października 2017

Dom otwarty

Kiedy dochodzę do wniosku, że zamykam bloga, i wcale nie dlatego, że nie mam nic do napisania, zawsze wydarzy się coś, co spowoduję, że siadam wygodnie w fotelu, otwieram laptopa i palce same wystukują literki, które składają się w słowa, a potem w zdania. Przerywam na chwilę pisanie, zerkam na ulubiony widok za oknem, biorę łyk czarnej kawy i ponownie  palce przekazują moje myśli.


Zmęczeni zamykaniem się w czterech ścianach miastowego życia postanowiliśmy z Wojtkiem prowadzić dom otwarty. Oczywiście, że prowadzenie takiego domu niesie za sobą  pewne konsekwencje. Można zastać nieposprzątane mieszkanie, mnie w starych wysłużonych spodniach dresowych, bez makijażu, w przylizanych włosach, bo akurat nie miałam ochoty ich wymyć.

Dla kobiety jest to zapewne pewien rodzaj stresu, szczególnie w moim wieku, kiedy to makijaż zasłania upływający czas. Jednak biorąc na szalę spontaniczność wydarzenia a stres spowodowany moim wyglądem to jednak wolę to pierwsze.

Za sprawą dwóch ostatnich odwiedzin dotarło do mnie, że udało nam się taki dom stworzyć. Pan Henryk, starszy sympatyczny człowiek,  pewnego jesiennego dna stanął w progu Domu pod Bocianem z wiaderkiem winogron. Proszę sobie wyobrazić, że ten człowiek którego nigdy przedtem nie widziałam na oczy, przeczytał naszą książkę, postanowił nas odwiedzić, tak po prostu zapytać czy czegoś nie potrzebujemy.

To jak doszło do kolejnej wizyty jest wielce skomplikowane.
Pewnego pięknego letniego wieczoru, zastaliśmy na klamce naszych drzwi butelkę wina. Zaczęliśmy dociekać któż to mógł być. Szukać ogłaszając ten fakt na FB. Nikt się nie przyznał. Aż w końcu nastała jesień.

Poprzez brata Joanny z drugiego krańca naszej wsi dowiedzieliśmy się kto był sprawcą tak miłego gestu. Będąc w mieście zaszłam do właścicieli sklepu. Tym razem to ja nie miałam szczęścia. Zostawiłam karteczkę bez numeru telefonu. No i przyszli z winem, ciastem upieczonym przez Ewę i pięknymi wrzosami, które uwielbiam.

Mimo, że wpadli w niefortunnym dla nas momencie -  ja ledwo co po kąpieli, w koszuli nocnej, Wojtek zaś w wannie, to był jeden z lepszych jesiennych wieczorów w naszym domu. Powód odwiedzin był taki sam jak u pana Henryka. Ewa przeczytała książkę i zapragnęła nas poznać.

O przebiegu rozmów z Ewą nie będę pisała, bo to nie jest temat na bloga. Teraz czeka nas rewizyta, na którą ogromnie się cieszę. To przemili ludzie, a Ewa to ogromnie pozytywna osoba.

- Ludzie do Ciebie ciągną - powiedziała Joanna podczas rozmowy telefonicznej.

Na chwilę przerwałam pisanie, ponownie zerknęłam na pagórkowty teren za oknem, na ulubione drzewo, który broni się jeszcze przed zrzuceniem złotych liści. Uśmiecham się do swoich myśli. Tak, taki chciałam stworzyć dom. Ciepły, gwarny od rozmów przy lampce wina i z takimi przyjaciółmi jakich mam na krańcu naszej wsi. O tym czym jest dla mnie przyjaźń  i jak bardzo jest dla mnie ważna będzie następnym razem :-)

12 komentarzy:

  1. Tak, przyciagacie do siebie ludzi serdecznoscia, goscinnoscia, niewymuszona prostota. Gdybym nie "znala" Was wczesniej, pewnie tez po przeczytaniu ksiazki chcialabym poznac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lubię ludzi, każdy człowiek to inna historia

      Usuń
  2. Właśnie we wtorek była z wizytą u naszej koleżanki blogowej Orszulki. Znałyśmy się tylko z komentarzy na blogu. I..... między innymi rozmawiałyśmy o Was, a właściwie chwaliłyśmy i podziwiałyśmy. Doszłyśmy do wniosku, że i w internecie można poznać fantastycznych ludzi. Graszko nie zamykaj bloga, to już mój rytuał, że kiedy otwieram komputer pierwsze to szukam nowych wpisów u moich przyjaciół, tak uważam kilka osób za moich przyjaciół, między innymi i Ciebie do nich zaliczam, chociaż znamy się tylko wirtualnie. Pozdrawiam Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to dopiero niespodzianka. Takie spotkania blogowe są niesamowite, bo i społeczność która ją tworzy jest wyjątkowa :-)

      Czasami dopadają mnie wątpliwości. Żyjąc w dużym mieście, nawet jeśli prowadzisz bloga to i tak jesteś anonimowy. Małe miasteczka żądzą się innymi prawami. Tu wszyscy wiedzą lepiej od Ciebie samej. Tu chyba bardziej widać i czuć taką naszą polską dulszczyznę. Nie zamykam, bo do tej pory spotykają mnie same miłe rzeczy. Ewa z mężem, przesympatyczny pan Henryk który ma 71 lat. Jakie będą dalsze losy zobaczymy. Wojtek podpowiada, że mogę zrobić bloga zamkniętego. Zamiotłam pod dywan swoje wątpliwości i piszę dalej.
      Dziękuję Ola

      Usuń
  3. Takie niespodziewane wizyty przywracaja wiare w ludzi :).
    Bloga zamknietego? Auuu... Mam nadzieje, ze nie trafi sie Wam jakis okaz, który zmusi do tak drastycznego kroku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, ta wiara w ludzi powróciła po przeprowadzce się na wieś :-)

      Usuń
  4. Zamkniety blog to już nie blog:)Poza stałymi komentatorami masz na pewno jeszcze większą rzeszę czytających,"anonimowych",takich,którzy czytają z wielką przyjemnoscią,ale nie komentują.Nie zabieraj nam tej przyjemności!Jesteście lubiani i podziwiani.Znakomicie wam się udał"życiowy przewrót" i macie się czym chwalić:)A poza tym tworzycie szczęśliwy,symbiotyczny związek,a wierz mi,dziś to ewenement,nie tylko w blogosferze.Pozwól ludziom wierzyć,że takie związki się zdarzają,czego jesteście doskonałym przykładem.Bardzo was polubiłam,podobnie jak Olgę i Cezarego z bloga "Pod wspólnym niebem",których czytam od lat,choć nie komentuję.Wszystkiego dobrego,Graszko i Wojtku!Pozdrawiam serdecznie,Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam Ci się, że ja też nie zawsze komentuję innych blogi. Kiedyś, bardzo mi zależało na komentarzach, bo wydawało mi się, że pozostawiony komentarz świadczy o czytelności bloga. Teraz wystarczy, że wejdę na statystki.

      Dziękuję Aniu

      Usuń
  5. Błagam nie zamykaj bloga ja i wielu anonimowych czytają i podziwiają Was za odwagę ,pracowitość i wytrwałość w dążeniu do celu,w spełnianiu marzeń i tych pięknych Maryjkach.Pewnego dnia trafiłam na Waszego bloga i przeczytałam całość.Nie mogłam się oderwać tak wspaniale piszecie,tyle uczucia,prawdy .Podziwiam.Tak jak napisała poprzedniczka codziennie po włączeniu tableta tableta zaglądam czy coś nowego i ciekawego bo nawet codzienne z pozoru monotonne życie dla innych jest fascynujące.Grauluje z całego serca tak szybko pięknego domku i ogrodu pomysłów na serki na widok których cieknie slinka.Podziwiam ogrom tak ciężkiej pracy a efekty są wspaniałe.Ja nie potrafiła bym dokonać tego co Ty Graszko z Wojtkiem.Serdecznie pozdrawiam Marta z Norwich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Marto
      No i jak tu zamykać bloga, skoro tylu czytaczy czyta :-)

      Usuń
  6. Taki dom wart jest wielu różnych, może i tylko pozornych, niedogodności :)
    Wspaniale jest usłyszeć "ludzie do Ciebie lgną" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi też się ciepło zrobiło na sercu :-)

      Usuń