piątek, 15 września 2017

Pałac w Prośnie (czas na Warmię)

Środa była dniem wagarowicza. Wojtek odszedł od komputera, ja wyszłam z  kuchni. Wsiedliśmy w auto. Włączyliśmy moją ulubioną płytę Vivaldiego "Cztery pory roku" Słuchaliście kiedyś tego jadąc autem? Wąskimi drogami, porośniętymi starymi drzewami, które wyjątkowo w tym dniu mieniły  się w słońcu. Niesamowite doznania. Warmia o tej porze roku jest przepiękna.


Więc jechaliśmy wąską drogą pomiędzy górkami i pagórkami. Mijaliśmy małe miasteczka i jeszcze mniejsze wioski, w końcu teren stał się bardziej płaski . Naszym celem był zespół pałacowo parkowy oddalony od nas o 70 km, a około 15 km od Bartoszyc.

W Prośnie minęliśmy sklep spożywczo przemysłowy pod którym siedzieli panowie popijający piwo. Pomiędzy starymi garażami dojechaliśmy do końca przyzwoitej drogi.

Dalszą drogę pokonałam sama i całe szczęście, bo gdyby Wojtek zobaczył umocowaną do drzewie  tabliczkę "teren prywatny, wstęp wzbroniony" zapewne nie pozwoliłby mi  kroczenie dalej.

Był nawet taki moment, że chciałam sama zawrócić. Szłam, szłam i szłam a tam same drzewa a pałacu nie widać. Jednak w końcu zostałam wynagrodzona.


Nie należę do osób odważnych, ale gdy widzę takie budowlę, tracę rozsądek.  Pokonam  wszystkie zamknięte bramy, wysokie płoty tylko po to, żeby móc zobaczyć to z bliska, poczuć klimat  miejsca. A jak to poczuć nie dotykając cegły?

Pierwszy murowany dwór został wzniesiony w latach 1610- 1620. Pałac w Prośnie założony na rzucie w kształcie litery L był jednym z najpiękniejszych neogotyckich rezydencji w południowych Prusach Wschodnich.

Przedostatnim właścicielem był hrabia Friedrich zu Eulenburg, który w 1937 roku zginął w wypadku samochodowym. Po jego śmierci dobrami zarządzał jego syn, a żona Mortimera opuściła Prosnę w styczniu 1945 roku.

Pałac przetrwał przejście frontu, został jedynie rozszabrowany i ograbiony z wyposażenia. Po wojnie utworzono tu państwowe gospodarstwo rolne, w pałacu była świetlica, klub PGR, stacjonowały młodzieżowe hufce pracy. Nie remontowany, dewastowany przeistoczył się w ruinę. Od 1997 r ruina pałacu jest własnością prywatną.

Czy to nie paradoks, nie zniszczony przez żadnego najeźdźcę a zrujnowany przez Polaków?

Kiedy wchodzi się na teren prywatny bez pozwolenia czuje się taki niepokój, bo właściwie nigdy nie wiadomo co człowieka tam spotka. Zdenerwowany właściciel, wściekłe psy? Nie ustawiałam aparatu, pstryknęłam parę zdjęć i tą samą drogą z duszą na ramieniu wróciłam do auta.

















Kolejnym przystankiem były Drogosze, ale o tym następnym razem.



4 komentarze:

  1. Boszsz, jaki piekny! Jaki potencjal, by zrobic z tego perelke, odbudowac, przywrocic swietnosc. Panstwo powinno partycypowac w ratowaniu zabytkow, bo jeszcze troche tak postoi, a calkiem popadnie w ruine.

    OdpowiedzUsuń
  2. Państwo partycypuje w ratowaniu zabytków, tylko właściciel musi się o to postarać. Ochrona zabytków należy do państwa, ale opieka - do właściciela.
    Aneta

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny, ale żeby przywrócić go do świetności potrzeba dużo kasy. W latach 1987-1991 mieszkałam w pałacu, w mieszkaniu służbowym. Obecnie pałac ten jest w rękach prywatnych i właściciel wystawił go na sprzedaż za 3,5 mln.
    Czekam na dalszą relację z wycieczki.
    regian

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny musiał być ten pałac. Moje strony słyną z dużej ilości pałaców. Również ubolewam, że większość z nich popadło w ruinę dzięki "eksploatacji" powojennej. Sporo odzyskało dawną świetność i są obecnie ekskluzywnymi hotelami.

    OdpowiedzUsuń